Na stos z nią, czyli kupiłam książkę po cenie okładkowej

Czytelnicy aktualnie szaleją. Ze złości. Każdy książkoholik z zaaferowaniem śledzi rozwój sytuacji związany z prowadzeniem ustawy o stałej cenie książki. Chociaż mnie ten temat oburza w takim samym stopniu, jak innych, nie chciałabym dzisiaj o tym porozmawiać. Nie bezpośrednio.
Kojarzycie wydawnictwo Moondrive, prawda? To swego rodzaju przedłużenie, rozgałęzienie wydawnictwa Otwartego. Jakiś czas temu, przy okazji premiery drugiego tomu trylogii Starbound, fani dowiedzieli się, że razem z drugą częścią wychodzi również trzecia! Świetnie, prawda? Nie trzeba czekać kilku miesięcy, a nawet i lat na wydanie kolejnej części... Ale zaraz, zaraz. Co to? Wydawnictwo zastrzegło sobie prawa do sprzedawania obydwu tomów. Można je kupić tylko i wyłącznie na ich stronie. Nie stacjonarnie, nie w księgarniach internetowych lub książkowych dyskontach.

Czym to poskutkowało? Szok. Niedowierzanie. Jak mogli to zrobić? Mam TYLE zapłacić za książkę, dodatkowo on-line? Przecież to karygodne. 

Zapomniałam całkowicie o tym incydencie, między innymi dlatego, że nie czytałam ani nie mam zamiaru czytać tej serii. Jednak kilka dni temu dowiedziałam się, że Moondrive w końcu wydaje drugi tom jakże uwielbianego przeze mnie Fobosa. Ucieszyłam się niesamowicie! Tylko coś było nie w porządku. Niecałe dwa tygodnie do premiery, a o książce cichutko. Przecież pierwszy tom był naprawdę głośno promowany! I, wydaje mi się, z niezłym skutkiem. Zaraz po przeczytaniu tej informacji, dowiedziałam się, że Moovdrive założył swój sklep.

Okazało się, że w tym sklepie będzie można zakupić właśnie drugi tom Fobosa. Podejrzewałam jednak, że tak samo, jak w przypadku trylogii Starbound, będzie to jedyne miejsce, gdzie będzie można dokupić zakupu tejże książki. I nie myliłam się. Powiedziałam sobie: ok, zastanowię się, pomyślę. Cena tej książki to aktualnie 36,90 zł, czyli przeciętna okładkowa cena. Zrobiłam mały research, który polegał na przejrzeniu asortymentu, jakie oferuje Moondrive SHOP. 

KLIK: Przeniesienie do Moondrive SHOPU

Po pierwsze, sklep wygląda świetnie. Cenię sobie dobrze zaprojektowaną, intuicyjną stronę internetową. Sam pomysł na nazwę sklepu SZOPEM  jest po prostu prześmieszny i bardzo pozytywny. Wydaje mi się, że jeśli ktoś raz natrafi na taką nazwę, zobaczy słodkiego szopa w miniaturce, to nie będzie mógł zapomnieć o tym sklepie. Dobrze, ale co jest w środku?

W sklepie możemy zakupić wszystkie dotychczas wydane Moondrive boxy (cena: 59 zł) oraz różne gadżety związane z wydawnictwem (m.in. koszulki, torby oraz zakładkę magnetyczną z szopem). Oczywiście, są też i książki. Książki, które wyczerpały swój nakład i można je kupić tylko w tym miejscu. Zaskakująco, ceny są naprawdę przystępne (seria Pretty Little Liars ma obniżkę o ponad 10 zł, podobnie jak inne tytuły). Jest też i seria Starbound. Można zakupić razem tom drugi i trzeci w cenie 59 zł oraz wszystkie trzy tomy w cenie (!) 69 zł. Czy to jest naprawdę tak dużo? Nie wiem, jakie ceny miała ta seria wcześniej, ale uważam, że nie są złe.

