"Rdza", Jakub Małecki


Przyjaźń poddana wielkiej próbie i marzenie, które staje się ciężarem. Lato 2002 roku. Czekając na powrót rodziców z wielkiego miasta, siedmioletni Szymon układa monety na torach. Nie wie, że jego życie już nigdy nie będzie takie, jak dotychczas. Kilka dekad wcześniej jego babka, Tośka, wyrusza w podróż, którą zapamięta na zawsze. Wyrwana z bezpiecznego domu dziewczynka trafia do obcego świata, którego zasad musi się nauczyć. Jako dorosła kobieta stanie przed konsekwencją swoich dawnych wyborów. Losy tych dwojga splatają się w sposób, którego żadne z nich się nie spodziewa. Zmuszeni żyć ze sobą, pomimo różnic, Szymon i Tośka próbują zrozumieć się nawzajem i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze.

(źródło: www.wsqn.pl)

Nie wiem, na ile tempo czytania powieści świadczy o jej jakości, ale ja „Rdzę” pochłonęłam w jedną niedzielę – z przerwą na obiad ze znajomymi i spacer. A była to – wstyd, wiem, ale się poprawię – pierwsza książka Jakuba Małeckiego, którą przeczytałam - i nie ostatnia. To kolejna w ostatnim czasie wyśmienita współczesna polska powieść o wsi, rodzinie, o tym, co najbliżej nas i z czego wyrośliśmy. Małecki, jak Weronika Gogola w „Po trochu” zabiera nas na wieś; na pola i do sadów, w czasy, gdy byliśmy dziećmi – ale i wcześniej - i pokazuje ludzi, którzy tam żyją.
Szymon i jego babcia Tosia zmuszeni są żyć razem. On jest siedmiolatkiem, który stracił ukochanych rodziców a ona starszą kobietą, która nie sądziła, że będzie musiała komuś jeszcze okazać troskę i czułość. Początkowo pogrążeni w letargu po wypadku rodziców Szymona, odnajdują w końcu sposób na wspólne trwanie – z szacunkiem do swoich różnic i dziwactw. Szymon idzie do szkoły, zakochuje się, dorasta. Tośka wydobywa ze swojego starzejącego się ciała i umysłu ostatnie siły, by zadbać o wnuka. I współistnieliby sobie tak razem pewnie w miarę spokojnie, gdyby nie przeszłość. I gdyby nie wuj Michał zwany Doktorem i Niewidzialny Człowiek i topola przy domu Budzikiewiczów i Józek Kłoda i Julia Duszna i wielu innych. Cała plejada barwnych postaci, które pojawiają się i wpływają na bieg życia Szymona i Tośki, sami szukając swojej drogi.
„Później dowiedziała się, że to kuzyn pana Drewsa, nazywa się Karol Lipiec, ma dwadzieścia pięć lat i pracuje w lasach. Ale teraz nic nie wiedziała – teraz patrzyła na niego i czuła, że do tej pory wcale nie istniała, nie było jej, jest dopiero teraz.

Siedziała za olbrzymim stołem, z Gienią za rękę, z kwiatkiem we włosach, bo mama wpięła i powiedziała, że ładnie. Nie czuła zapachu mięsa i nie słyszała śmiechu ani rozmów, zniknęły przyciasne buty, dłoń Gieni i trawa kłująca w nogi. Był wyłącznie ten dziwny człowiek znikąd.”
Dwie rzeczy najbardziej mniej w tej książce uwodzą. Po pierwsze, lekkość opowiadania historii. Jest bowiem w tej książce wojna, Holocaust, samobójstwo, niespełnione miłości i tęsknota a nie jest to książka, która przytłacza. Porusza i intryguje. Były momenty, w których odkładam ją, żeby odetchnąć od emocji, ale również zachwycić się. Bo Małecki pisze o uczuciach z ogromną delikatnością. Każda namiętność jest tu ważna, godna uwagi i szacunku. Żaden występek nie pozostaje bez gestu zrozumienia dla tego, kto go popełnił. Bohaterowie „Rdzy” to po prostu ludzie, ze swoimi słabościami i pragnieniami.
„Nazajutrz po wizycie w Kauflandzie Szymek zjadł dwa naleśniki z konfiturą, pomógł babci przy królikach i przeczytał jedną historię z nowego „Giganta”, a potem się zakochał.

