"Barszalona", Aga Sarzyńska

Barszalona to debiutancka powieść Agi Sarzyńskiej, obieżyświatki, która dwanaście lat temu rzuciła pracę w korporacji i wyjechała z Polski. Mieszkała w Kenii, Tajlandii, Wietnamie i Indiach, a w 2010 roku osiadła w Barcelonie. Aga Sarzyńska portretuje taką stolicę Katalonii, jakiej nie da się znaleźć w przewodnikach. Barszalona — przekorna, pikantna i błyskotliwa jak filmy Pedra Almodóvara. /.../ Przewrotna, niecukierkowa powieść o znajdowaniu swojego miejsca na ziemi? A może historia o tym, że szczęście może być pokręcone i szalone?

(źródło: wydawnictwoliterackie.pl)

Drodzy, ponieważ są wakacje, zapraszam Was w podróż! Wybierzemy się do Barcelony. Nie zwiedzimy Sagrada Familia, nie będziemy rozkoszować się spacerem Dzielnicą Gotycką ani nie poświęcimy czasu na wykonanie setek zdjęć w Parku Güell. Zapewniam jednak, że podczas tej wycieczki doskonale poznacie Raval, dzielnicę, o której nie piszą w przewodnikach, chyba że po to, by przestrzec przed wizytą w niej. W Ravalu nie ma zabytków i zbyt wielu urokliwych kawiarenek, są za to imigranci, którym się nie powiodło; prostytutki, które walczą o przetrwanie i handlarze narkotyków oraz kilka fajnych knajp, gdzie można napić się taniego wina i posłuchać naprawdę mrocznych historii o życiu. Proszę więc nalać sobie kieliszek Cavy albo Rioja, usiąść wygodnie i zakosztować prawdziwej Barcelony!

Drogie Wydawnictwo Literackie, moim zdaniem ta książka nie jest ani „przekorna, pikantna i błyskotliwa jak filmy Pedra (Pedro?) Almodóvara” ani nie jest historią o tym, że „szczęście może być pokręcone i szalone”. Jest za to faktycznie przewrotna i niecukierkowa, a nawet gorzka. I bardzo prawdziwa. Autorka ma wyjątkowy dar przyglądania się ludziom i niepohamowaną żądzę poznawania ich. A im bardziej delikwent pokręcony, im barwniejszą historię ma do opowiedzenia, tym dla niej lepiej. Sarzyńska zabiera nas w podróż do tej części Barcelony, której nie polecają biura podróży, ale która jest najprawdziwsza. A przez swoją prawdziwość intryguje i pociąga.


„Raval to nie jest Hiszpania. Raval to nie jest Katalonia. Raval to nie jest Barcelona. To miasto w mieście. Jestem imigrantką żyjącą wśród imigrantów. Moja okolica to hybryda Afryki, Azji, Ameryki Południowej i Europy Środkowo-Wschodniej. Każda część stanowi inną strefę. /.../ Na przykład ulica, przy której mieszka mój znajomy, to Chiny żyjące w pięknej symbiozie z Pakistanem. Dziesięć minut spaceru i jestem w Maroku. Za darmo i bez jet lagu. Przechodzę na drugą stronę i na ulicy Robador jestem już bliżej Nigerii czy Senegalu, które graniczą z Rumunią.”

I żeby zaraz nie pojawiły się protesty, że mam coś przeciwko zwiedzaniu Barcelony, Sagrada Familii, Güell itd. O nie! Chętnie się tam wybiorę przy pierwszej nadarzającej się promocji lotów. I jak już wszystkie wcześniej wymienione, zwiedzę i obfotografuję, to pójdę na Raval. Mam nadzieję, że moim przewodnikiem będzie właśnie Aga Sarzyńska. Pokaże mi nie pomniki a ludzi, oprowadzi mnie nie po wystawach muzealnych po życiowych historiach. Galerię osobowości zebrała w swojej książce bardzo bogatą. Bo to jest książka o osobach, nie o miejscach, a jeśli nawet, to konkretne adresy są pretekstem, żeby opowiedzieć o tych, którzy pod nimi mieszkają. Jest zatem Elena, prostytutka z Rumunii, która zostawiła w kraju dwoje dzieci i bardzo za nimi tęskni, ale nie może wrócić, dopóki nie spłaci długu wobec tych, którzy dali jej pracę. Jest rzeźnik Marco, także z Rumunii, który całe dnie bezczynnie przesiaduje w oknie, ale ma dobre układy z policjantami. Jest i Samba, który od czterech lat pracuje na ulicy, sprzedając okulary przeciwsłoneczne, żeby zarobić pieniądze dla żony i syna, którzy są w Senegalu a w międzyczasie ucieka przed wymiarem sprawiedliwości, bo jest w Hiszpanii nielegalnie. Jest Aurora, rodzicielka Rafy, współlokatora narratorki, była prostytutka, której własna matka odebrała dzieci i ograniczała im kontakty, dopóki syn i córka nie dorośli. Jest Tatiana, która całymi dniami błądzi po ulicach i szuka swojego zaginionego męża, o którym wszyscy wiedzą, że ma już nową kobietę i dziecko, ale ona nie potrafi przyjąć tego do wiadomości i odchodzi od zmysłów. Ci i inni mieszkańcy Ravelu – bezdomni, dziewczyny do towarzystwa, ich „opiekunowie”, handlarze narkotyków są obiektami obserwacji i wnikliwych analiz autorki.