Nawet jeśli byłyby w cenie okładkowej, co to z tego? Czy ktokolwiek z oburzających się czytelników nie zastanowił się, dlaczego podstąpiono w ten sposób? Dla mnie oczywistym jest fakt, że wydawnictwo nie zrobiło tego, aby utrudnić życie czytelnikom. Zwłaszcza że jest raczej znane z uprzejmości swoich pracowników, wielu konkursów (na fanpage'ach, czy innych stronach). Powodów można wypisać wiele: słaba sprzedaż pierwszego tomu, zwyczajne wybadanie gruntów (czy coś takiego się sprawdzi?). Czy niektóre osoby nie widzą, że możliwość przeczytania ulubionej serii do końca to coś wyjątkowego? Jak było przecież z serią Marie Rutkoski. Wydawnictwo Feeria Young postanowiło nie wydawać trzeciej części ze względu na małą sprzedaż. Ile wydawnictw robiło tak wcześniej i pozostawiało serie niedokończone... Moondrive rozwiązało ten problem z inny sposób –  tak, aby i oni, i fani byli zadowoleni. Przecież te książki nie są niczym kosmetyki Kyle Jenner, które wyprzedają się w dosłownie kilka minut, a nawet sekund po wprowadzeniu do sprzedaży. Zresztą, Moondrive odpowiada swoim czytelnikom w ten sposób:

Moondrive Shop powstał z myślą o Was - fanach marki i serii książek wydawanych przez nas. Nikt nie lubi zostać z niedokończoną serią, prawda? My też nie lubimy zostawiać tak czytelników. To Wasze prawo, żeby po zakupie pierwszego tomu mieć możliwość dokończenia historii, a nie zostać porzuconym. Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że nie każda książka ma szansę zostać wydana dla tradycyjnych księgarni ze względu na nakład. Zamiast porzucać książki, postanowiliśmy je sprzedawać u siebie. Wtedy Wy będziecie mogli dokończyć historie, które pokochaliście, a dla nas będzie to ciągle opłacalne.
Czyli, tak jak przypuszczałam, sklep jest jednocześnie testem, zarobkiem, ale przede wszystkim ukłonem w stronę czytelnika, który nie zostaje olany w momencie, kiedy seria się nie sprzeda. 

Kolejną kwestię, którą już poruszałam, to cena. Jedna z użytkowniczek Facebooka, skomentowała post Moondrive w ten sposób:

To właśnie o cenę mi chodzi :D nie chce wyjść na "polaczka cebulaczka co mu zawsze coś nie pasuje", ale wiele Waszych książek kupiłam np. na stronie znak.com.pl w o wieele mniejszych cenach. Widziałam w zakładce promocje na stronie "szopu", "Chłopaka, który stracił głowę" w cenie 29,9. Cóż, ja go kupiłam za 8,9 - stąd mój sprzeciw. Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby książki kupować tylko za max 10 zł, zdaję sobie sprawę, że to o wiele droższa impreza. Aczkolwiek moje maksimum wynosi 25 zl na książkę - i to grubą.

Uwielbiam kupować tanio książki. Od ponad pięciu lat nie kupiłam żadnej książki w cenie okładkowej. Udało mi się nawet zakupić egzemplarze  po 10, 15 i 20 zł. Jednak każdy czytelnik wie, jakie są okładkowe ceny książek. Jest świadom, że te wszystkie ceny promocyjne (zwłaszcza w księgarniach internetowych) są obniżkami! Skoro ktoś nastawia się na to, że więcej niż 25 zł za książkę nie da... no cóż, to jest jego miara. A przecież ceny książek nie są żadną tajemnicą i chyba każdy o tym wie. Moondrive odpisało na komentarz dziewczyny w ten sposób:

[imię użytkowniczki] ten punkt widzenia Szop też rozumie i jak najbardziej akceptuje. Zauważ jednak, że sporo pozycji możesz teraz kupić u nas poniżej (czasem znacznie poniżej) ceny pierwotnej - a nie ograniczyliśmy się do wyboru książek kilkuletnich. Dzisiaj mamy takie promocje, jutro mogą być inne. Pozostaje śledzenie Moondrive Shopu tak samo, jak to się robi z innymi księgarniami internetowymi :)

Właśnie. Ceny nie są wysokie. Są zwyczajne, a nawet ze sporymi obniżkami. Aktualnie tylko drugim tom Fobosa ma cenę okładkową, reszta książek oraz gadżetów są w cenach promocyjnych. Poza tym Moondrive Shop oferuje darmową dostawę kurierem. 

Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest żadna kryptoreklama, czy coś w tym stylu. Tym postem próbuję udowodnić jedną rzecz. Niektórzy zapominają, że wydawnictwo też musi zarabiać. To zespół kilku, kilkunastu ludzi, którzy tak samo, jak wszyscy wykonują swoją pracę i należy im się za to szacunek oraz odpowiednie wynagrodzenie. Skoro ktoś wychodzi z założenia, że nie da więcej ileś tam za jakiś tam produkt, to musi liczyć się z tym, że zwyczajnie go nie kupi. Nie powinien się złościć na producenta, który z danego produktu żyje. Mam wrażenie, że niektórzy nie są świadomi tego, jak działa świat oraz praca (bo w końcu to go nakręca). Czy czytelnik zdaje sobie sprawę, że w jednej książce znajdują się zarobki pisarza, wydawcy, tłumacza oraz kilku innych osób? Poza tym, skoro na co dzień płacisz za książkę około 22 złote, jaki masz problem w tym, żeby zapłacić za nią raz do roku kilkanaście złotych więcej? Uważasz, że książka nie jest dla Ciebie tyle warta?

Ja uważam, że jest. Z szacunku do wydawcy, pełna świadomości oraz wdzięczności, że mam okazję przeczytać kolejny tom serii, kupiłam książkę po okładkowej cenie. Zapłaciłam 15 złotych więcej niż zwykle. Nie kupujesz kilkadziesiąt książek w ciągu roku, a raczej jedną, dwie w ciągu miesiąca, rozumiem. Nie każdy ma sporo pieniędzy, nie każdy chce też wydawać je w ten sposób. Mimo wszystko nie uważasz, że te piętnaście złotych jest warte tej książki?

***
Zapraszam gorąco do dyskusji.

21 komentarzy:

  1. Ogólnie jak nie ma książki w księgarni, tylko to jest ich własna strona, to nie tracą pieniędzy, które biorą te pierwsze. Np. Empik bierze dla siebie zazwyczaj 50% ceny okładkowej! A tutaj dostają całość pieniążków, więc mają pole do manewrów cenowych. Mam wrażenie, że ten Fobos i tak potem będzie u nich taniej chodził, skoro wszystko inne jest w promocji, tylko poczekają, jak fani pierwszej części skuszą się na drugi tom.

    Wydawca ma jak najbardziej święte prawo do zarobku i ustalenia cen, ale ja nie zamierzam płacić cen okładkowych - nigdy, bo to mimo wszystko jest trochę sztuczne nabicie cen za książkę, by można było ją potem taniej sprzedać. A te 15 złotych, cóż, mam za to dobry obiad w garkuchni :D A jestem studentem, więc :D

    LeonZabookowiec.blogpsot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że w przypadku, kiedy jest to ich sklep to całą pulę zgarniają oni. O to chodzi. I dlatego nie kupiłabym książki w takiej cenie w Empiku. Bo wolę dać zarobić wydawnictwu :)

