PRZEDPREMIEROWO: „Czerwone dziewczyny” Kazuki Sakuraba

Manyo. Babka. Jasnowidzka, pochodzi z tajemniczego ludu zamieszkującego góry. Porzucona jako małe dziecko przez rodziców i przygarnięta przez obcą rodzinę, przez całe życie będzie inna, odmienna. Zachowa jednak wrodzoną pogodę ducha i życzliwość. Wyjdzie za mąż za syna miejscowych bogaczy, właścicieli ogromnej huty.

Kemari. Jej córka. Nieprzewidywalna, wiecznie zbuntowana, żywiołowa. Będąc nastolatką została szefem gangu motocyklowego, potem zainteresowała się komiksami manga i jako ich autorka odniosła w Japonii sukces. Artystka, która nie umie dać miłości swemu dziecku, a mężczyzn wybiera wyłącznie szpetnych.

Toko, najmłodsza bohaterka tej sagi. Córka i wnuczka tak nieprzeciętnych kobiet jak Kemaris i Manyo jest zupełnie zwyczajna. To jej historia. A także historia śledztwa, które poprowadzi, gdy babka na łożu śmierci wyzna jej, że jest morderczynią. Kogo zabiła, dlaczego i w jakich okolicznościach – tego Toko będzie chciała się dowiedzieć.

(źródło: wydawnictwoliterackie.pl)

Uwielbiam sagi rodzinne. Wszystkie, które dotychczas czytałam przenosiły mnie do innych czasów, w inne miejsca, do cudzych domów, których członkowie jednak z czasem stawali się wyjątkowo bliscy. Czytałam już o rodzinach polskich, amerykańskich, małych i wielopokoleniowych, żyjących ówcześnie lub sto lat wstecz. Jako że interesuje mnie kultura Japonii, nie mogłam odmówić sobie przyjemności przeczytania i tej sagi rodzinnej.

Nadmiar wiedzy jest wielkim zobowiązaniem.

Cóż, na początku było trudno. Albo może raczej dziwnie. Pierwsze strony są niezwykle zagadkowe, ale i intrygujące. Opowiadają o dziesięcioletniej Manyō, która widzi na niebie fruwającego mężczyznę bez oka. Taki początek sprawia, że chce się wiedzieć więcej i więcej o dalszych losach postaci. Dość szybko dowiadujemy się, że dziewczynka posiada dar jasnowidzenia. Co ciekawe, nie pierwszy raz spotykam się z takim nacechowaniem u postaci z sagi rodzinnej. Poznajemy więc Manyō, jej historię, cechy charakteru. Wszystko wydawało mi się jednak pozbawione wyrazu. Niby coś działo się w życiu bohaterki, doświadczała ona sytuacji dla niej ważnych, ale po mnie spływało to, jak po kaczce. W czym tkwił problem? Tak naprawdę sama nie wiem...

Nie wiem, bo nie mogę powiedzieć złego słowa o stylu autorki. Nie miałam żadnego problemu z wizualizacją małego, niemalże klaustrofobicznego w mojej wyobraźni, miasteczka Sin'in. Akcja dzieje się w ciągu wielu lat; śledzimy przemianę nie tylko bohaterów, ale przede wszystkim miasteczka oraz samej Japonii. Dotychczas miałam okazję dowiedzieć się więcej o współczesnym Kraju Kwitnącej Wiśni dzięki publikacji Marcina Bruczkowskiego pt. Bezsenność w Tokio. Pewną zachowawczość, powściągliwość i chęć samorozwoju widać i w bohaterach sprzed kilkudziesięciu lat. Czerwone dziewczyny to niesamowity, dokładny i osobisty portret Japończyków oraz ich kraju. Co więcej, nasz polski tłumacz nie tylko wykonał kawał dobrej roboty samym tłumaczeniem, ale też postarał się wyjaśnić wiele niezrozumiałych zagadnień czytelnikowi. Przypisów jest tutaj sporo, jednak dla osoby, która interesuje się tym krajem, czytanie ich będzie samą przyjemnością.

Mimo że o perfekcyjności oddania niesamowitego klimatu oraz fascynującej przemiany małej mieściny w całkowicie zmotoryzowane miasto mogłabym pisać i całe elaboraty, nie mogę tego samego powiedzieć o fabule. Fabule, która jest wyjątkowo nierówna. Powieść podzielona jest na trzy części – każda z nich opowiada o konkretnej kobiecie z rodu Akakuchibów. Losy Manyō były umiarkowanie interesujące. Czekałam ciągle na coś, co mnie całkowicie porwie, sprawi, że oddam się w stu procentach fabule. I wtedy pojawiła się Kemari. Charyzmatyczna, buntownicza i przepiękna przywódczyni motocyklowego gangu. Jej historia była tą, na którą czekałam. Niezwykle absorbująca, ciekawa i klimatyczna. Być może wyjątkowość Kemari polegała na tym, że miała charakter. Przy niej jej matka oraz córka wydają się przeciętne. Kiedy zostawiamy buntowniczkę, znowu śledzimy losy kolejnej bohaterki, która nas zwyczajnie nie interesuje...

