Dlaczego okładki książek nie mogą być brzydkie?

Od czasu do czasu przeglądam premiery książkowe na pewnym portalu (dla zainteresowanych – klik, może się przydać). Zazwyczaj jest to około dwadzieścia parę stron zapowiedzi, po piętnaście na jednej stronie. Daje to w sumie (!) trzysta tytułów, które przeglądam w przeciągu kilkunastu minut. Strona oferuje szczegółowe informacje na temat książki – autora, tytuł, wydawnictwo, gatunek, rozwinięty opis oraz okładkę. Jednak klikanie w każdy tytuł i czytanie jego opisu byłoby nieco czasochłonne, prawda?

Jestem zdania, że czytelnik ma absolutne prawo do kategoryzowania książki na podstawie jej okładki. Bardzo rzadko czytam opisy książek; nie raz były to raczej streszczenia, dodatkowo pełne spoilerów. Lubię samodzielnie odkrywać fabułę, nawet jej kluczowe elementy. Z tego powodu książki wybieram na podstawie okładek oraz tytułów. Co przedstawia grafika? Co sugeruje czytelnikowi? Czy tytuł jest w jakiś sposób intrygujący? Czy powoduje, że zastanawia mnie, jaka historia się za nim kryje? W jaki sposób wydawnictwo wydało książkę, czy sprawiło, że dana powieść zapowiada coś wyjątkowego?


    

  • Weźmy na przykład te trzy okładki. Lokatorka przedstawia sterylne pomieszczenie, budzące raczej niepokój niż ciepło rodzinnego domostwa. Czerwony napis umieszczony w centrum tego pomieszczenia zwiększa klaustrofobiczne uczucie. Kiedy patrzymy na tę okładkę, nawet nie czytając opisu, a wiedząc, że jest to thriller – chcemy wiedzieć, jaką historię skrywają cztery ściany. Kim jest tytułowa lokatorka?
  • Na okładce Marsjanina widzimy astronautę unoszącego się w czerwonym pyle charakterystycznego dla planety Mars. Okładka nie mówi wiele, ale dzięki temu intryguje. Co przytrafiło się temu astronaucie? Czy znalazł się w jakimś niebezpieczeństwie? Tytuł może sugerować, że być może znajdziemy w książce prawdziwych Marsjan? Tak czy inaczej okładka przywodzi na myśl zagrożenie, wyobcowanie oraz oczywiście tematykę kosmosu.
  • Wiem, że nie każdy jest fanem okładki Oddam ci słońce. Sprawdza się ona jednak w swojej tematyce całkowicie. Z przodu mamy wizerunek dziewczyny, z tyłu chłopaka. Rodzeństwo, bliźniacy, ktoś bliski? Dlaczego obydwoje znajdują się na okładce, ale nie na jednej stronie? Najciekawszy w tym wszystkim jest tytuł. Jego znaczenie poznajemy w trakcie czytania i jest to naprawdę świetny element powieści.

Częściej kupuję książki papierowe niż ebooki. Lubię je dotykać, wąchać, oglądać. Czytam, ale też kolekcjonuję. Dlatego książek z nieładną oprawą graficzną zwyczajnie się pozbywam – sprzedaję, wymieniam. Chociaż okładka i tytuł są elementem decydującym przy jej wyborze, nie raz zdecydowałam się na książkę z tego powodu zwyczajnego zainteresowania. Brzydkie okładki wcale mnie nie odstraszają. Sięgałam po takie paskudy, o jakich mi się nie śniło! Prawdą jednak jest, że chętniej wydam pieniądze na coś, co zostało starannie, schludnie i atrakcyjnie wydane.

Nie oceniaj książki po okładce. Zdanie stare świat, powtarzane na okrągło nie tylko w odniesieniu do przedmiotów. Mnie nigdy nie zdarzyło się ocenić zawartości książki na podstawie okładki. Mam jednak prawo do tego, aby ze względu na oprawę graficzną z niej zrezygnować. Dzieje się to z różnych powodów. Dla mnie ładne wydane książki są wizytówkami wydawnictwa. Widać ich zaangażowanie, dokładność z jaką podchodzą do każdej powieści z osobna. Dobrym przykładem jest Wydawnictwo Literackie, SQN lub Czwarta strona. Bierzesz do ręki taką książkę i najpierw dotykasz jej okładki, ciekawi Cię co może w sobie kryć. Kiedy oglądam takie powieści, czuję, że ktoś naprawdę się przyłożył. Zastanowił, usiadł, przemyślał i zrealizował dobrze swój pomysł.

    

Jakoś tak się przyjęło, że te mniejsze wydawnictwa mają brzydsze okładki. Nic bardziej mylnego. Absolutnie uwielbiam najnowsze książki wydawane przez Vesper. Frankenstein jest jednym z najładniejszych i najciekawszych na mojej półce. Wydawnictwo Kobiece, które nie tak dawno zaczynało swoją działalność mają równie ładne okładki oraz wydania ze skrzydełkami, chociaż ze względu na tematykę... różnie to bywa. Ale o tym zaraz. Chciałam tylko zaznaczyć, że budżet nie jest żadną przeszkodzą w wydaniu książki schludnie i ciekawie wykonanej.