      Usuń
  2. Bezpośrednia sprzedaż książek przez wydawnictwa to dobry pomysł, dzięki temu mogą obniżyć trochę cenę i nadal mieć zyski. Ludzie zaczną kombinować, bo nie ma takiego prawa, którego nie dałoby się obejść. Myślę, że my, czytelnicy, nie będziemy tak bardzo poszkodowani, jak nam się teraz wydaje. Co nie zmienia faktu, że nowa ustawa o jednolitej cenie książek jest zupełnie bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze? Od wielu lat nie kupiłam książki po cenie okładkowej. 40 zł, a jest to przeciętna cena, to dla mnie za dużo. Ja daję za książkę góra 30 zł, chyba że trafią się takie perełki za 60 zł, które bardzo chcę, to jestem w stanie dać 50 zł. Nigdy nie przyklasnę temu pomysłowi z jednolitą ceną książki, bo według mnie chodzi w niej o coś więcej... ale o tym pisać nie chcę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam problemu z kupywaniem książek po cenie okładkowej co często robię np. w Empiku jak jakaś wpadnie mi w ręce i muszę ią mieć NATYCHMIAST, ale nie robiłam do tej pory tego zbyt często, ale od czasu do czasu :) powyższy sklep sprawdzę, świetny SZOP ;)
    Jeśli chodzi o ustawę - boję się jak cholera, że dadzą wysoką cenę okładkową i nie będzie mnie po prostu stać na kupowanie tylu książek jak dotychczas, ale jeśli stała cena nie będzie przekraczać 30 zł to myślę, że nie będzie tragedii. Zobaczymy. Szkoda mi tylko internetowych księgarni, no bo to one najwięcej stracą...

    OdpowiedzUsuń
  5. O sytuacji z serią Starbound dali mi znać ludzie na instagramie gdy zorganizowałam konkurs z drugim i trzecim tomem. Sporo osób pytało skąd mam te książki "bo nigdzie ich nie ma". Przyznaje, że byłam w lekkim szoku. :)
    Ale zgadzam się, że okładkową cenę wole zapłacić wydawnictwu niż księgarni. Chociaż zdecydowanie bardziej wole kupować książki po cenach niższych niż te okładkowe. :) Dlatego chyba jak wszyscy obawiam się tej nieszczęsnej ustawy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiadomo, że to dobre dla wydawnictwa, ale czy aby na pewno dla czytelnika? Ceny faktycznie jeszcze nie najgorsze, więc może jak będzie jakaś promocja to się skuszę na drugim tom Fobosa, natomiast nie do końca podoba mi się polityka - promowanie pierwszych tomów na maxa, które są dostępne w księgarni, a potem okazuje się, że kolejne tomy można dostać tylko w jednym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź nasuwa się sama: sprzedaż okazała się kiepska. Albo wydawnictwo chce zarobić. Tylko ja napisałam, ze nie mam z tym problemu. Wolisz zapłacić parę złotych więcej, czy w ogóle nie czytać kontynuacji?

