„Którędy szedł anioł” Jan Balabán

Martin Vrána dorasta na ostrawskim blokowisku w ponurych czasach realnego socjalizmu, nowa rzeczywistość lat dziewięćdziesiątych okazuje się jednak niewiele radośniejsza...

Kto nam kazał tu żyć? Tu, wśród krzaków, których ogołocone gałęzie przyodziały się teraz w strzępy plastikowych worków. Tu, gdzie płaty metalu kruszą się od rdzy, gdzie żelazo jest zmęczone, barierka wygięta, szyny puste, domy zamknięte, okna mętne i brudne od nieprzyjaznych spojrzeń i ciągłego gapienia się na niskie niebo, z którego sączy się paskudna marcowa mżawka.

Martina i innych bohaterów książki Którędy szedł anioł spotykamy w przełomowych dla nich momentach, kiedy wszystko, na czym opierali swoje dotychczasowe życie, nagle zostaje podane w wątpliwość.

(źródło: wydawnictwoafera.pl)

Literatura czeska, podobnie jak sami Czesi przywodzą na myśl same raczej pozytywne skojarzenia. Radosny, ironiczny, beztroski i zabawny. Balabán jednak w swojej powieści zaskakuje przytłaczającym wręcz klimatem, który kojarzyć się może tylko ze smutkiem. Ale czy smutek nie może być też przyjemnym doświadczeniem?

- Wiesz, boję się nawet tego dotknąć. - Dotknąć czego? - Naszego życia.

Nie byłam do końca przygotowana na taką lekturę. Zdarza mi się często czytać książki przygnębiające, traktujące o szokujących, czy złych wydarzeniach. Fikcyjnych lub nie. Powieść ta, mimo swojej fikcyjności, zawiera w sobie sporą ilość prawdy oraz elementów biograficznych. Czechy, lata 70-te, 80-te XX wieku. Nie tak dawno i nie tak daleko od nas, prawda? Być może przez tą ciekawie i autentycznie oddaną rzeczywistość czułam się tak źle podczas czytania książki. Tak, właśnie źle. Autor nie bawi się w piękne, wydumane słowa, nie opowiada historii nieprawdopodobnych. Wszystko zawarte na stronach tej powieści mogło i pewnie przydarzyło się niejednemu Polakowi czy Czechowi.

Dlaczego jednak czułam się źle? Słowo to wydaje się dla tej książki zbyt negatywnie nacechowane. Rzadko czuję się prawdziwą Polką, silne uczucie do kraju jest mi raczej obce. Nagle dzieje się taka książka jak ta, która wzbudza u mnie to skrywane poczucie tożsamości. Balabán dotrze do każdego młodego człowieka, który w obliczu ważnych zmian w jego życiu bywa skołowany. Niedoceniony, przygnębiony i opuszczony. Takie uczucie towarzyszy czytelnikowi przez cały czas. Mimo to nic nie dzieje się tu na siłę, a wydarzenia, które spotykają postaci są jak najbardziej prawdopodobne. Gdybym miała opisać tę książkę jednym słowem byłaby to pustka. Brzmi nieco patetycznie, prawda? Mimo to wyjątkowy styl w książce taki nie jest: autor świetnie dobiera słowa, umiejętnie i dosadnie prezentuje szarą rzeczywistość.

Kto nam kazał tu żyć?

Łatwo opisać mi uczucia, które towarzyszyły mi w trakcie czytania książki. Smutek, przygnębienie, swego rodzaju bezradność. Nie sposób jednak przelać na papier dziwne doświadczenie po ukończeniu książki. Nie jest to tytuł, który poleciłabym każdemu. Jest w tej powieści coś tak melancholijnego, że aż pięknego. Którędy szedł anioł to wyjątkowe świadectwo dorastającego mieszkańca Środkowej Europy. Pomimo przygnębiającej treści, dotrze ona do wielu młodych ludzi; pozwoli zidentyfikować się z bohaterami powieści. W końcu każdy z nas był lub będzie kiedyś przytłoczony nadmiarem niespodziewanych i równie nieciekawych wydarzeń. Balabán stworzył intymny obraz zwykłych ludzi, zwykłych obywateli zwykłego państwa.

7/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Afera

1 komentarz:

  1. Na takie melancholijne klimaty muszę mieć odpowiedni nastrój.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.