"Niksy", Nathan Hill


Samuel ze wszystkimi szczegółami zapamiętał dzień, w którym opuściła go matka. Podobnie jak noc, kiedy pocałował ukochaną,   i popołudnie nad stawem w lesie, gdzie ostatni raz widział najlepszego przyjaciela. Wszyscy oni nagle zniknęli z jego życia.

Choć Samuel ukrył się w wirtualnym świecie Elflandii, by tam zabijać potwory, ani przez chwilę nie przestał myśleć o tych, których utracił. Gdy po latach wyruszy w podróż, by odkryć prawdę o swojej rodzinie, przekona się, że jego dotychczasowe życie było ulotną grą pozorów. Przyszedł czas, by zmierzyć się      z niksami, o których opowiadała mu matka.

(źródło: znak.com.pl)

To jest książka – grzech. Porzuca się dla niej wszystkiej aktywności i zobowiązania. Koc, herbata i „Niksy” - i nie ma cię na kilkadziesiąt godzin. Ostatnio takie pragnienie przeczytania - a właściwie pochłonięcia - książki jak najszybciej miałam przy „Małym życiu”, ale powieść HanyiYanagihary okrzyknięta największą literacką sensacją w USA roku 2016 była zbyt brutalna, by przeczytać ją jednym tchem (no i nieco gruba). „Niksy” też nie są emocjonalną wycieczką rowerową w niedzielne popołudnie, wręcz przeciwnie. Od pierwszych stron książki czujesz niepokój. Wiesz, że wydarzy się coś, co ci karze odłożyć ją z niewybrednym słowem na ustach, wstać, podejść do okna i podjąć silną próbę wpatrywania się w dal i myślenia o czymś innym, żeby zapomnieć. A potem wrócisz i czytasz dalej. Jak zwykli mawiać bibliofile, dobre książki rzadko są pogodne. Ta jest dobra, bardzo. I bardzo pochmurna. Jest powieścią dla sztuki powieści. To bardzo sprawnie i sugestywnie opisany proces przenikania się światów: USA lat 60., rzeczywistości gier komputerowych i norweskiej mitologii. I nawet jeśli żaden z nich z osobna cię nie pociąga, to kombinacja zaproponowana przez Nathana Hilla wciągnie cię bez reszty.
To jest Samuel. Samuel miał jedenaście lat, kiedy opuściła go mama. Uważa, że to z jego winy. Bo za dużo płakał, bo hałasował, gdy ciągnął wózek z zabawkami, bo był nie dość dobry, by być jej synem. Kiedyś, gdy jeszcze mieszkała z nim mama, miał też przyjaciela oraz dziewczynę, którą nadal kocha. Dla tej dziewczyny chciał stać się kimś. Teraz jest sam. Gnębi go poczucie winy, podcina mu skrzydła i ogranicza go. Wybiera więc średnie studia, średnią pracę i życie marzeniami i lękami. Wolny czas spędza, grając w grę komputerową, bo w jej rzeczywistości czuje się bezpieczny, odważny i pewny siebie.

„Samuel ciągnął wózek, którego plastikowe kółka terkotały na ulicy. Czasem jakiś kamień blokował jedno z kół i wtedy wózek zatrzymywał się z szarpnięciem, od którego Samuel o mało nie tracił równowagi. Za każdym razem, gdy tak się działo, czuł, że rozczarowuje mamę. Wypatrywał więc wszelkiego rodzaju przeszkód i usuwał kopnięciem kamyki, kawałki darni i kory, starając się w trakcie tego manewru nie wymachiwać za bardzo nogą w obawie, że but zahaczy o szczelinę w chodniku, a on poleci do przodu, potykając się właściwie o nic i martwił się, że tym też rozczaruje mamę. Starał się nie zostawać za bardzo z tyłu – bo przecież mogłaby poczuć zawód, gdyby za nią nie nadążał i musiałaby na niego czekać – ale nie mógł pędzić za szybko, bo któraś z jego ośmiu zabawek mogłaby wypaść z wózka, co byłoby dowodem niezdarności i na pewno by ją rozczarowało.”

