"Po trochu" Weronika Gogola

Najlepsze historie z życia zawsze opowiada się po trochu, po kawałku. Ktoś coś zapamiętał i z tej pamięci rodzą się najpiękniejsze opowieści. Zupełnie tak, jakby siąść z przyjacielem i zacząć rozmowę: o sobie, o dzieciństwie na wsi, o Mamie, a jeszcze bardziej o Tacie, o wujkach, ciotkach, kuzynach. W takich chwilach chodzi o to, by mówić najprościej – bez zadęcia, bez patosu, bez wstydu: o pierwszych widzianych pożarach, o stratach, które przygotowują nas na kolejne odejścia, o czarach, o sikaniu na stojąco, o wsi, o „fuszkach życia”, o tym, że Mama mogłaby być Stingiem, ale jej się nie chce.

I właśnie tak, jak w zwykłym życiu, o najważniejszych sprawach, i o tych całkiem zwyczajnych, które zna każdy – Weronika Gogola opowiada w Po trochu.

(źródło: ksiazkoweklimaty.pl)

To jest jedna z najlepszych książek, jakie w życiu przeczytałam. Bo jest prawdziwa. Bo podczas jej lektury, czytelnik się i uśmiechnie i wzruszy i rozpłacze (ja przepłakałam ostatni rozdział). Bo budzi tęsknotę za dzieciństwem na wsi u tych, którzy mieli szczęście, je tam właśnie spędzić i żal wśród wychowanych w mieście. Bo jest w niej warstwa czegoś nieuchwytnego i nienazywalnego, co omija świadomość i dociera prosto do naszego serca. Bo jest mądra, dojrzała i dobrze napisana. Pogodna, mimo że tak wiele w niej o śmierci.

„Zawsze się bałam wspinać. I pływać. Lubię być blisko ziemi: wtedy czuję się bezpiecznie. Wspinać się mogę jedynie po drzewach. Ale to tylko dlatego, że drzewo przecież wyrasta z ziemi i tak nie do końca jest się od niej oddzielonym”.

A najbardziej w tej książce podoba mi się styl pisania – prosto, rytmicznie, krótkimi zdaniami. Język tej książki przypomina rozmowę dzieciaków, które właśnie wyszły z Gieesu z jajkami niespodziankami kupionymi za pieniądze od wujka, który wczoraj odwiedził rodziców. Maszerują dziarsko w podartych tenisówkach, zlizują z palców resztki czekolady i opowiadają sobie, co wujek mówił tacie o tej nowej sąsiadce z klatki, jak wypili po puszce EB.

„Najwięcej pajęczyn było na starym ganku, który był zawsze zamknięty, odkąd umarł dziadek Staszek i przenieśli tamtędy trumnę. Wtedy postanowili zrobić wejście do domu od drugiej strony.”

Dwanaście rozdziałów książki jak dwanaście zwrotek żałobnej pieśni – każdy, by coś lub kogoś pożegnać. Ale „Po trochu” to nie są tylko historie pożegnań, rozstań i odchodzenia. To przede wszystkim to, co między nimi – życie, dorastanie. Słuchanie wieczornych koncertów żab, świerszczy i psów; wychowywanie – na spółkę z siostrą - kozy Plamki, przyjaźń z córką sąsiadów z naprzeciwka, wujek Właduś dzwonnik, ojciec rzeźbiarz, który wszystkie kłopoty musi wychodzić, mama, która była jak księżna Diana. Cały świat Olszyn, któremu przygląda się z ogromną uwagą mała Gogolówna. Przygląda się i uważnie słucha, dzięki czemu poznaje historie rodzinne, które opowiadane przy okazji i fragmentami, ostatecznie składają się w rodzinną opowieść. Bo na wsi nie marnuje się czasu na wspominki, nie roztkliwia nad przeszłością – żyje się tu i teraz. Czasami jednak komuś się coś wymknie, ktoś w chwili słabości, albo pod wpływem zbyt dużej ilości alkoholu czy silnych emocji, zacznie wspominać.

