"Ludzie z Placu Słońca", Ola Lipczak


Jest to też książka o Hiszpanii – kraju, który był przykładem sukcesu, ale z dnia na dzień zmienił się w „chorego człowieka Europy”. Wtedy na miejsce dawnej opowieści o Hiszpanii pojawiła inna: o nierozwiązanych konfliktach z przeszłości, o cenie rozwoju, o kraju, który zrobił gigantyczny skok – okazało się jednak, że ku kryzysowi.

Ludzie z Placu Słońca to intymny portret kraju na rozdrożu. Miejsca, w którym coś się skończyło, a nowe jeszcze nie zaczęło. To zbiór reportaży o Hiszpanii z krwi i kości, a nie z turystycznego folderu.

(źródło: www.dowody.com)

Z dumą donoszę, że przeczytałam kolejną w ostatnim czasie – po „Po trochu” i „Barszalonie” - dobrą książkę napisaną przez młodą autorkę znad Wisły. Nie zamierzam rozniecać tu bynajmniej ideologicznych dysput, ale cieszę się, że nowa pisząca fala ma kobiece oblicze. I z niepokojem (o własne finanse) stwierdzam, że kusi mnie co raz bardziej Barcelona. Po debiutanckiej książce Agi Sarzyńskiej, wybrałam się teraz w kolejną literacką wycieczkę, tym razem reporterską. Czuję, że to się może skończyć polowaniem na tanie loty. Ale do rzeczy...



„Czuła Mamá Grande, Wielka Mama. Tak zawsze myślałam o Barcelonie. Frywolna, nieskłonna do ocen, przygarnia do ciepłego brzucha wszystkich, jak leci: freaków, wykolejeńców, poszukiwaczy przygód i outsiderów. Daje wszystko, jak leci: luz wielkiego miasta i międzyludzkie ciepło niedużego miasteczka.”

Teksty Oli Lipczak czytam z przyjemnością, najczęściej w „Wysokich Obcasach” i „Dużym Formacie”. Pisane zawsze z perspektywy konkretnego człowieka są pełne empatii. Poruszają, zmuszają do zatrzymania się, do uwzględnienia w swojej wizji świata jego punktu widzenia: afgańskiego uchodźcy, kompozytora i dyrygenta z Damaszku, mieszkańca Strefy Gazy. Tak jest i w „Ludziach z Placu Słońca”. To nie jest książka o wielkiej polityce, chociaż wielu polityków przewija się przez jej strony, to nie jest książka o trendach w światowej gospodarce, jednak dowiemy się wiele o ich konsekwencjach dla mieszkańca Katalonii. Autorka sześć lat mieszkała w Barcelonie i poznała ją dobrze. Obserwacje, rozmowy, poszukiwania dają efekt w postaci kilkunastu opowieści o mieszkańcach tego miasta, które są świetnym wstępem i zachętą do zagłębienia się w jego historię i specyfikę. Ola zaraża swoją pasją do Barcelony i jej mieszkańców.

„Kiedy chodziłam tędy dekadę temu, czułam po prostu zachwyt – miastem i krajem, kreatywnym i liberalnym, który narzuca trendy całemu kontynentowi.
Trochę później przyszło zdziwienie. Tym, że świat – pozornie poukładany, niby-doskonały – może nagle wywrócić się do góry nogami.
Kiedy tu mieszkałam, zafascynowały mnie sprawi zamiecione pod dywan i duchy przeszłości. Wiele rzeczy mnie oburzało, inne budziły podziw.
Dzisiejsze uczucie jest jednak inne, bardziej zagadkowe. /.../
Chyba już wiem. To uczucie, które pojawia się wtedy, kiedy zdajesz sobie sprawę z tego, że mimo wszystkich porąbanych problemów, jakie może mieć to miejsce, bycie tu jest jak odtrutka.”

