PRZEDPREMIEROWO: „Lokatorka” JP Delaney

Emma już nie mieszka przy Folger Street 1, na jej miejsce wprowadza się Jane. Obie lokatorki, obecna i była, są do siebie bardzo podobne: kolor włosów, rysy twarzy, pragnienie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Ultranowoczesne mieszkanie wymaga dostosowania się do surowych reguł narzuconych przez właściciela, ale wydaje się idealne do porządkowania życiowego chaosu. Kobiety łączy coś jeszcze – enigmatyczna więź z właścicielem apartamentu. Jednak po pewnym czasie obok pożądania pojawia się niepewność i niepokój.

Co różni Emmę i Jane?
Emma już nie żyje, Jane jeszcze tak.

(źródło: otwarte.eu)


Uwielbiam thrillery psychologiczne. Lubię angażować się w intrygę, oddawać się fabule i z przyspieszonym biciem serca śledzić losy postaci, które znajdują się w niebezpieczeństwie. Nie inaczej było w przypadku Lokatorki. Czy obyło się jednak bez zgrzytów?

Jakim cudem dom może uczynić ze mnie inną osobę?

Na pierwszych stronach poznajemy dwie główne bohaterki w momencie przeprowadzki, czyli Jane oraz poprzednią lokatorkę Emmę, które za pomocą pierwszoosobowej narracji opowiadają swoją historię. Obydwie kobiety przeżyły niedawno traumatyczne wydarzenie – Emma padła ofiarą włamania, przez które bywa lękliwa, strachliwa i niepewna. Jane natomiast urodziła martwą córeczkę i uczy się żyć bez wyczekiwanego przez dziewięć miesięcy dziecka. Chociaż wydawać by się mogło, że te dwie postaci łączy więcej niż sam wygląd, im dalej brnie się w fabułę, tym ciekawsze i bardziej złożone stają się portrety kobiet.

Autorka prowadzi narrację postaci naprzemiennie. Zabieg ten wypadł w książce zaskakująco dobrze. Sprawne balansowanie pomiędzy dwiema bohaterkami dodatkowo potęguje napięcie, nie pozwala na chwilę zastanowienia, czy wytchnienia. Co więcej, dzięki krótkim oraz zwięzłym rozdziałom akcja płynie szybko i dynamicznie, a powieść czyta się po prostu błyskawicznie. Ciekawym elementem są pytania jednokrotnego wyboru pojawiające się co jakiś czas między rozdziałami. Na te same pytania (często dotyczące moralności) odpowiadały Jane i Emma, zanim wprowadziły się na Folgate Street 1. Kiedy czytałam te niecodzienne pytania, nie tylko sama próbowałam na nie odpowiedzieć. Zastanawiałam się też, jakiej odpowiedzi udzieliły dwie kobiety...

Charakterystycznym elementem dla tej powieści jest minimalistyczny dom o surowym, niemal sterylnym wykonaniu. Nawet jeśli postaci się w nim nie znajdują, budynek ten jest ciągle obecny w ich myślach oraz przeszłości. Muszę przyznać, że okładka idealnie wpasowuje się klimat powieści – tak samo, jak książka jest zimna, obca i tajemnicza. Lokatorka spisuje się nawet dobrze jako thriller, ale tylko dobrze. Jak wspomniałam, akcja jest prędka, a pomimo ponad czterystu stron, nie ma miejsca na zbędne dialogi, czy też pozbawione większego znaczenia szczegóły. Chociaż trakcie lektury niejednokrotnie wstrzymywałam oddech, zabrakło mi większego efektu wow w samym finale.

Chcę wymyślić siebie na nowo.

Cieszę się, że autorka stworzyła dwie naprawdę interesujące bohaterki. Niestety kobiece sylwetki  w książkach mają to do siebie, że lubią być irytujące i nieznośne... Jednak Emma i Jane to kobiety nacechowane wyraźnie; wydaje mi się, że nie jedna czytelniczka może się w nich odnaleźć. Różnice pomiędzy tymi dwoma często zacierają się, ale to odczucie jest słabsze, im bliżej jesteśmy finału. Obydwie lokatorki bywają uległe oraz podatne na sugestie Edwarda, ale mimo to nie można nazwać ich postaciami pozbawionymi własnego zdania. W końcu każda z nich znalazła się w trudnej sytuacji, co poskutkowało instynktownego poszukiwania kogoś lub czegoś, co da im bezpieczeństwo. Nie za bardzo przekonała mnie kreacja naszego samca alfa, czyli Edwarda. Perfekcyjny, obsesyjny, władczy, pedantyczny, sztywny... Wydawał mi się postacią po prostu zbytnio przerysowaną. Gdyby tylko autorka uczyniła mężczyznę atrakcyjnego również dla czytelnika. Być może ktoś uważa taką osobę za godną podziwu, jednak u mnie wzbudzała uczucia tylko negatywne.