Zakochał się kilka minut przed dwunastą, na poboczu drogi, ziewając. Szedł po Budzika i myślał o komiksie. Ręce trzymał w kieszeniach, chociaż babcia mówiła, że tak robią tylko ludzie nic nie warci. Zastanawiał się, czy następnym razem też pojedzie do miasta z panem Budzikiewiczem i czy następnym razem też uda mu się wyprosić u niego „Giganta”. Podniósł wzrok i już.”
Drugie, co zachwyca mnie w tej książce to, z jak wielką starannością autor prowadzi opowieść. Miesza czasy akcji – raz we współczesności, raz w czasach II Wojny Światowej; opowiada historie od końca, ale nie gubi się i nie pozwala zabłądzić czytelnikowi. Precyzyjnie szkicuje kolejne sceny książki.

„Rdza” to wyjątkowy obraz tego, co jest nam najbliższe, powszednie. Czego się wstydzimy, bo wydaje nam się zbyt intymne i słabe byśmy sami przed sobą chcieli się do tego przyznać, o tym myśleć czy mówić. Małecki pokazuje tę część nas z szacunkiem i podziwem oraz z wielkim kunsztem literackim.
"To jest bardzo dobrze, że Ty się boisz. Jak byłam mała i wracałam po ciemku ze szkoły, to też się zawsze bałam, że coś na mnie z krzaków przy drodze wyskoczy. Tak mi już na zawsze zostało. Starczy dźwięk, to podskoczę. Ale to dobrze, Szymuś. Bo co to jest za wielka sztuka chodzić po ciemku, jak się ciemności nie boisz? Sztuka jest chodzić po ciemku, jak się od tego cały człowiek trzęsie. To jest wielkie szczęście, bać się, Szymuś. Tylko wtedy można pokazać, że się jest odważnym."
9/10

12 komentarzy:

  1. Czytałam i jestem nią zachwycona! Cudowna książka

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę na uwadze już od jakiegoś czasu. Najprawdopodobniej ją kupię, bo słyszałam już dużo dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę i to bardzo! Ale nadal wszystkie książki Małeckiego przede mną...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede mną też, wszystkie poza tą. Ale później będzie nam żal, że już jesteśmy po ;)

      Usuń
  4. Wciąż jeszcze nic Małeckiego nie czytałam, ale tyle pozytywnych słów o Rdzy przeczytałam, że chyba popełnię gigantyczny błąd, jak na nie nie zareaguję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam bliska popełnienia tego błędu! Podobnie, chodziłam koło "Dygotu" i zostawiłam. Ja nie wiem... ;)

      Usuń
  5. Nie słyszałam jeszcze o tej książce, a zapowiada się mega! Tym bardziej że to wiejskie klimaty połączone z trudnymi tematami, które wręcz uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele słyszałam o tym Autorze, więc tytuł zapisany:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie dziwię się, że Rdza Ci się spodobała, chociaż sam jeszcze jej nie czytałem. Miałem za to okazję rok temu sięgnąć po "Ślady" i była to jedna z najlepszych książek minionego roku. "Rdza" dopiero przede mną, już nie mogę się doczekać, aż w końcu trafi w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem czemu, ale nie wyświetlają mi się Twoje posty w liście blogów blogspota i dopiero teraz się zorientowałam :( Chyba przejdę na czytnik RSS... Ech.
    Ja sama nic jeszcze Małeckiego nie czytałam, ale zamierzam i rozważam czy zacząć własnie od tego. "Po trochu" jeszcze nie udało mi się przeczytać, ale czytałam Grzegorzewską i bardzo mi się podobała. Podejrzewam że i Małecki mi się spodoba. Zachęciłaś mnie zwłaszcza stwierdzeniem, że autor o uczuciach pisze z ogromną delikatnością :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.