„Krąg” Bernard Minier

4 | dodaj
Wystarczył jeden telefon i jeden enigmatyczny e-mail, aby komendant Martin Servaz został wciągnięty w wir mrocznego śledztwa, w którym musi stawić czoło demonom przeszłości i poczuć ból dawno zabliźnionych ran. W Marsac zostaje zamordowana jedna z wykładowczyń; kilka dni później ginie hodowca psów, rozszarpany przez własne zwierzęta. Co łączy te dwa zdarzenia? Kto i dlaczego rozpętał w tym cichym uniwersyteckim miasteczku szaleństwo śmierci? Czyżby to było dzieło zbiegłego przed dwoma laty seryjnego mordercy?

Po ogromnym sukcesie przetłumaczonego na wiele języków "Bielszego odcienia śmierci" Bernard Minier, specjalista od mrocznych, przytłaczających klimatów, po raz kolejny zmusza czytelnika, by skonfrontował się ze swymi ukrytymi lękami i zdał sobie sprawę, że pozornie spokojne życie może niespodziewanie zmienić się w prawdziwy koszmar.

(źródło: lubimyczytac.pl)


Miałam okazję poznać Bernarda Miniera dzięki jego poprzedniej książce z cyklu o komisarzu Martinie Servazie. Bielszy odcień śmierci okazał się strzałem w dziesiątkę – to nie tylko dobry kryminał, ale świetnie skonstruowana powieść, której każde słowo wręcz uwodzi. Czy i tym razem autor zdołał mnie zachwycić?

Każdy ma swoje tajemnice, każdy ma coś do ukrycia i nikt nie jest tylko tym, na kogo wygląda.

O ile w recenzji obejdzie się bez spoilerów, nie poleciłabym czytać tej książki bez wcześniejszego przeczytania Bielszego odcienia śmierci. Dlaczego? Krąg obfituje w wydarzenia, które są ściśle powiązane z poprzednią częścią. Byłam wręcz zdumiona, jak wiele jest elementów wspólnych dla obydwu tych książek. Muszę również od razu ostrzec – ta powieść skupia się w dużej mierze na prywatnym życiu komisarza, jego przeszłości oraz charakterystyce. Powiedziałabym, że Servaza jest tyle na stronach, ile samej zbrodni... Dlaczego ostrzegam? Intryga jest świetna, ale trzeba mieć na uwadze, że autor poświęca jej tyle samo uwagi co Servazowi. A nie każdy czytelnik szukający wrażeń lubi czytać o policjantach i komisarzach.

Mnie osobiście w ogóle to nie przeszkadzało. Postać Martina spodobała mi się wyjątkowo już w poprzednim tomie. Polubiłam go za autentyczność oraz dość nietypową przeszłość. W końcu Martin zanim został gliną, marzył o zostaniu... poetą. Zazwyczaj postaci detektywów lub policjantów kreowane są na mało wykształconych ludzi, dlatego podoba mi się taka odmiana. O ile autor zachwycił mnie sposobem opisywania otoczenia w poprzednim tomie, w tym uderza wysoka jakość charakterystyki bohaterów. Uderza tak bardzo, że emocje towarzyszące podczas przewraca stron są  ogromne... Mimo wszystko, tej części brak niesamowitego klimatu, który zachwycił mnie w Bielszym odcieniu śmierci. Być może stało się to za sprawą pory roku – wtedy zima, śnieg i biel dominowały w powieści i tworzyły nieodłączną całość z samą fabułą.

W całej tej historii było coś dziwacznego. 

Przeszłość ma wielkie znacznie w powieści, ale co z resztą? Co z dziwnym, niemalże rytualnym zabójstwem młodej nauczycielki? Kiedy myślę o tej zbrodni i wszystkim, co jest z nią powiązane, mam ciarki na rękach. Być może to sztampowe mówić o kryminale "przerażający", "niepokojący", czy "budzący lęk", ale Krąg wywołuje właśnie uczucia. Myślę, że pod tym względem zrobił na mnie większe wrażenie niż poprzednia część. O tym, jak bardzo niepokojąca jest książka, świadczą przede wszystkim interludia. Nie będę zdradzać ich treści, ale wystarczy powiedzieć, że są... mocne. Budzące niezwykle skrajne emocje, zwłaszcza już pod koniec powieści. Abstrahując od tego, że są napisane po prostu świetnie – obrazy, jakie tworzyły się w mojej głowie chyba nigdy nie będą zapomniane. Nie spodziewałam się po Kręgu takiej podłości, brutalności. Jest to jednocześnie złe (w odbiorze) i dobre (zaskakujące).


Oczywiście jest i główna intryga. Bernard Minier po raz kolejny mnie nie zawiódł – potrafi budować napięcie po mistrzowsku, po kolei odkrywając kolejne fakty, rozwiązania. Lubię te poczucie dezorientacji, zagubienia, jakie dają mi jego książki. Ale również możliwość samodzielnego rozwiązania zagadki. W przeciwieństwie do Remigiusza Mroza (który podaje rozwiązanie na tacy), czytelnik ma możliwość snucia własnych teorii, podobnie jak komisarz i jego współpracownicy. Zbrodnia w Kręgu wydaje mi się inna, wyjątkowa. Kiedy czytelnik poznaje jej motywy, zaczyna się zastanawiać nad moralnością. Jak daleko może posunąć się człowiek jeśli chodzi o zemstę? Czy (poza, oczywiście prawem) coś takiego jest dopuszczalne, zrozumiałe? Uwielbiam, kiedy kryminał tworzy w mojej głowie sprzeczne myśli. Podobnie miałam w przypadku Dochodzenia Davida Hewsona. Podobnie jest tutaj – poza zbrodnią, lektura kryje w sobie coś więcej. Więcej bólu, cierpienia, ale też refleksji.

Zmieniamy się. Wszyscy. Bezpowrotnie.

Chociaż Kręgowi brakuje zachwycającego klimatu z Bielszego odcienia śmierci, jest on równie dobrą lekturą. Czy kryminałem? Po części tak, chociaż to postaci oraz ich charakterystyka to nieodłączny element powieści. Jednak życie Martina Servaza nie nudziło mnie przez ani jeden moment. Uwielbiam tego bohatera i jestem bardzo ciekawa, co szykuje dla niego autor (mam nadzieję, że da mu chwilę wytchnienia!). Bardzo dobrze zbudowane napięcie, ciekawe elementy przeszłości, zaskakujące rozwiązania oraz interludia napisane na wysokim poziomie. Krąg jest inny od swojego poprzednika, ale w tym bardzo dobry. Jak dla mnie to tylko pokazuje, jak zróżnicowane i rozbudowane autor może pisać powieści. Nic tylko się zaczytać, wchłonąć w ten świat, a potem... nie potrafić wyrzucić tego tytułu z głowy. Tytułu, który niesie ze sobą duży bagaż emocjonalny, który nie każdy jest w stanie udźwignąć.

8/10


Bielszy odcień śmierci | Krąg | Nie gaś światła
Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.