„Śpiący giganci” Sylvain Neuvel

Kiedy pod jadącą rowerem Rose zapada się ziemia i dziewczynka ląduje na ogromnej metalowej dłoni, nikt nie podejrzewa, że to zwiastun wydarzeń, które pchną losy ludzkości na nowe tory. Siedemnaście lat później Rose realizuje swoje marzenie: trafia do zespołu, którego zadaniem jest rozwikłanie tajemnicy zagadkowego artefaktu. Jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na całej planecie spod ziemi wyłaniają się ukryte przez tysiące lat, kolejne elementy kolosalnych posągów-robotów. Skąd się wzięły? Czemu miały lub mają służyć? Jaka rola przypadnie Rose w rozwikłaniu zagadki?

(źródło: lubimyczytac.pl)

Ale ja byłam podekscytowana tą powieścią. Roboty z poza kosmosu i przypadkowe odkrycie? Co to oznacza? Inwazję? Uwielbiam taką tematykę, a kiedy trzymałam już książkę w rękach... wow, to wydanie! No cóż, ale potem zmierzyłam się z zawartością i nie było tak kolorowo.


Jeśli potrafisz spojrzeć w niebo, to wcześniej czy później będziesz chciał tam polecieć.

Pomysł na fabułę jest świetny, naprawdę. Cudowny, świeży i zaskakujący. Nigdy nie czytałam powieści o podobnych wydarzeniach. Zafascynowana sięgnęłam więc po książkę i... o, nie. Czyżby powtórka z Love, Rosie, gdzie pozbawiona narratorskiej formy struktura pozbawiła mnie czytania przyjemności i tak już średniej książki? Przyznaję, zamysł był dobry. Śpiący giganci to zbiór wywiadów, zapisków oraz dzienników pokładowych. Nie mogłam oderwać się przez pierwsze kilkadziesiąt stron. Co, dlaczego, po co? Mnóstwo pytań kłębiło się w mojej głowie.

Niestety, im dalej brnęłam w fabułę, tym mniejsze okazywałam zainteresowanie. Jak poczuć jakąkolwiek więź z postaciami, jeśli czytelnik nie ma szans ich poznać? Ich zachowań, reakcji, odruchów. Niemalże bezosobowa forma sprawiała, że czułam się jak natrętny obserwator, który wykradł poufne dane tajnej organizacji. I na dodatek nic ciekawego w zapiskach nie znalazł... Autor nieudolnie próbuje stworzyć namiastkę prawdziwej narracji i skupia się nieco na relacjach pomiędzy członkami załogi. Niestety na tle całej historii wydaje się to całkowicie zbędne. Przyznaję, że omijałam pewne fragmenty, żeby w końcu dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi.

Przyjemnie byłoby wiedzieć, dokąd nas to wszystko zaprowadzi.

Nie wydaje mi się, że mogłabym wypowiedzieć się na temat Śpiących gigantów bardziej szczegółowo. Niestety, mnie forma wywiadów kompletnie nie przypadła do gustu. Powieść wydaje się przez to całkowicie bezosobowa. A w momencie, kiedy ani nie porywa mnie akcja, ani nie przyciągają bohaterowie lub ciekawszy styl... no cóż. Co więcej, brak szczegółów jeszcze bardziej potęgował mój brak zainteresowania. Ile lat, kiedy, gdzie? Autor zbyt często używał ogólników. Być może książka ta znajdzie swoich odbiorców, ale mnie w ogóle nie poruszyła. Zabrakło tutaj wyjątkowości, którą sam opis oraz okładka zwiastują. Mnie niestety nie urzekła i wymęczyła.

5/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza SA


14 komentarzy:

  1. Ewelina piąteczka. Dokładnie to samonpisalam w swojej recenzji. Książka z ciekawym zarysem fabuły, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, tego się nie spodziewałam. Ale wiesz co? Złe doświadczenia z taką narracją możesz naprawić Illuminae (pewnie też już ją masz :D), bo ma wszystko, czego u Gigantów (sądząc z recenzji) zabrakło.
    Szkoda, że wypadło tak słabo, bo miałam cichą nadzieję, że kiedyś to przeczytam. Ale chyba nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja przyjaciółka czytała tę książkę i też nie była zadowolona. Powiedziała, że to bardziej powiastka dla zapalonych fanów gazet typu "Poznaj Świat" lub "National Geographic". Ja raczej nie sięgnę, choć wydanie jest niczego sobie .

    https://wiska-czyta.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie cierpię nie wykorzystanych potencjałów, jednak w tej pozycji odnajduję pokłady dobra, które mnie nieco zachęcają. Będę miała uwagę na tą pozycję, chociaż jestem pełna obaw.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię niekonwencjonalne style pisania. W Atlasie Chmur jedna z historii była spisana w formie dialogu - przesłuchania skazanej na śmierć - i pamiętam, że bardzo mi się podobała. Spróbuję tej i mam nadzieję, że mnie jednak bardziej się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sądzę, że i mnie forma wywiadów by nie przypadła do gustu. Co ciekawe, ostatnio oglądałem film "Love, Rosie" i okazał się totalną klapą. Jestem zdziwiony skąd tyle pozytywnych ocen... słyszałem, że książka wcale nie lepsza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, ja "Love, Rosie" nie znoszę :( Co ciekawe, "Illuminae", które w tej chwili czytam też pozbawione jest narracji, a jestem tą książką zachwycona...

      Usuń
  7. Ja raczej pozytywnie odniosłam się do tej powieści. Sam pomysł na fabułę wydał mi się interesujący, poruszone problemy, polityka, która zawsze musi wszystko zniszczyć. Ale ilu czytelników, tyle ocen;) Mam nadzieję, że druga część będzie lepsza:)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiedziałam, że tutaj nie ma normalnej narracji. Tym bardziej nie będę sięgać, chociaż i tak mnie nie ciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
  9. Może sięgne, ale tylko po to, żeby wyrobić swoje zdanie na ten temat..

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie się książka naprawdę podobała, forma była wyjątkowa, więc i książka taka jest.

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
  11. Mocno średnia ta lektura, więc będę ją omijać szerokim łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Raczej nie powinno cię to zdziwić, ale nie sięgne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam i u mnie też wypadła ta książka średnio, ale epilog jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.