„Tak sobie wyobrażałam śmierć” Johanna Mo

Helena Mobacke, sławna policjantka z wieloma sukcesami na koncie, po długiej przerwie wraca do pracy w zawodzie. Nie jest pewna, czy to dobra decyzja. Rok wcześniej straciła ukochanego synka Antona, a potem ukochanego mężczyznę, który nie potrafił poradzić sobie z jej rozpaczą. Jako szefowa grupy dochodzeniowej w komendzie Sztokholm Południe już pierwszego dnia musi zmierzyć się z trudną sprawą. Młody chłopak wpada pod pociąg; świadkowie twierdzą, że został popchnięty. Helena rozpoczyna śledztwo, ale nie potrafi skupić się na pracy. W jej głowie wciąż kłębią się myśli o Antonie. Zamiast na chłodno analizować sytuację, stara się powstrzymać rozszalałe emocje. Współczucie dla rodziców, którzy stracili dziecko, mąci jej osąd i przesłania oczywiste fakty. Nadal przeżywa żałobę, a tymczasem w czeluściach sztokholmskiego metra giną kolejne osoby. W zespole Heleny narasta bunt...

(źródło: editio.pl)

Ilość wydawanych na rynek kryminałów, których twórcy pochodzą ze Skandynawii wydaje się niezliczona. Polacy uwielbiają te powieści i sięgają po nie bardzo chętnie. Przyjęło się nawet, że literatura skandynawska świadczy o wysokiej jakości. Cóż, bywa to różnie. Jak było w przypadku tego tytułu, który jest początkiem nowej serii?

— Nie chcę być taka pogruchotana. — Ale ty jesteś pogruchotana.

Żadną nowością w tym gatunku nie jest śledczy w pewien sposób naznaczony jakąś tragedią. Nie inaczej jest z Heleną Mobacke, która wraca po roku przerwy do zawodu. Tragiczna śmierć dziecka jest niemalże wyczuwalna ze stron książki. Autorka położyła duży nacisk na sferę psychologiczną książki — zresztą nie tylko dotyczącej historii Heleny. Kobieta widzi swoje dziecko wszędzie, odczuwa jego stratę boleśnie, wykonując nawet najprostsze rutynowe czynności. Ból bohaterki bywa momentami zbyt uciążliwy. Chciałoby się po prostu iść dalej, brnąć w śledztwo... ale w końcu nie tak wygląda prawdziwe życie.

Pokusiłabym się o stwierdzenie, że kryminał ten jest o dzieciach. W końcu pierwszą ofiarą jest nastoletni chłopiec. Śledczy skupiają się na jego otoczeniu, bliskich osobach. Wszystko po to, aby zrozumieć jedno: dlaczego? Autorka poświęca dużo uwagi rodzicom wszystkich dzieci, a jest ich cała paleta. Uważni, beztroscy, kochający, agresywni, czy apodyktyczni. Ile byliby w stanie zrobić dla swojego dziecka? Czy poradziliby sobie z jego stratą? Chociaż tożsamość mordercy znana jest czytelnikowi dopiero po koniec powieści, inaczej jest z jego motywem. Mimo wszystko zaczynamy się zastanawiać — czy coś takiego mogło pchnąć człowieka do wielokrotnej zbrodni? Czy za życia musiał być podobnym człowiekiem?

Powieść czytało mi się bardzo dobrze. Rozwój wydarzeń być może nie ma zawrotnego tempa, ale nie potrafiłam odstawić na dłuższą chwilę tej historii. Wyczuwałam, że zostało co raz mniej stron do zakończenia i byłam pełna obaw. Wydawało mi się, że nie wiem nic. Jednocześnie autorka dość wcześnie dzieli się z czytelnikiem motywacją mordercy co nieco... cóż, psuje frajdę. Przerywniki między rozdziałami są interesujące — pozwalają zagłębić się w umysł zabójcy. Niestety, samo zakończenie nieco mnie rozczarowało. Ujawnione na ostatnich stronach, pozostawiło spory niedosyt... Najgorsze jest to, że nie mogę wyjaśnić, dlaczego tak było, aby niczego nie spoilerować. Niedosyt był też spowodowany kilkoma lukami w fabule. Jeśli opiera się na czymś całą książkę, to warto byłoby jakoś ciekawej dany element rozwiązać... niestety, książka zamiast z wielkim hukiem, skończyła się zaledwie muśnięciem wiatru.

