„Lampiony” Katarzyna Bonda

Sasza Załuska zostaje przyjęta na cywilny etat do gdańskiej policji i natychmiast oddelegowana do nowego zadania w Łodzi. To miasto stało się terenem groźnych wydarzeń. Dochodzi do serii pożarów. Mnożą się napady na bezdomnych i cudzoziemców, jawne akty homofobii i antysemityzmu. Działają bezwzględni czyściciele kamienic i szajki wyłudzające majątek od naiwnych staruszków, handlarze narkotyków, nieuczciwi prawnicy, podejrzani detektywi i fałszerze. Jakby tego było mało, pojawia się także podejrzenie, że Łódź jest zapleczem islamskich terrorystów. Czy te pozornie niepowiązane incydenty to w rzeczywistości realizacja jednego zbrodniczego planu, czy dzieło szaleńca? A może ta apokalipsa ma służyć jakiemuś konkretnemu celowi?
(źródło: empik.com)

Zdaje się, że w Polsce panuje ostatnio mania na kryminały. Wszędzie widać nie tylko debiutujących autorów, ale przede wszystkim, co raz to popularniejsze nazwiska takie jak Mróz, Opjat-Bojarska, Puzyńska. Wśród tych poczytnych autorów znajduje się również i Pani Bonda. Zaczynanie serii "od środka" to dla mnie żaden problem, więc z wielkim podekscytowaniem zabrałam się ten... twór.

 Jeśli chcesz pokonać swój strach, stań z nim twarzą w twarz. Zmierz się z nim.

Znacie to uczucie, kiedy otwieracie pierwszą stronę książki i trudno Wam się oddać całkowicie historii? Może zaczynacie oglądać pierwsze minuty filmu i wszystko wydaje się dość skomplikowane? Ja doświadczam go dość często, nawet jeśli film lub książka ostatecznie okazują się świetne. Być może powinnam winić samą siebie - przyznaję, że nie należę do osób wyjątkowo inteligentnych. Do czego zmierzam? Latarnik okazał się właśnie jedną z tych książek, które zwyczajnie trudno zacząć. Autorka wrzuciła czytelnika prosto w wir akcji. Niestety, im dalej brnęłam, tym mniej z tego wszystkiego rozumiałam. Wszystko wydawało mi się całkowicie pozbawione sensu, jakiegoś punktu zaczepienia. Chyba nie mogę być aż tak głupiutka?, myślałam.

I tak minęło mi jakieś sto stron. Przerwałam czytanie, żeby trochę odpocząć i odłożyłam lekturę na kolejny dzień. Czytam i czytam... niestety, byłam tak samo zdezorientowana, jak na początku. Miałam wrażenie, że wszystkie elementy wrzucone do worka za nic nie chcą tworzyć jedności. Jeden wielki bałagan. Mnogość wątków pobocznych jest wręcz przytłaczająca. Jeszcze większa ilość bohaterów jest raczej utrudnieniem. Nie potrafiłam zapamiętać kolejnego nazwiska, ksywki... nie byłam nawet w stanie ocenić, czy TA osoba jest akurat ważna. Na początku jeszcze kartkowałam wstecz, aby przypomnieć sobie daną postać, ale z czasem kompletnie straciłam zainteresowanie. Na dokładkę główna bohaterka, która z założenia miała nią być, wydawała się tak samo mało znacząca, jak większość postaci. Powinna być spoiwem i kimś, kto będzie fascynujący. No cóż.

Co znajduje się pomiędzy tymi wszystkimi łobuzami, śmiesznymi ksywkami i incydentami, które wydają się pozbawione jakiegokolwiek sensu? Jest sobie miasto Łódź. Autorka postanowiła uczynić to miasto czymś na miarę drugiego głównego bohatera. Absolutnie uwielbiam, kiedy tło książki staje się elementem dominującym. Oczywiście wtedy, kiedy jest interesujące. Widać, że Katarzyna Bonda przyłożyła się do researchu. Szczegółowe zakamarki, uliczki, wszystkie nazwy.... Niestety, jak dla mnie zrobiła to za dobrze. Podobnie jak mnogość wątków pobocznych, opisy Łodzi stają się w pewnym momencie po prostu przytłaczające. Z powieści kryminalnej momentami robił się przewodnik po mieście... a tego na pewno nie szukam w książce.

Do triumfu zła wystarczy, żeby dobrzy ludzie nic nie robili.

Wcale nie oczekiwałam po tej książce wielkiego wow. Byłam raczej nastawiona na zmierzenie się z twórczością tak poczytnej autorki kryminałów. Tak samo zrobiłam z Mrozem - posmakowałam, sprawdziłam z ciekawości. Niestety Lampiony okazały się dla mnie straszną męczarnią. Zlepkiem przypadkowych historii na miarę kiepskich powieści dla sześcioklasistów. Niby było śmiesznie i na miarę najlepszych thrillerów, ale tylko niby. Przy towarzyszącym kolokwialnym języku jakby z rynsztoka. Rzadko kiedy nazywam powieść gniotem. Nawet jeśli coś mi się nie podoba to wiem, że może trafić do kogoś innego. Być może w przypadku tej powieści też tak jest. Trafi do kogoś innego. Niestety, w moim mniemaniu książka ta należy to jednej z gorszych. I dodatkowo wyjątkowo złych w swoim gatunku.

2/10

Pochłaniacz | Okularnik | Lampiony | Czerwony pająk


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza SA


3 komentarze:

  1. Tym właśnie cechują się książki pani Bondy - mnogością wątków, historii, bohaterów, i to po prostu albo się spodoba albo nie. Trzeba czytać uważnie, skupiać się, wtedy wszystko ze sobą gra i to jest bardzo fajna książka :D Ja jestem w tych książkach zakochana, czekam na kolejną część.

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie mnogość wątków i bohaterów może przytłoczyć i niestety trzeba czytać bardzo uważnie. Mi coś takiego przeszkadza tylko w jednej kwestii - mi samej trudno tropić sprawcę razem z głównym bohaterem. A właśnie czasem na tym polega zabawa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam w planie przeczytać jedną powieść Bondy i to właśnie za tą chciałam się zabrać... Teraz już sama nie wiem. ;/

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.