Kiedy książka mocno Cię rozczaruje... (cykl #nagifach)

Bez względu na to, czy jesteś wymagający, czy też nie – w życiu każdego czytelnika pojawia się ona:  jakże zachwalana przez wszystkich książka. Osnuta dozą tajemniczości, ale przy akompaniamencie owacji na stojąco i głośnych okrzyków na jej cześć. Czytasz opis, myślisz – wow, to będzie coś niesamowitego. Ale nic takiego się nie dzieje. A że nie lubisz zostawiać spraw niedokończonych (lub jesteś recenzentem-masochistą), rwiesz sobie włosy z głowy aż do ostatniej strony. Jak wygląda w całości spotkanie z takim rozczarowaniem?

Kiedy JĄ dostrzegasz... 


...czytasz opis i czujesz podekscytowanie.


Jesteś przygotowany na niesamowitą przygodę...


...chociaż mimo wszystko jesteś trochę sceptyczny.


Czytasz pierwsze pięćdziesiąt stron...


...i po jakimś czasie pojawia się coś dziwnego...


Niestety, im dalej brniesz, tym więcej absurdów...

 

...ale mimo to czytasz uparcie... 
 

...tylko się denerwując.

 
Ciągle zastanawiasz się, jak autor mógł zepsuć tak dobry pomysł!


W końcu dochodzisz do ostatnich stron z jakże "niesamowitym" plot twistem...



Jedyne o czym marzysz to zapomnieć o tej przygodzie...


...i przemilczeć ciągle widziane pozytywne recenzje tego "arcydzieła".


***
Jak często rozczarowuje Was książka? Przyznaję, że trudno mnie zadowolić...

Poprzednie z cyklu #nagfiach:
Kiedy zakoćzenie książki Cię zniszczy 

16 komentarzy:

  1. Ostatnio mam tak coraz częściej. Póki co najbardziej przejechałam się na wychwalanych Manwhore i Fangirl.... Tyle, że przy Manwhore miałam jeszcze ochotę potargać tę książkę jak czytałam o tej żałosnej kreaturze Rachel... Ughhh.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahaha, uwielbiam to 😄😄
    Przez podobny, hm, cykl przechodziłam podczas czytania np. "Bez słów". Co to było, o rany, istna męka.
    Pozdrawiam,
    Recenzent-masochista :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam dokładnie to samo z Bez słów :D!

      Usuń
  3. Ja niestety właśnie jestem w trakcie czytania takiej rozczarowującej książki :( Tyle zachwytów, a ja nie mogę przez nią przebrnąć. Super pomysł z tymi gif'ami, a ich dobór bezbłędny. Jakbym widziała siebie!
    Pozdrawiam
    www.The-only-thing-i-love-are-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, świetnie dobrany gify do podpisów! :D
    Myślę, że idealnie odzwierciedlają myśli i zachowanie większości czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooooo, kolejny post z gifami. Podoba mi się. Bardzo znajomo wyglada... znowu :p
    Właśnie tak miałam z Prawem Mojżesza :)
    Pozdrawiam, pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Rewelacyjny wpis - i jakże prawdziwe zdania. Ostatnio dość często rozczarowują mnie powieści, które przez innych są zachwalane. Coraz bardziej boję się sięgać po takie książki. Chyba mam jakiś dziwny gust :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiałam się przeglądając tego posta. Jakbym widziała siebie podczas lektury "Króla kruków". Po tonach pozytywnych recenzji spodziewałam się czegoś genialnego, co zajmie szczególne miejsce w moim serduchu... a cóż, coś chyba nie pykło :P
    Pozdrawiam cieplutko ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha, dość często tak mam. Słynne Eleonora&Park, wychwalany Piękny drań, zachwalane Collide, takie ponoć świetne Raze... Wszystko od Greena... To naprawdę straszne, jak naczytam się dobrych opinii, a potem czytam coś, co w żaden sposób nie przypomina tego, co wszyscy chwalą. Wtedy pojawia się to odwieczne pytanie: Czy ja aby na pewno czytam tę samą książkę, którą wszyscy tak zachwalają?. XD

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny post! Szczególnie gify z Alanem Rickmanem są najbardziej wymowne (aż mi tęskno za tym aktorem :c). To fakt, też mi się zdarza co jakiś czas, że trafiam na książkę, której opis, zapowiedzi czy opinie dosłownie zwalają z nóg, a jak przyjdzie co do czego... Czuję się, jakby mnie ktoś zwyczajnie oszukał. Niby staram się podchodzić do każdego tytułu z rezerwą i czystą kartą, to jednak nie sposób mieć jakieś oczekiwania :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. To mniej więcej tak wygląda ten proces w moim przypadku :D. I jedyne, co zawsze mnie zastanawia, to czy mam skłonności masochistyczne - bo nawet jak jest przerażająco okropnie to i tak w to brnę, aż w końcu mam ochotę rzucić książką (czytnikiem) przez pokój ;). Jak często? Częściej niż bym chciała, ale nie ma tragedii, bo mam sporo powieści, których a) wady zauważam dopiero, jak się zabiorę za recenzję, b) wartość traci wprost proporcjonalnie do czasu od przeczytania :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj u mnie też zdarzają się takie chwile, dlatego ostatnimi czasy nie sięgam po książki, które przez wszystkich są zachwalane! Ja jednak nie przechodzę przez całą książkę! Wolę odstawić złą lekturę na bok i sięgnąć po coś nowego, by nie psuć sobie nerwów! :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2017/02/dziewczyna-z-dzielnicy-cudow.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam tak z November 9 Colleen Hoover :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam ten cykl! Ubaw na całego, w szczególności, jeśli pomyśli się o książkach, które rzeczywiście były rozczarowujące. W moim przypadku zaliczyłabym do tego niechlubnego grona "Zostań, jeśli kochasz", "Black Ice", "After" i kilka innych tytułów. Ale po co psuć sobie dzień wspominaniem o takich lekturach? ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam Cię! Uwielbiam! Czekam na kolejne posty z tego cyklu - są po prostu nieziemskie i doładowują mnie na cały dzień. :D
    Co do rozczarowań... Miałam tak z ,,Niezgodną" (Ugh, nawet ciężko wypowiedzieć mi tytuł tej ,,książki") i serią ,,Łza" Lauren Kate. Te książki mnie porządnie dobiły.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.