Jak bardzo wpływa na nas pomieszczenie, w którym mieszkamy? Czy możemy żyć w miejscu, gdzie reguły ustala ktoś inny? Co tak naprawdę jest dla nas ważne? I czy są to przedmioty? Pozytywnie zaskoczyła mnie psychologiczna część powieści. Nie wyobrażam sobie mieszkania w takim miejscu jak Folgate Street 1. Lubię otaczać się atmosferą przytulną, swojską i rodzinną. Takie miejsca jak to wyglądają dobrze w katalogach. Autorka ciekawie poprowadziła akcję, umiejętnie zbudowała napięcie i sukcesywnie wzbudzała we mnie refleksje. Lokatorka nieco przypomina mi film Sliver z 1993 roku. Podobnie jak w książce, w thrillerze jest duża dawka seksu, napięcia oraz zbrodni. Jeśli interesują Was takie klimaty, to gorąco zachęcam do obejrzenia.

A rzeczy tak naprawdę nie mają znaczenia, prawda?

Lokatorka nie jest thrillerem idealnym. Chociaż w trakcie czytania emocje bywały naprawdę duże, samo rozwiązanie zagadki pozostawia mały niedosyt. Nie za bardzo przemówiła do mnie też nierealistyczna i przerysowana postać Edwarda. Trudno było mi uwierzyć, że taki człowiek może naprawdę istnieć i normalnie funkcjonować. Mimo to bawiłam się po prostu świetnie. Powieść idealnie sprawdza się jako pełen napięcia i emocji thriller psychologiczny na jeden wieczór. Autorka świetnie prowadzi akcję oraz narrację, która dynamizuje akcję i sprawia, że od książki nie sposób  oderwać. Zaskakująca, z tajemniczym i świeżym klimatem. Po ukończeniu zostawia w głowie sporo refleksji. W końcu każdy potrzebuje swojego osobistego i całkiem prywatnego miejsca. Tylko od nas zależy, czy te cztery kąty lub zwykłe przedmioty są ważniejsze od wszystkiego innego, a nawet od żywych istot.

7+/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Wydawnictwu Otwarte

10 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa czy poczułam klimat tych czterech ścian.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet nie czytam bo wiem, że polecasz i robisz mi ochotę na te książkę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby nie było, że jestem zła. Przeczytam jak przeczytam książkę. :D

      Usuń
  3. Tyle już słyszałam o tej książce, że wyczekuję już czerwca, żeby móc ją kupić i przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  4. Też lubię thrillery psychologiczne, więc może kiedyś sięgnę. Na razie nie mam ochoty. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niesamowicie mocno podoba mi się ta książka. Uwielbiam takie klimaty, gdy nie wiadomo czy to szaleństwo czy rzeczywistość, a były momenty, gdy się gubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tej książce już dużo dobrego :) Myślę, że gdy nadarzy mi się taka okazja, chętnie się z nią zapoznam.
    Pozdrawiam!
    Katherine Parker - About Katherine

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejuniu, ta książka ostatnimi czasy atakuje mnie z każdej możliwej strony. Słyszałam już od paru osób, że jest warta sięgnięcia i przyznam szczerze, że mnie intryguje. Nie sądzę jednak, bym w najbliższym czasie się na nią zdecydowała. Za dużo książek do przeczytania, za mało czasu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio bardzo często widzę tę książkę na blogach, ale dopiero Twoją recenzję czytam jako pierwszą i mam ochotę poznać tę historię. Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mocno przypomina mi książkę Alex Marwood. Ale i do tej ciągnie mnie, więc to pewnie kwestia czasu, kiedy poznam tę historię. ;)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.