      Usuń
  7. Jak najbardziej podpisuję się pod tym postem! Nie mam na szczęście ustalonej kwoty, którą wydaję na książki. Ostatnio wręcz zdarza mi się kupić pozycję za 40 zł. Dlaczego wydaję tyle pieniędzy na coś co za kila miesięcy będzie o polowe tańsze? Bo mogę, bo nie chce czekać nie wiadomo ile żeby coś przeczytać. Książka jest po prostu tego warta. Jeśli tym bardziej wydawnictwo idzie mi na rękę i wydaje lektury naprawdę pięknie (Neil Gaiman, Kerstin Gier itp) to nawet cieszę się, że może coś więcej na mnie zarobią. Pamiętajmy o tym, że nic nie jest za darmo. Większość z nas pewnie nie śpi na pieniądzach, ale warto docenić gest Moondrive, które robi wszystko by pójść na rękę czytelnikowi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy ma prawo ustalać cenę taką jaka mu się podoba, a klient może kupić, albo nie. Nikt go nie zmusza. Rozumiem, że wydawnictwo tym chwytem i umieszczaniem niektórych książek tylko na ich stronie chcę zarobić i nie mam nic przeciwko, ale ciekawa jestem czy to faktycznie działa. Ja jeszcze nigdy nie kupiłam książki w cenie okładkowej, bo wiadome jest, że te kwoty są sztucznie zawyżane.
    Chociaż bardzo pochwalam takie zakupy bezpośrednio od wydawnictwa, bo cały zarobek jest ich, a to zdecydowanie dobrze :)
    Dla mnie ta ustawa o jednolitej cenie to jest zmowa cenowa i tyle w temacie ;P Jeśli dojdzie do skutku, to jasne, ze nadal coś tam kupie, ale zdecydowanie w mniejszych ilościach (chociaż oczywiście wszystko zależny od tego czy ceny okładkowe spadną czy nie). Zaczną bardziej dominować u mnie ebooki, no i pozostaną częstsze wizyty w bibliotekach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka żyje na rynku określony czas. Po nim jej sprzedaż maleje. Wydawnictwa obniżają ceny by zachęcić czytelników do jej zakupu. To ich decyzja. Poza tym książka byłaby tańsza, gdyby na nią był mniejszy vat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Całkiem fajny ukłon w stronę czytelników, a pani od komentarza jednak wyszła na polaczka cebulaczka. Przeceny są z tego co widzę całkiem przyzwoite, jak na początek działalności, a cena okładkowa przy książce, która dopiero co wyszła jakoś nieszczególnie mnie dziwi. Zresztą Otwarte ma zawsze świetne pomysły na zareklamowanie swoich produktów :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Powiem szczerze, że o tej sprawie dowiedziałam się dopiero tutaj, u Ciebie. Wydaje mi się, że jest to jak najbardziej w porządku. Zgadzam się, wydawnictwo i cały zespół też musi zarabiać. Zwłaszcza, gdy pierwszy tom zbudził małe zainteresowanie, więc nie opłaca się wypuszczać pozostałych do zwykłych księgarń. To według mnie jest jak najbardziej w porządku.
    Niemniej ustawa o jednolitej cenie to według mnie troszkę jednak grubszy temat. Zwłaszcza, że ona bardzo mocno uderzy nie tylko w nasze portfele, ale też w księgarnie internetowe czy te stacjonarne, które nie należą do sieci a'la Empik. Ba, niektórzy mówią, że stracą nawet biblioteki, które obecnie są w stanie różnie negocjować ceny książek, a ustawa zamknie je w widełkach 80-100% ceny okładkowej. Do tego nie wierzę, że naprawdę ta ustawa miałaby w dalszej perspektywie obniżyć cenę danych pozycji, a jednak 40 zł czasem 50 zł za książkę to zbyt tanio nie jest...

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli książkę naprawdę, naprawdę mocno pragnę - i praktycznie nie jest dostępna nigdzie indziej, bo np. ma swoje lata i jej nakład się już wyczerpał - to jeśli osiągnę dany poziom desperacji, jestem w stanie kupić książkę po cenie okładkowej - nawet w empiku, a co mi tam! W końcu to tylko jednorazowa "impreza" - i odbiję sobie to potem, kupując 4 inne książki po mniej niż 10 zł.
    W sumie byłam jedną z tych osób, które na wieść o ruchu Moondrive było mocno rozczarowanym - zwłaszcza, że do końca liczyłam, że książki pojawią się przynajmniej na znaku. Ale w końcu odpuściłam - w sumie pierwszy tom aż tak mnie nie zachwycił, by osiągnąć poziom desperacji wymagany, by rzucić się na książki z tej serii jak Reksio na szynkę, a po drugie czekam cierpliwie, wydawnictwo w pewnym momencie obniży ich cenę i może okaże się dla mnie do przyjęcia. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja przede wszystkim doceniam to, że wydawnictwo znalazło sposób na to, aby nie zostawiać niedokończonych serii nawet jeśli nie najlepiej się sprzedają. Dzięki temu, że będą one dostępne tylko u nich mogą pozwolić sobie na mały nakład i tym samym nie tracić pieniędzy, bo książki nie będą zalegać latami w księgarniach stacjonarnych w całym kraju!

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja nie rozumiem tego całego hejtu na moondrive. Bo co? Bo chcą zarobić? TAM TEŻ PRACUJĄ LUDZIE, którzy tak jak my, chcieliby mieć co do garnka włożyć. Prawa autorskie, druk, okładka, tłumaczenie - to wszystko kosztuje, a wydawnictwo to nie instytucja charytatywna.