Barcelona z reportaży Oli Lipczak to nie jest ani Sagrada Familia, ani La Rambla ani klimatyczna knajpka, w której można pić wino do świtu. To krąg ludzi, których po 2008r. nie stać na spłacanie kredytów mieszkaniowych i zwracają się po po pomoc do najbardziej wpływowego ruchu społecznego Hiszpanii – Platformy Poszkodowanych przez Hipoteki. To opowieść o Julianie Moreno i jej mężu Manuelu Cortésie, ostatnim przedwojennym burmistrzu miasteczka Mijas, który przez trzydzieści lat ukrywał się we własnym domu w obawie przed Franco. To setki opuszczonych osiedli - „miast widm”, które wyrosły na fali bumu budowlanego, a w których nigdy nikt nie zamieszkał. To tragiczna biografia Pilar Primo de Rivera, „największej macho w Hiszpanii”, siostry Jose Antonia, założyciela Falangi, szefowej Sekcji Kobiecej; uczyła hiszpańskie kobiety, że ich miejsce jest w domu a ich władcą jest mąż. To grupa młodych ludzi, którzy rozkopują ziemię w poszukiwaniu ciał tych, którzy wiele lat temu wyszli z domu i nie wrócili, bo zostali zabici i wtrąceni do bezimiennych grobów wykopanych chaotycznie na polach i łąkach; zaczynali od szukania zwłok swoich dziadków a ekshumują setki nieznajomych. To Ada Colau, burmistrzyni Barcelony, która rozpoczynała swoją społeczną działalność w Platformie Poszkodowanych przez Hipoteki, a którą mogliście widzieć jakiś czas temu w telewizji, gdy po atakach terrorystycznych mówiła odważnie:

"Siłą naszego miasta jest jego różnorodność i wartości. Powtarzam, Barcelona była i jest miastem pokoju, dialogu i demokracji. Miastem odważnym i otwartym na świat. Miastem bardzo dumnym ze swojego zróżnicowania i kosmopolityzmu. I taka pozostanie. Ci tchórze, którzy próbowali dziś zasiać terror, nienawiść i strach, poniosą klęskę".

Cytuję burmistrzynię za profilem książki na FB. Gdyby powstawała teraz, to pewnie by się w niej ten fragment znalazł.
Wcale nie trzeba interesować się Barceloną, Katalonią, czy Hiszpanią w ogóle, by czerpać przyjemność z czytania „Ludzi z Placu Słońca”. W konkretnych historiach, które traktują o ważnych sytuacjach społecznych i postaciach, z których wiele inspiruje i intryguje, zamknęła Ola sporo prawd uniwersalnych. Wiele razy, czytając książkę, myślałam o naszym kraju. O tym, że też mamy sporo ludzi z kredytem na mieszkanie, którzy sobie nie radzą (i wspominałam „13 pięter” Filipa Springera a ciarki znowu przechodziły mi po plecach), o rozliczeniach z przeszłością, rozdrapywaniu ran i szukaniu winnych zbrodni sprzed dziesiątek lat, o problemie „obcych” - Ewa Winnicka w blurbie napisała ostrzegawczo: „Czytajcie i wyciągajcie wnioski”. I ten tekst jest po prostu dobry. To sprawne, reporterskie pisarstwo; krótkie zdania, obrazowe metafory. Zazdroszczę Barcelonie takiego reportażu i niecierpliwie czekam na kolejne książki Oli.

8/10

10 komentarzy:

  1. Od dłuższego czasu chcę poznać tę inną Barcelonę. Na tę książkę też mam wielką ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest na mojej liście już od kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach, zwłaszcza że bardzo lubię Hiszpanię i grubym miała kiedykolwiek wyprowadzić się z Polski, to byłaby to jedna z trzech rozważanych opcji, a mimo to niewiele o niej wiem. Dlatego koniecznie muszę sięgnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam! Ale znam ból listy książek "do przeczytania". :)

      Usuń
  3. Wow, zapowiada się świetnie! Zdecydowanie za rzadko czytam reportaże, poza tym z przyjemnością spojrzę na Barcelonę przez pryzmat spostrzeżeń pani Oli. Muszę koniecznie sięgnąć po ten zbiór :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam! Dla miłośnika reportaży w sam raz :)

      Usuń
  4. Z racji tego, że już dawno nie czytałam reportażu to z chęcią przeczytam jakikolwiek. Powyższy wydaje mi się strać na wysokim poziomie, toteż mój apetyt jeszcze bardziej wzrósł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj z wielką chęcią zapoznam się z tą książką. A okładka jest przednia:)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.