Wniosek jest jeden: kiedy przeglądam zapowiedzi książkowe, najpierw patrzę, a jeśli coś przykuje moją uwagę to decyduję się przeczytać bardziej szczegółowe informacje. Ostatnio bardzo uderzyło mnie to jak wiele okładek jest... nijakich. Niestety, dotyczy to głównie powieści obyczajowych. Nie dość, że nie są one uważane za literaturę wysokich lotów (mimo że lubię ten gatunek to całkowicie rozumiem ten zarzut) to ich okładki bywają po prostu mdłe. Poniżej zamieszczę kilka okładek książek przedpremierowych, które jak dla mnie niczym się nie wyróżniają i są takie jak wszystkie inne. Widać zresztą wyraźną zależność między nimi.

    

    

Okładki powieści obyczajowych zazwyczaj przedstawiają to samo. Dziewczynę na łonie natury, dom lub jakiś krajobraz. Ewentualnie dziewczynę na tle domku lub ładnej łąki. W takich okładkach nie ma nic ciekawego, nic co sprawiłoby, że czytelnik zastanowiłby i się i powiedział: Ta książka być może jest inna. To samo dotyczy samego tytułu. Zazwyczaj jest to jakiś Dom nad rzeką, Ucieczka nad morze, Kalina szuka męża (tytuły wymyśliłam sama). Czyli główna bohaterka wyprowadza się nad morze, aby uciec od męża alkoholika i tam poznaje tajemniczego drwala... Oczywiście nawet utarte schematy ubrane w świeżą otoczkę w postaci na przykład ciekawego stylu potrafią być bardzo udane. Między innymi po to jest właśnie okładka oraz tytuł. Powinna dawać możliwość uwierzenia czytelnikowi, że właśnie ona jest tą jedyną w swoim rodzaju. 

Ale można przecież zrobić to lepiej, prawda?

    

  • Jestem zachwycona okładką Nocnego czuwania. Powieść właśnie obyczajowa, a jednak jej oprawa graficzna nie wpisuje się w schematy. Jest dziewczyna, ale to co się dzieje wokół nie jest dziwne, tajemnicze i niepokojące. Intrygujący tytuł tylko dodaje jej wyjątkowości.
  • Początek wszystkiego to z kolei powieść młodzieżowa. Bywają one niejednokrotnie schematyczne, ale tutaj zadziało się to o czym wspomniałam wcześniej. Chociaż tematyka może nie być odkrywcza, okładka sugeruje, że jest zupełnie inaczej. Jest bardzo klimatyczna, ciepła i zwyczajnie miła dla oka. 
  • Okładka najnowszej książki tylko w połowie się tutaj sprawdza. Bo niestety tytuł jest taki jak wcześniej wspomniałam... nieco pierdołowaty, powiedziałabym. Ale za to okładka przykuwa wzrok. Jest minimalistyczna, a koperta z bzem (mam nadzieję, że ma większe znaczenie dla fabuły) skupia na sobie uwagę. Czyli można stworzyć coś delikatnego, ale nie typowego.

Celem tego postu, oprócz narzekania, jest proste stwierdzenie: okładka nie musi podobać się wszystkim. Każdy ma swoje gusta i sama czasami jestem zdziwiona, jak komuś może nie podobać się okładka, która mnie zachwyca. Taki jest nasz urok. Tytuł oraz oprawa graficzna powinny spełniać funkcję swego rodzaju zapowiedzi, tajemniczych drzwi, których otwarcie powinno nas kusić bez przerwy. Większość ludzi jest wzrokowcami i nie jest to powód do żadnego wstydu. Jako czytelnik mamy prawo decydować o wyborze książki na podstawie tego, jak się prezentuje okładka i co zapowiada. Nie ma w tym nic złego. Zwłaszcza, jeśli ten produkt trafia potem na naszą półkę. Dlatego cieszę się, że mimo wszystko często widuję okładki przykuwające wzrok, które proszą się o przeczytanie. Poza tym, biorąc w ręce dobrze i ciekawie wydaną książkę mam poczucie dobrze wydanych pieniędzy, które należą się wszystkim osobom, które nad jej wydaniem pracowały.

***


Zwracacie uwagę na okładki? Może nie ma to dla Was żadnego znaczenia? Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat. 

