PRZEDPREMIEROWO: „Nazywam się Cukinia” Gilles Paris

„Odkąd byłem zupełnie mały, chciałem zabić niebo”. Tak zaczyna swą opowieść główny bohater książki i zarazem jej narrator, dziewięcioletni Ikar zwany Cukinią, który wychowuje się w patologicznej rodzinie. Kiedy w dramatycznych okolicznościach ginie jego matka, chłopiec trafia do domu dziecka. Świat dorosłych i ich problemy –sprawy nie dla kilkulatków –widziane oczyma dzieci głęboko poruszają W nowym miejscu Cukinię otacza gromada dzieciaków, z których każde ma własną niełatwą historię. Odwiedza go policjant, który prowadził sprawę śmierci jego matki i przywiózł go tam. Mężczyzna i chłopiec zaprzyjaźniają się i ta przyjaźń odmieni ich życie. 

W powieści łzy wzruszenia przeplatają się ze śmiechem; nie ma w niej najmniejszej nuty ckliwości czy sentymentalizmu. Adresowana do dorosłych nie unika trudnych tematów; pozwala spojrzeć na świat z innej perspektywy –i sporo się nauczyć.

(źródło: swiatksiazki.pl)

Każdy z nas był dzieckiem, prawda? Dla większości to czas beztroski, spędzony na zabawach, zawieraniu przyjaźni. Inaczej wygląda życie dziewięcioletniego Cukinii, którego matka częściej interesuje się piwem i telewizją niż synem. Młody chłopak przenosi nas w świat dzieci, który mimo swojej naiwności bywa często bardzo okrutny. Autor za pośrednictwem słów dzieci z sierocinca stworzył coś naprawdę wyjątkowego.

Po co mieć rodzinę, jeśli i tak nikt nie ma czasu się tobą zająć i kochać cię?

Nie raz zdarzało mi się czytać powieści, które były opowiadane z perspektywy kilkuletnich dzieci. Wybór tej narracji bywa różny w skutkach. Może być ciekawy i zajmujący, jak w przypadku Czcij ojca swego Eli Sidi lub Zabić drozda Harper Lee. Może być również zbyt prosty i denerwujący, jak to miało miejsce w Pokoju Emmy Donoghue. Narracja w Nazywam się Cukinia okazuje się zaskakująco dobra. Prosta, pozbawiona ubarwionych epitetów, ale niesamowicie urzekająca. Świat w oczach chłopca jest dziwny, niezrozumiały i prostolinijny. Nie tylko jego spostrzeżenia, ale też pozostałych dzieci z przytułku, są dla dorosłego często zabawne. Dawno nie uśmiałam się tak przy żadnej książce. Chociaż powieść jest jedyna w swoim rodzaju, kojarzy mi się z animacją Mary i Max utrzymanym w podobnym, słodko-gorzkim i nieco groteskowym klimacie.

Mimo naiwności niektórych bohaterów, licznych żartów oraz rozmów, które toczą się wokół szkoły, jedzenia oraz innych kolegów, książka nie jest pozbawiona swojej gorzkiej części. W końcu każde z dzieci trafiło do domu dziecka nie bez powodu – są w nim dzieci molestowane, bite; synowie i córki alkoholików, prostytutek oraz narkomanów. Najgorszym i jednocześnie najlepszym w tym wszystkim jest dobór słów. Dzieci albo nie znają niektórych słów albo ich właściwego znaczenia. „Seks”, „gwałt, „zabójstwo, „molestowanie, „krzywda. Te wszystkie słowa rozłożone na czynniki pierwsze i stosowane z taką beztroską wywierają na czytelniku większe wrażenie.

Książka niezbyt długa, czyta się ją szybko. Mimo to czytelnik prędko angażuje się w historię nie tylko Cukinii, ale i innych dzieci z przytułku. Każda z postaci jest wyjątkowa, ale wydaje mi się, że nie wszyscy dadzą się lubić. Będzie to zależne od samego czytającego i tego, jakim dzieckiem sam był. Niecodzienna forma narracji uświadamia, że dorosły czasami musi się cofnąć. Aby właściwie postępować, musi powrócić myślami do czasów, kiedy sam był dzieckiem. Dorosły wcale nie musi ciągle zachowywać się racjonalnie i rozsądnie. Aby zastanowić się nad swoim zachowaniem (bez względu na to, czy dzieci chce mieć, czy nie) potrzebuje do tego kilkuletnich, niedoświadczonych osóbek. Których spostrzeżenia bywają zaskakująco trafne. Nawet jeśli sami nie są tego świadomi.

Czasami dorośli wygadują głupstwa, bo się boją.

Nazywam się Cukinia to książka o dzieciach, ale pisana z myślą o dorosłych. Po to, aby za ich pomocą móc zrozumieć, jakimi prawami rządzi się świat. I jak ważny jest w ich życiu dorosły. Może on stworzyć dziecku jak najlepsze lub jak najgorsze warunki dla rozwoju... Powieść ma słodko-gorzki wydźwięk; jest tutaj miejsce i na śmiech, i na płacz. Lubię książki, które oprócz swojej pozornie kolorowej warstwie, kryją w sobie coś więcej. Chociaż momentami prosta i śmieszna, zmusza do refleksji. Pozwala cofnąć się do lat młodości i zastanowić się nad tym, ile szczęścia się miało lub też nie. Błyskawicznie pochłania się ją w jeden, dwa wieczory, ale gwarantuję, że zostanie w głowie i sercu czytelnika na dłużej.

8/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Świat Książki
http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/

7 komentarzy:

  1. Rewelacyjny tytuł! :) Książka napisana z perspektywy dziecka - to brzmi intrygująco. Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat mi nie bardzo odpowiada ta fabuła, nie lubię takich książek.
    Pozdrawiam i zapraszam na rozdanie :)
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/05/konkurs-wygraj-evervile.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Cukinia? Pomysłowo ^^
    Lubię czytać książki o świecie dzieci, przez to nie odcinam się od niego :)
    Zaczytanego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby to był Bakłażan zamiast Cukinii to pewnie kusiłby mnie bardziej, a tak... Zobaczymy, może kiedyś trafi w moje łapki ;) :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Przez chwilę myślałem, że będzie to recenzja animacji, bo nawet nie miałem pojęcia że została stworzona na podstawie książki. Z pozoru może się wydawać, że to książka dla dzieci, a tu takie zaskoczenie. Być może kiedyś sięgnę po nią i przeczytam, ale najpierw chyba obejrzę animację :)

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz, że gdzieś dzisiaj widziałam jej reklamę, a tu u Ciebie trafiam na recenzję? A zastanawiałam się jak taka historia o dzieciach skierowana do dorosłych wypada. I widzę, że warto zwrócić na nią uwagę, skoro wzbudza refleksje i trafia do serducha.

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja muszę obejrzeć animację. Jest już po angielsku i chyba sobie dzisiaj włączę. :D

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.