„Camila pochodzi z Malagi. Jej ojciec jest Włochem a matka Hiszpanką. Cała rodzina przyjechała tutaj piętnaście lat temu. Camila miała wtedy osiemnaście lat i wydawało jej się, że świat stoi przed nią otworem. Wielkie miasto szybko ją wchłonęło. Kilkanaście lat ćpania i notorycznie zdradzający ją kochankowie sprawili, że ta trzydziestoletnia dziewczyna wygląda jak własna matka. Czas, tak zresztą jak narkotyki i alkohol, to wróg kobiet. Jeśli facet pije przez dwadzieścia lat, to na jego twarzy maluje się historia życia, dzięki czemu zaczyna być interesujący. Staje się takim Markiem Hłaską z przechodzoną urodą. Pijąca przez dwadzieścia lat kobieta, zawsze będzie wyglądała jak stara kurwa”.

A propos Marka Hłaski, to wycieczek literackich jest tu wiele. Zostajemy zaproszeni na drinka do dwustuletniego baru, gdzie kiedyś bywał Hemingway. Narratorka podejmuje rozważania na temat życia Bukowskiego, zastanawiając się, czy przy pisaniu pił herbatę czy wino. Kataloński hipster Jorge próbuje ją poderwać na Schulza i Ferdydurkę. A ona na pocieszenie czytuje Dostojewskiego. No i sama próbuje napisać książkę. Przeszkadza jej w tym ciągłe pragnienie szwendania się po uliczkach Ravalu, przysiadania na wino w knajpkach i prowadzenia długich dyskusji z lokalnymi gwiazdami i gwiazdkami – ludźmi, którzy mieli kiedyś talent, szansę na sukces, pieniądze i sławę, ale albo brakło im wytrwałości albo po prostu szczęścia. Sarzyńska opowiada o nich z talentem rasowej reporterki. Mimo że wiele tych historii, to de facto opowieści o wielkich ludzkich dramatach, to są one potraktowane lekko i z dużą dozą poczucia humoru, chociaż nie bez szacunku dla bohaterów.

To opowieści o tym, że zazwyczaj w życiu się nie udaje. Przykro mi, tak to jest. Mam nadzieję, że Was tym zakończeniem nie zniechęcam do podróży do Barszalony, bo warto w nią wyruszyć. Ona wciąga jak klimat rześkiego poranka po nocy pełnej wina, rozmów i ludzi. Liczę, że Aga Sarzyńska zabierze mnie jeszcze kiedyś na wycieczkę; do Tajlandii, Wietnamu albo innego kraju, w którym mieszkała. Już nie mogę się doczekać!

8/10

19 komentarzy:

  1. Wręcz przeciwnie - ja czuję się zachęcona i to bardzo. Może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uff ;) Bo czyta się naprawdę w porządku. Polecam!

      Usuń
  2. Każde miasto, choćby nie wiem jak piękne, ma takie dzielnice. I mało kto o nich wie i mało kto je odwiedza. Książkę chętnie przeczytam, chociaż jest gorzka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę, że ta książka to dobry przykład tego, jak nieprawidłowy może być opis wydawcy. ;) Po jego przeczytaniu byłam pewna, że to będzie historia imigrantki, która znajdzie miłość w ramionach szalonego, biednego artysty, a nie zbiór historii o ludziach, co dla mnie jest o wiele ciekawsze, tak więc kiedyś się skuszę. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dlatego troszkę sobie kpię z Wlu ;) Bohaterka, oczywiście wpada w czyjeś ramiona, ale ją i czytelnika to raczej mało zajmuje. Ja polecam jako coś bliżej reportażu :)

      Usuń
  4. Nie przepadam jakoś za tą autorką. I to może nawet nie chodzi o fabułę, jaką Aga tworzy, ale warsztat - jest coś w jej pisaniu, co mi nie podchodzi. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czytałaś Barszalonę czy coś innego? Bo to jej literacki debiut, jeśli się dobrze orientuję a innych rzeczy nie czytałam.

      Usuń
  5. Na początku myślałem, że jest to typowa powieść opisująca romans z Barceloną w tle. Cieszę się, że doczytałem do końca opis. Inaczej przeszedłbym obok tej książki obojętnie. :)

    Jeżeli jest jej bliżej do reportażu, to być może się skuszę. Wybór książek opisujących prawdziwe historie z nieznanymi miejscami w tle zazwyczaj był trafiony. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam mieszane odczucia do książek podróżniczych/reportaży. A po za tym, rzeczywiście, oficjalny opis brzmi jakby wydawca czytał inną książkę niż tą którą wydał :)

    Pozdrawiam
    mowmikate

    OdpowiedzUsuń
  7. Dawniej czytałam sporo książek o tematyce podróżniczej i ostatnimi czasy powracam do nich. Tą, którą zrecenzowałaś chętnie przeczytam tym bardziej, że ma negatywny wydźwięk.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tytuł i okładka bardzo przykuwają okładkę, ale na takie historie muszę mieć nastrój...

    OdpowiedzUsuń
  9. Czuję się bardzo zachęcona, szczególnie, że Barcelona to miasto, w którym również dzięki Zafonowi chciałabym w przyszłości żyć!

    Dziewczyna z książkami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie wiem, czy Aga nieco nie zniechęci, ale pisze dobrze ;)

      Usuń
  10. To beletrystyka czy literatura faktu? Bo z jednej strony mam ochotę to przeczytać, bo ładnie mnie zachęciłaś, ale z drugiej jeśli to lit. faktu, to moje chęci zmaleją. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście beletrystyka. Napisana z reporterskim zacięciem fikcja, nawet się jakiś czarodziej-oszust przewinie :)

      Usuń
  11. Dla mnie ten typ książek i tak już sam w sobie jest wciągający :). Cieszę się, że i ta pozycja sobie u mnie na półce na przeczytanie czeka. Myślę, że mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.