PRZEDPREMIEROWO: „The Call. Wezwanie” Peadar Ó'Guilin

Co byś zrobił mając tylko chwilę, żeby uratować swoje życie, a zegar już zaczął odliczanie?

Trzy minuty

Nessa, Megan i Anto wiedzą, że pewnego dnia znajdą się w przerażającej krainie, do której zostaną Wezwani.​

Dwie minuty

Na nieznanym terenie ruszą za nimi bezwzględni łowcy, którzy zrobią wszystko, by ich dopaść i zabić.

Minuta

A Nessa nie może biegać. Czy mimo poraż​enia nóg ma szansę na przeżycie, kiedy przyjdzie pora jej Wezwania?

Czas ucieka…
(źródło: czwartastrona.pl)

Od czasu, kiedy wydano Igrzyska śmierci, rozpoczęła się moda na książki z pogranicza dystopii, w których główny bohater przeciwstawia się systemowi i/lub głównemu zagrożeniu dla ludzkości. The call nie bez powodu porównywana jest do sławnej serii. Zdarzało mi się już czytać wiele głupawych, ale też dobrych książek w tym typie. Intrygujący opis sprawił, że postanowiłam zaryzykować. Jakie okazało się The call?

Szaroziemia zabija na wiele sposobów i nie zawsze od razu.

Podchodzę do tego typu książek bardzo sceptycznie. Zazwyczaj okazują się one sztampowe, schematyczne i powielające już istniejące motywy. Jednak opis na okładce wydał mi się niezwykle interesujący. Nie chciałabym zdradzać komukolwiek fabuły. Najciekawsze w czytaniu The call jest właśnie ta niewiedza i obawa przed tym, co może się zdarzyć. Jeśli chodzi o sam pomysł, jest naprawdę niezwykły. Nigdy nie spotkałam się z tak oryginalną wizją świata. Ogranicza się on tylko do Irlandii, ale dla ich mieszkańców jest ona całym światem. Książka jest mieszanką fantastyki z dystopią. Oczywiście nie brak w niej kilku charakterystycznych motywów znanych z innych popularnych serii – głównej bohaterki naznaczonej w jakiś sposób, wątku miłosnego, walki ze złem oraz złego charakteru. Mimo to The call zaskakuje pomysłowością oraz kreatywnością.

Chociaż książka jest skierowana do młodzieży, nie jest ona w żaden sposób delikatna, czy subtelna. Autor nie pieści się z czytelnikiem – bez ogródek mówi o seksie, śmierci, a wszystko to odziane jest sporą dozą przekleństw. Książka pełna jest drastycznych scen, opisów bolesnych tortur oraz niewyobrażalnych cierpień. Wyjątkowo spodobała mi się ta bezpośredniość. Powieść pozbawiona jest tej niewinności, która powinna cechować nastolatków. Właśnie taka też jest sama Irlandia stworzona przez autora. Przerażająca, tajemnicza i nieprzewidywalna.

Zaskoczyło mnie to, jak bardzo dojrzali okazali się nastolatkowie; w końcu bohaterowie mają po czternaście, piętnaście lat. Czy tak młody człowiek jest gotowy, aby walczyć na śmierć i życie? Peadar Ó'Guilin pozbawił swoje postaci głupich oraz typowych zachowań, z jakimi można się spotkać w książkach o nastolatkach. Brutalność świata, w którym żyją, zmusza ich do porzucenia zwykłych, typowych czynności dla ich wieku. Istnieją mniej lub ciekawsze postaci, ale bardzo doceniam to, że żadne z nich nie okazało stereotypowym uczniem szkoły średniej. I chociaż nie nazwałabym ich kreacji niesamowitymi, wyszło to bardzo dobrze. Są osoby, które się lubi, kibicuje, ale też takie, które wywołują tylko negatywne uczucia. Najważniejsze jest jednak to, że darzyłam dużą sympatią główną bohaterkę, Nessę. Jej wyjątkowość polegała głównie... na kalectwie. Cóż, to nic takiego prawda? Jednak w tak okrutnym świecie jest to spory problem. Autor ciekawie poradził sobie ze słabością bohaterki i nadał jej inne cechy, które pozwalały jej niejednokrotnie przetrwać.