Wszystkie czasy są trudne, babko. To znaczy na swój sposób.

Czerwone dziewczyny napisana jest naprawdę dobrze, obrazy pojawiające się w głowie momentami zapierają dech w piersiach. Niesamowitym było śledzenie rozwoju Japonii od strony małej mieściny oraz jej mieszkańców – urodzonych dobrze lub też nie. Powieść wzbudza wiele refleksji, często traktuje o śmierci oraz przemijaniu. Niestety, książka jest bardzo nierówna. Są wydarzenia, które potęgują emocje, ale też i takie, które zbytnio rozleniwiają akcję, co powoduje malejące zainteresowanie fabułą. Niektóre postaci, takie jak Manyō, Tako, czy Yōji są nudne, a ich zachowanie w wielu momentach bywa nieuzasadnione. Jakby autorka nie do końca postanowiła, dlaczego mają postępować w dany sposób. Z drugiej strony bohaterowie tacy jak Kemari, Toya, Złota Rybka, czy Namida sprawiają, że szybciej bije nam serce. Ogólnie jestem zadowolona z lektury, bo była ona fragmentami naprawdę ciekawa i emocjonująca. Szkoda tylko, że nie było tak cały czas. Czegoś mi w niej brakowało, jakiejś iskry... Mimo wszystko polecam, bo wiem, że książka znajdzie swoich odbiorców. Mnie zwyczajnie nie zachwyciła, choć na to liczyłam.

6+/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackie

14 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że ta "nierówność" bardzo często charakteryzuje sagi ;)
    Samą książkę chciałabym przeczytać, ale może dopiero w wakacje, na razie unikam wszystkiego, co może być trudne w odbiorze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja się z tym dotychczas nie spotkałam. Wiadomo, że zdarza się, że książka ma momenty spokojniejsze i bardziej emocjonujące. Ale nigdy nie wpływało to na mój odbiór. Tutaj wyraźnie przeszkadzało, bo być może gdyby nie był to egz. recenzencki to bym jej nie doczytała.

      Usuń
  2. Hmm przyznam ze wlasnie koncze ksiazke i osobiscie uwielbiam :) te klimaty: saga+Japonia to jest ideal. Ale to raczej dlatego ze po prsotu klimaty Japoni sa mi bliskie i inaczej odbieram ksiazke :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że książka pod względem tym "kulturalnym" Japonii całkowicie spełniła moje oczekiwania. Gorzej było właśnie z fabułą i tym, żebym się nią w 100% zainteresowała.

      Usuń
  3. Mamy podobne zdanie w takim razie ;)
    Mam nadzieję, że inna powieść z magicznej Japonii będzie lepszym dziełem :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś naprawdę mocno interesowałam się kulturą Japonii, na swoim koncie mam kilkadziesiąt przeczytanych mang, kilkanaście obejrzanych anime i również kilka książek w tej tematyce, więc wygląda na to, że Czerwone dziewczyny to idealna lektura dla mnie. Jedynym problemem jest to, iż to saga rodzinna... A takich z reguły nie czytam. Ale myślę, że i tak spróbuję. Najwyżej mnie nie zachwyci, ale może będzie cenną lekturą pod względem japońskiej kultury.

    Buziaki,
    Koneko

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam powieści historyczne, których fabuła osadzona jest w Japonii, gdyż pałam wielkim sentymentem do tego kraju. Koniecznie muszę przeczytać te powieść, nawet po mimo faktu ze Ciebie nie do końca poruszyła i czegoś zabrakło. Ja będę czekać na kolejne fakty których może sie dowiem o tym kraju by pogłębić wiedzę a jak jeszcze bohaterkami są fascynujące kobiety to tym lepiej ;) recenzja bardzo mi sie spodobała, obserwuje i zapraszam do mnie

    Pozdrawiam
    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi książka bardzo się podobała i według mnie wszystko jest wyważone. Sceny spokojniejsze są równoważone przez te bardziej dynamiczne. Jedna z moich ulubionych sag rodzinnych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Lubię sagi rodzinne i tę też planuję poznać:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzę, że mamy różne zdania jeśli chodzi o Manyo - mnie jej historia absolutnie zafascynowała, a jej cichy charakter i pozorny stoicyzm bardzo przypasował:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Raczej nie przepadam za takimi "nierównymi" książkami, ciężko wtedy coś o nich powiedzieć, bo z jednej strony - wow, a z drugiej - ups... Raczej nie przeczytam, chociaż kiedyś strasznie interesowała mnie Japonia.

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
  10. Najgorzej jest właśnie z takimi nierównymi książkami. Bo zawsze pozostaje dylemat czy ocenić to bardziej pozytywnie czy może negatywnie. No i ja jako czytelnik recenzji do tego mam rozkminę na temat tego, czy warto jednak poświęcić na ten tytuł swój czas i pieniądze, skoro wad w nim nie brak.

    OdpowiedzUsuń
  11. W takim razie ja chyba nie będę interesować się tą książką, tyle mam innych tytułów do nadrobienia :) Szkoda, bo mogłaby to być interesująca historia.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.