„Lubiłam leżeć z ciocią na wersalce i słuchać opowieści o tym, jak byli mali. Jak grali w dziada albo jak wujek oswajał kurę Siemiesię. Albo jak dziadek Staszek lubił, kiedy slifka się go po piętach. /.../ Ciocia była inna niż Mama. Mama miała blizny na brzuchu, a ciocia nie. Mama miała piegi na plecach, a ciocia na nogach. No i przede wszystkim, Mama miała Tatę i nas, a ciocia nie. Zawsze ciekawiło mnie, czy kiedyś była zakochana.”

Olszyny istnieją naprawdę. Weronika Gogola się w nich wychowała. Dla kogoś, kto spojrzałby na nie z boku w latach dziewięćdziesiątych, kiedy autorka dorastała, zobaczyłby polską wieś, taką samą jak setki innych. Ze sklepem Gminnej Spółdzielni, z dzieciakami biegającymi wiosną za żabami, dźwiękiem dzwonów przed poranną mszą. Sama się w jednej z takich wsi wychowałam. Ale dla Weroniki Gogoli i dla każdego, kto przeczyta jej debiut, Olszyny staną się odległą magiczną krainą, o której odwiedzeniu – ba! zamieszkaniu w niej – śnił będzie od tej pory często. I wyruszał będzie nierzadko bocznymi drogami gdzieś pod Tarnowem, by Olszyn szukać, uwiedziony „po trochu”, ale skutecznie.

9/10

20 komentarzy:

  1. Dziękuję! nie byłam do tej książki przekonana, nie zainteresowałam się nią, ale dzieki Twojej recenzji wiem, że wrzucę ją na czytnik i jak tylko znajdę chwilę to przeczytam ją.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to ładnie brzmi - tak bajkowo. Nawet mi wzięło się podczas czytania twojej recenzji na wspominki swoich przygód z młodszych lat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A książka jest w tym samym klimacie, tylko lepsza. :) Gorąco polecam!

      Usuń
    2. Takie samo miałam odczucie. Normalnie uśmiech się na ustach pojawia :) Bardzo chętnie przeczytam; swoją drogą okładka jest cudna!

      Usuń
  3. Tak bardzo mnie zachęciłaś do tej powieści! Tym bardziej, że do Tarnowa wcale nie mam aż tak daleko i może i te Olszyny odwiedzę...kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo chętnie przeczytam :) kurcze czytając Twój tekst już zaczęłam wspominać dzieciństwo - jestem również z takiej wsi :) bardzo chętnie przeczytam ksiażkę!

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie zaczęłam ją czytać. Mam bardzo wysokie wymagania, bo to jednak Książkowe Klimaty, które powoli stają się moim ulubionym wydawnictwem. Zobaczymy, co z tego będzie;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie napisane! :) Po przeczytaniu tego, co napisałaś, na myśl przyszła mi książka Fannie Flagg "Smażone zielone pomidory". Tam główną rolę odgrywało małe amerykańskie miasteczko, ale odczucia podczas czytania miałam podobne do Twoich. Uwielbiam takie książki - proste i pełne ciepła. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja w "To trochu" się zakochałam, za doskonały język, za sentymentalną podróż do lat dziecięcych, w którą zabrała mnie autorka, i w rodzinne okolice, za klimat. Jedna z najlepszych książek tego roku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zwróciłam wcześniej uwagi na tę książkę, a teraz widzę, że koniecznie musze się z nią zapoznać. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę dziwna książka. Wcześniej o niej nie słyszałam, pierwszy raz miałam okazję się z nią zapoznać.pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Zrzuciłam ją sobie na czytnik, ale szczerze mówiąc nie byłam przekonana i jeszcze się za nią nie wzięłam. Zachęciłaś mnie do niej ogromnie, teraz na pewno przeczytam i to jak najszybciej. A taka niepozorna była :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niepozorna, ale mądra i ważna. Polecam serdecznie!

      Usuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.