Nic o fabule. Nic a nic. Chciałabym, abyście sami poznawali ten świat. Chociaż jest okrutny i bezwzględny, odkrywanie jego kolejnych warstw to niesamowite uczucie. Autor zaskakuje kreatywnością i chociaż niektóre jego... twory wydają się abstrakcyjne, wszystko ze sobą współgra. Jedyne moje zastrzeżenie dotyczy tylko samego zakończenia. Mając świadomość, że The call będzie miał kolejną część, oczekiwałam znacznie emocjonującego finału. Sama końcówka jest pełna zwrotów akcji, jednak w tym przypadku o wiele lepiej spisałby się typowy cliffhanger. Tylko po to, aby czytelnicy z jeszcze większą chęcią sięgnęli po drugi tom. Aby dowiedzieć się, co się stanie. Nie wiem, czy będę zainteresowana czytaniem kontynuacji, kiedy w końcu się pojawi. I czy czasem podobnie nie będą czuły inne osoby.

To będzie prawdziwy rozlew krwi.

Chociaż The call bazuje na pewnych schematach, nie jest to historia kompletnie pozbawiona pomysłu. Wręcz przeciwnie, niejednokrotnie zaskakuje oryginalnością. Autor stworzył naprawdę ciekawą powieść, jednak nie nazwałabym jej porywającej. To jedna z tych książek, które przynoszą satysfakcję podczas czytania, ale po ukończeniu mogą łatwo wylecieć z głowy. Obawiam się, że będzie tak właśnie w przypadku The Call. Ciekawi, chociaż nie fascynujący, bohaterowie, wartka akcja, spora dawka brutalności oraz naprawdę niezwykłe uniwersum. A raczej Irlandia, tylko w innym, mrocznym wydaniu. Powieść czyta się ją wyjątkowo szybko, dosłownie pochłaniając treść. Mam niemały niedosyt po zakończeniu, które powinno zostawić większy ślad, abym jak najszybciej chciała poznać kontynuację. Cóż, zobaczymy. Mimo wszystko polecam, bo to dobra i absorbująca rozrywka.

7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

7 komentarzy:

  1. Chyba mnie zainteresowałaś. Rozejrzę się za nią. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się, to rzeczywiście taka książka, o której lepiej nie wiedzieć za wiele, jeśli planuje się ją przeczytać. Opis jest dość oszczędny, ale intrygujący, i mi tyle wystarczyło, aby zainteresować się tą lekturą. Miałam jednak podobne wątpliwości, ponieważ ostatnio rozczarowałam się na kilku książkach młodzieżowych, a tu spotkało mnie bardzo miłe zaskoczenie :) Koncept jest bardzo ciekawy, polubiłam bohaterów, książka trzyma w napięciu, a fabuły nie zdominował wątek miłosny. A co do tych porównań do "Igrzysk śmierci" i "Więźnia labiryntu"... nie uważam, aby "The Call" było do nich podobne, może ewentualnie samym motywem walki o przetrwanie. Ale mi "The Call" spodobało się o wiele bardziej, niż chociażby trylogia "Więźnia labiryntu" :)
    Pozdrawiam, Zaksiążkowana

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ją w planach, tym bardziej, że zbiera pozytywne recenzje, a ja właściwie lubię dystopie (za wyjątkiem Niezgodnej), więc pewnie niebawem przeczytam. :D

    Recenzje Koneko

    OdpowiedzUsuń
  4. Uff, czyli jednak nie ma dramatu. Nie lubię odgrzewanych kotletów, ale skoro ta książka ma w sobie coś ciekawego, jestem gotowa zaryzykować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że gdzieś już czytałam recenzję tej książki, ale dopiero po twojej tytuł zapadł mi w pamięć. Na pewno ją przeczytam, bo bardzo lubię książki w tym stylu, w szczególności jak są oryginalne i można się zdziwić podczas ich czytania :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czyli książka nie okazała się kolejną, słabą podróbką Igrzysk, jak to bywa w niektórych przypadkach :D Przeczytać przeczytam na pewno, teraz tylko pytanie czy od razu po premierze, czy jeszcze nieco później.
    Bardzo dobra recenzja! ^^

    Obsession With Books

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.