    Pomysł nie jest zły, zwłaszcza z tym, że mogą dokończyć serie, których wydanie np. w dużym nakładzie byłoby nieopłacalne. Fakt, trochę słabo zrobili z tą serią i "Fobosem", bo tak trochę głupio dopuszczać pierwszy, a potem nie dać szans na zakup kontynuacji w normalnej księgarni, ale mówi się trudno i żyje dalej. Ja na razie nie mam zamiaru kupować w ich sklepie, ale tylko dlatego, że nie mają jeszcze opcji płatności przy odbiorze. Jeśli kiedyś się pojawi, to dlaczego nie? Rozumiem, że drożej, ale przy obecnych szansach na nową ustawę, jeśli dojdzie ona do skutku, to wszędzie tak będzie i wtedy dopiero ludzie będą narzekać.

    Ja tam szanuję ich za to, że wyszli w ogóle z takim pomysłem, bo efekty mogą być całkiem dobre.

    Eh, mieszam się w wypowiedzi, choroba nie najlepiej wpływa na jej logikę, więc może w tym momencie ją zakończę i mam nadzieję, że da się zrozumieć o co mi chodziło...

    Pozdrawiam cieplutko ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrozumiałam jak najbardziej i się zgadzam :)!

      Usuń
  15. Wiadomo, że jak wydawca sprzedaje we własnym sklepie, to kasę ma od razu i nie musi w nieskończoność czekać na płatności od wielkich sieci - o czym na pewno każdy słyszał, jakie firmy i jak długo zalegają z płatnościami. Niby cwane, ale skoro i tak omijają dystrybutorów, to odrobina zniżki nikomu by nie zaszkodziła.

    OdpowiedzUsuń
  16. Weszłam na stronę ich sklepu i faktycznie wygląda całkiem fajnie. Książki i tak są o kilka złotych tańsze niż cena okładkowa, ogólnie porównywalna do innych księgarni internetowych. Ja raczej zakupów tam nie zrobię, jednak ze względu na to, że książki z ich oferty mnie nie interesują, bo to nie klimaty, w których gustuję.
    Jeśli zaś chodzi o ogólne ceny książek w Polsce, są one zdecydowanie za drogie. Zwłaszcza, że ich jakość nie zawsze jest taka jaka być powinna biorąc pod uwagę ceny. Poza tym wiadomo, że jeśli można kupić daną książkę gdzieś taniej, nikt nie będzie specjalnie przepłacał. Jednak osoby krzyczące wciąż o cenach w granicach 10 zł zapominają o tym, że to dotyczy głównie tych tytułów, które wcześniej się nie sprzedały i zalegają w magazynach, nie nowości.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Biblioteczka Dagmary

    OdpowiedzUsuń
  17. Kupiłam 2 i 3 tom Starbound ( jak i zamówiłam 2 tom Fobosa na który obecnie czekam), osoby które je kupiły widza jaka różnica jest w wydaniu 1 tomu a dwóch pozostałych. To nie jest widzimisię wydawnictwa, widać ze cieli koszty tam jak się dało przy wydaniu, jak wyjdą na 0 to będzie dobrze ale zrobili to DLA NAS!

    OdpowiedzUsuń
  18. Widać, że wydawnictwo działa na zasadzie wydawnictwo-czytelnik. Nie wrzuca swoich książek do jednego wora z tymi, które wydali inni.
    Nie mogę się zbytnio w tej kwestii wypowiedzieć, bo naprawdę, naprawdę rzadko kupuję powieści. Tych od Moondrive w ogóle, bo nie lubię książek, które wydają - przejechałam się już nie raz, na niejednej książce i serdecznie za takie pozycje podziękuję.
    Gdybym jednak lubiła ich książki, na pewno bym je kupiła i dałabym zarobić wydawnictwu. Bo szczerze, na książkach sprzedawanych po promocjach, traci zarówno wydawnictwo, jak i autor. Jesteśmy jednymi ,,jednostkami" - jeśli mogę to tak ująć - które zyskują. I nie mam nic przeciwko promocjom, po prostu czasem warto dać zarobić komuś innemu.

    Ściskam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.