To jest Faye. Gdy jej syn, Samuel, miał jedenaście lat, opuściła go. To ona jest właściwą siłą napędzającą dzianie się w książce. Jej życie to prawdziwa zagadka, której rozwikłanie może pomóc Samuelowi. Faye przyjęła od swojego ojca, emigranta z Norwegii, duszka, który – jej zdaniem – jest jej przekleństwem i sprowadza na nią ataki paniki. Nisse. Niks. Przyjęła go, gdy pierwszy raz postąpiła nie tak, jak chciał ojciec. Przez resztę życia próbowała zrobić wszystko, by to naprawić. W jakimś stopniu poddała się, opuszczając syna. To jednak nie pomaga ani jej ani Samuelowi. Każde z nich musi odbyć swoją własną walkę z tym, co ich prześladuje. A Faye musi w walce wesprzeć również swego ojca.

„Dla Faye owa głębsza prawda, coś, co podtrzymuje każdy ważny epizod jej życia niczym belka podtrzymująca strop, brzmi: <<Faye to ta, która ucieka>>. Ta, która wpada w panikę i bierze nogi za pas, która uciekła z Iowa, by uniknąć kompromitacji, która ucieknie z Chicago w małżeństwo, która zostawi rodzinę i po latach ucieknie też ze swojego kraju. I im bardziej wierzy, że istnieje jedna prawdziwa Faye, tym bardziej coś ją gna, żeby ją odnaleźć. Jest jak nieszczęśnik zapadający się w ruchomych piaskach, którego próby wydostania się z nich tylko przyspieszają dalsze grzęźnięcie.”

Oto inni bohaterowie „Niksów”. Wyraziści, niejednoznaczni, dokładnie nam przedstawieni (książka ma ponad 800 stron chyba właśnie po to, byśmy dobrze ich poznali). Wchodzą na scenę życia Faye i Samuela, by wpłynąć na ich losy, ale również odegrać własne role. Wikłają się w polityczne konflikty, mierzą z uzależnieniem od gier, próbują oswoić norweskie demony. Szukają odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego najlepsze rzeczy w życiu zostawiają tak głębokie blizny?”. Moim zdaniem książka zawiera dwie odpowiedzi na nie. Jedną – motto książki, umieszczone na okładce: „To, co kochasz najbardziej, kiedyś zrani cię najmocniej” i drugie, które znalazłam prawie na samym jej końcu i podoba mi się bardziej:

„Te stare historie nie mają już żadnego znaczenia, Faye. Wracaj do swojego syna.”

Czytanie „Niksów” nie boli tak bardzo, jak lektura „Małego życia”, jednak równie mocno porusza. Każe się zatrzymać i pochylić nad swoimi i bliskich emocjami i lękami i – trochę sobie odpuścić. Jeśli przyjąć założenie starożytnych Greków, że dzieło sztuki ma nieść oczyszczenie, to „Niksy” realizują tę funkcję zgodnie z wszystkimi założeniami.

Tylna okładka książki zapowiada serial na jej podstawie z Meryl Streep, mam nadzieję, że w roli Faye. Już nie mogę się doczekać!

9/10





14 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że tematycznie ciężka powieść i mająca dusze. Nie mówię jej nie, ale teraz nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam w dobrej chwili dla takich książek. Nic na siłę, ale dobra literatura!

      Usuń
  2. Wiedziałam, że to będzie coś tak poruszającego. Muszę sobie znaleźć dużo czasu i mogę czytać!

    ZAPRASZAM NA KSIĄŻKĘ

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie nie jest to pozycja dla mnie, bo mam na głowie szkolne lektury i jedynie co czytam, to obok jakieś lekkie książki. Ale zapowiada się świetnie.
    pozdrawiam :)
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco na wolny weekend :-)

      Usuń
    2. Polecam gorąco na wolny weekend :-)

      Usuń
  4. Przeczytam oba tytuły, które pojawiły się w Twojej recenzji.
    Co się tyczy głównego tematu, to pozycją bardzo mnie zaintrygowałaś z tego względu, że wydaje mi się, że jest to treść głęboka, która trwale wyryje ślad w mojej psychice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Małe życie jest pełne skrajności: brutalność, przemoc i miłość, przyjaźń ponad wszystko. Niksy są spokojniejsze, ale równie wyraziste.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy przeczytałam opis tej książki to było jedno wielkie WOW! Starznie się na nią nakręciłam i jak tylko najdzie mnie ochota na tego typu literaturę, to z pewnością się za nią zabiorę.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. wow, to może być naprawdę kawałek dobrej literatury...

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.