Kiedyś przecież trzeba przestać uciekać.

Szwedzki, wyjątkowo refleksyjny kryminał, o trochę nijakim tytule. Nazwałabym go powieścią psychologiczną, bo to na tym aspekcie skupia się Johanna Mo. Wkrada się w umysły wszystkich postaci — zdruzgotanej matki, która próbuje zapełnić swój czas pracą, wielu nastolatków, którzy nie radzą sobie w życiu oraz nieprzewidywalnego mordercy, dla którego przemoc okazuje się lekarstwem na ból. Zdecydowanie brak tutaj typowego śledztwa rodem z serialów sensacyjnych (odciski palców, analizy próbek). Szwedka pokazuje, że najważniejsza jest rozmowa. Zarówno za życia, jak i po śmierci. Czytało mi się tę powieść naprawdę dobrze, ale rozczarowałam nieco samym finałem. Trochę czasu po przeczytaniu rozumiem jego zamysł, ale chyba nie to to, czego oczekuję po kryminale.

6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Editioblack

9 komentarzy:

  1. Tymczasem ja czytałam dopiero dwa szwedzkie kryminały. Jednym jestem zachwycona, jednym zdegustowana ;) Ta książka jakoś nieszczególnie mnie ciekawi. Odrzuca mnie główna bohaterka. Nie chce mi się czytać o żałobie w tej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę zacząć czytać więcej skandynawskich kryminałów. Na razie za mną dwa obłędne tomy Millenium, ale po nich wiem, że warto. Ten tytuł też mnie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli miałabym się skusić na jakikolwiek kryminał, to tylko bardzo wybitny. Tutaj chyba sobie odpuszczę. Nie mój typ książek :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jest dla mnie wadą, ze jest to bardziej powieść o podłożu psychologicznym, gdyż takie również cenię i to może bardziej niż kryminały z krwi i kości, dlatego bardzo chciałabym przeczytać tą książkę. Mam nadzieję, że pod tym względem mnie nie zawiedzie. Żałuję jedynie zakończenia, które nie zaskakuje, a które jest dla mnie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Medialny szum wokół szwedzkich kryminałów trwa w najlepsze, a ja w dalszym ciągu przeczytałam jedynie pierwszą część serii Millennium i nie mogę nawet powiedzieć, że jestem fanką tej książki (co innego film). Może kiedyś się nawrócę. ;D
    Opis książki, o której piszesz jest interesujący i szkoda, że autorka nie wykorzystała tego potencjału w 100%. Lubię, kiedy autorzy skupiają się na aspektach psychologicznych, bo z reguły wychodzi im to lepiej niż opisywanie śledztwa czy też dochodzenia, o których często nie mają bladego pojęcia. To pewnie zboczenie (prawie) zawodowe, ale denerwuje mnie przeinaczanie faktów i zastępowanie prawdziwych procedur bajkami mającymi niewiele wspólnego z rzeczywistością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ja wprawdzie nie mam żadnego doświadczenia związanego z policją itp., ale niektóre pierdoły to rażą aż w oczy, naprawdę. A ja Millenium mam w planach. Widziałam tylko wersję z Craigiem i byłam zachwycona :)

      Usuń
  6. Tak czytam Twoją recenzję i się zastanawiam, czy by mi się spodobała, czy też nie... Jakoś za bardzo za nią biegać nie będę, ale jeśli będzie okazja - bo będzie w bibliotece - chętnie się skuszę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś nigdy nie kusiło mnie by sięgnąć po szwedzkie kryminały, nie wiem czy zaopatrzę się w ten.. Możliwe, że porozglądam się za nią w bibliotece ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Już miałyśmy okazję o tym rozmawiać i nasze opinie zupełnie się pokrywają. Mam nadzieję, że jeśli Editioblack będzie istniało dalej to z o wiele lepszymi pozycjami.
    Pozdrawiam,
    Ola z pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.