17 komentarzy:

  1. W pełni się zgadzam z Twoją opinią. Dodam jeszcze, że szalenie lubię Wydawnictwo Novae Res - jakie oni pięknie wizualnie książki wydają (porządne klejenie, przyjemny gruby papier i piękne grafiki na okładkach, np. "Gałęziste" Artura Urbanowicza to dla mnie doskonałość wizualna)! Poza tym, jeszcze się nie zawiodłam na samej treści. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka w promocji książki jest bardzo istotna ;) Dlatego wystawcy raczej starają się, by jakoś wyglądały. Osobiście uwielbiam to jak wyglądają takie serie jak "Kroniki Diuny", albo książki Dukaja - jest elegancko i epicko jednocześnie. A obyczajówki zwykle mają na okładkach ładne fotki, ale one zachwyciłyby osobno, jako zdjęcia - jako książki faktycznie wyglądają podobnie XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że zwracam dużą uwagę na okładki i czasem nawet zdarza mi się kupić daną książkę tylko ze względu na to, że podoba mi się właśnie jej okładka... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zwracam uwagę na okładkę, ale tak jak i Tobie, paskuda nie przeszkodzi mi w przeczytaniu dobrze zapowiadającej się książki (tak, zawsze czytam opisy :D). Już jakis czas temu zwróciłam uwagę na to, że okładki do obyczajowek (zwłaszcza polskich) Filii są robione na jedno kopyto :/ Trochę to smutne, biorąc pod uwagę fakt, że to wydawnictwo potrafi stworzyć fajną oprawę dla książki.
    Brawa dla SQN - ich graficy ostatnio przechodzą samych siebie. Bardzo lubię też Bukowy Las, a zwłaszcza okładki do Niven, Baar i Greena ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka "żniwiarza" mi się nie podoba, ale streszczenie fabuła tak - powieść jest już u mnie w domu a znajomy ma mi ją dowieźć do Niemiec :( Okładka - każdy ma swój gust, ale czasem przez to omijamy naprawdę cudne lektury. I choć nie powinno się oceniać książki po obudowie to jednak to robimy :( Lubię powieści obyczajowe ale masz racje ich okładki są w podobnych klimatach :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zwracam uwagę na okładkę i ostatnio rzadko zdarza mi się w ten sposób przeliczyć. Nie mówię nie również paskudkom, ale wtedy zazwyczaj czytam ebooka i jak mi się spodoba to kupuję papier. Zgadzam się z pierwszą częścią. Oceniam wnętrze, bo tym jakie znaczenie mają obrazy użyte na okładce. I mam prawo nie wydać pieniędzy na egzemplarz, który będę wstydziła się postawić na półce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem zdarza się, że czytam książkę ze względu na okładkę, ale bardzo rzadko się tak dzieje. "Początek wszystkiego" ma genialną okładkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post! Ja również zwracam wielka uwagę na okładki i przeglądając książki, zazwyczaj właśnie czytam opisy tych, których okładki przykuły mój wzrok i zwyczajnie mi się spodobały ;)

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha ha :) Ja jestem sroką okładkową, zatem abym sięgnęła po jakąkolwiek książkę, musi ona zwrócić moją uwagę właśnie oprawą. Wiem, że nie ocenia się książki po okładce, ale tak już mam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy post. Jakoś nigdy szczególnie się nad tym nie zastanawiałam. Czasami lubię przeczytać sobie niezależną książkę, która jest o zwykłej kobiecie, która jedzie nad morze. Jednak sroką okładkową jestem jak każdy książkoholik. Dlatego zbieram tylko magiczne piękne wydania książek <3
    Zaczytanego!

    OdpowiedzUsuń
  11. "Nie ocenia się książki po okładce" - każdy to może powiedzieć. Ale nie oszukujmy się. Okładka jest tym, co przyciągnie wzrok. Nikt nie chce brzydkich i bezsensownych okładek w swojej kolekcji. A co ładne, co się błyszczy bądź wyróżnia kusi. Ot, taki chwyt marketingowy. Ale zawsze staram się przeczytać opis, bo częściowo sroką okładkową jestem i zwracam na nią swoją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytając Twój post czułam się jakbym sama go napisała :) Uwielbiam piękne oprawy i to nimi sugeruję się wybierając książkę. Potem dopiero patrzę na tytuł i blurb, ale kolekcjonuję tylko te książki, których wydania mi się podobają. Resztę trzymam na czytniku.
    Widziałaś nowe wydania Neila Gaimana, albo Sekretne życie drzew czy Duchowe życie zwierząt? Są absolutnie urzekające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, widziałam :) Właśnie mam w planach kupno Koraliny :)

      Usuń
  13. "Nie oceniaj książki po okładce, ale okładkę możesz ocenić" - gdzieś to usłyszałam i teraz ciągle powtarzam. :)
    Też sądzę, że mamy prawo zrezygnować z kupienia jakiejś książki, jeśli wydanie nie zachęca. Wydawnictwo Literackie ma same perełki ("Muza" jest tego najlepszym przykładem), SQN ma po prostu genialnych grafików, a Czwartą Stronę cenię sobie za pomysłowość, choćby te żłobione okładki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię takie luźne posty :)Ale faktem jest że to co ładne przyciąga uwagę i prawdę mówiąc nie dotyczy to tylko rzeczy... Czytam właśnie Czerwień Jarzębin i ani tytuł ani okładka moim zdaniem nie ma nic wspólnego z treścią... Za niedługo będzie recenzja także zapraszam www.zaczytanav.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.