„Frankenstein” Mary Shelley

Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów. Pewnego dnia do jego statku dociera na saniach wycieńczony rozbitek: szwajcarski przyrodnik Wiktor Frankenstein. Gdy odzyskuje siły, rozpoczyna niesamowitą opowieść o najwspanialszym i najstraszniejszym dziele swego życia: ulepionej w laboratorium ludzkiej istocie, która obróciła się przeciwko niemu… 
(źródło: vesper.pl) 

Moja przygoda z czytaniem zaczęła się właśnie od horrorów. Z czasem zaczęłam wyrabiać sobie gust i chociaż już dawno nie czytałam książki w tym gatunku, to nadal filmy w tym typie. Z tego powodu sięgnęłam z wielką chęcią po historię, która była początkiem gatunku grozy oraz science-fiction.

Aby zbadać skąd bierze się życie, należy wpierw zająć się śmiercią.

Wydaje mi się, że każdy zna postać potwora Frankensteina, prawda? Zniekształcona twarz, nadludzka siła, ogromna postura i złowrogie, niezrozumiałe odgłosy. Chyba większość z nas ma właśnie takie wyobrażenie o bezimiennym tworze. Frankestein rzuca zupełnie inne, choć w końcu oryginalne, światło na obraz nie tylko potwora, ale też okoliczności jego stworzenia. Zaskakujące jest to, jak oryginał niektórych powieści okazuje się zupełnie różny od tego, jakiego go znamy. A dzieje się to za sprawą różnych adaptacji – każda nasuwa nam wyobrażenie o danej postaci, czy też samym wydarzeniu. Niezwykle ciekawym było poznawać tę historię od podszewki.

Klimat powieści jest nieopisany. Świat Wiktora Frankensteina jest pełen mroku, kłamstw oraz niewyobrażalnego cierpienia. Autorka umieszcza głównego bohatera w najprzeróżniejszych miejscach. Ich różnorodność niezwykle zaskakuje – mroźny, podróżujący statek, mała chatka na odludziu, rodzinny dom głównego bohatera oraz mroczne jaskinie. Mary Shelley zabiera nas m.in. do Genewy, Niemiec, a nawet Szwajcarii. Każda z tych przestrzeni jest inna i w różny sposób współgra z atmosferą danego wydarzenia.

Doprawdy cierpienie potrafi stępić w człowieku nawet najpierwotniejsze odczucia.

Zdaję sobie sprawę, że sięgając po książkę, która zapoczątkowała gatunek grozy, ludzie oczekują czegoś krwistego, mrocznego i strasznego. Jednak Frankenstein jest bardziej dramatem psychologicznym niż horrorem. Powieść jest obfita w liczne dygresje, rozważania oraz przede wszystkim opowieści. Miłośnicy dreszczyku z całą pewnością poczują się zawiedzeni. I na pewno znajdą się tacy, których ta historia będzie nużyć. Mnie losy potwora absolutnie fascynowały. Język powieści różni się od tego, jakim aktualnie się posługujemy, a mimo to uwodził mnie i nie pozwalał zapomnieć o sobie, nawet kiedy odkładałam książkę na półkę. Z chęcią przeczytałabym tę książkę ponownie. Wiem jednak, że wielu osobom nie spodobają się ciągłe refleksje i przydługie opisy.

Mary Shelley stworzyła najbardziej irytującą literacką postać. Wiem, brzmi odważnie. Jednak żaden bohater nie przyprawił mnie o takie zdenerwowanie jak Wiktor Frankenstein! Jeśli jakikolwiek czytelnik miał odrobinę sympatii do tej postaci na początku jego historii, to traci ją w chwili stworzenia przez niego potwora. Ten mężczyzna chociaż przez moment nie próbuje wziąć odpowiedzialności za to, co stworzył! Jest egoistyczny, nierozsądny, a jego wywody momentami wywołują bóle głowy. Wielokrotnie miałam ochotę wykrzyczeć Weź się w garść! Tylko że bez tak słabego charakteru nie byłoby całej tej historii, prawda? Co więcej, Wiktor okazuje się zaskakująco dobrym narratorem. Czytanie o wszystkim, tylko nie o jego osądach, było samą przyjemnością.

Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym niezaślepionego intelektu.

Jeśli Frankenstein nie jest krwistym horrorem, to czym tak naprawdę jest? Historią bez dwóch zdań przerażającą, ale w zupełnie inny. Nie zamierzam zdradzać szczegółów kreacji potwora Frankesteina, ale jak wspomniałam – zupełnie różni się od naszego, współczesnego wyobrażenia. Zabrzmieć to może zbyt kontrowersyjnie, jednak właśnie to monstrum wzbudziło we mnie więcej sympatii niż jego twórca. Powieść ta wybiega poza prawa wszystkich znanych nam nauk. W momencie publikacji ta historia z całą pewnością wywołała spory szum. Jednak nawet po dwustu latach uważana jest za ważne dzieło. Nie bez powodu. Dlaczego wywołuje takie emocje? O tym przekonajcie się już sami.

Nie mogę nie napisać kilku słów o wydaniu tejże książki. Po raz pierwszy możemy przeczytać tę powieść wydaną bez zmian wprowadzonych przez autorkę. Co więcej, to wydanie wzbogacone jest o kilka dodatkowych rozdziałów. Jeden z nich to posłowie samej autorki, która pisze o okolicznościach powstania książki. Być może wiele czytelników nawet nie zagląda na ostatnie strony, ale ja uwielbiam dowiadywać się czegoś o samych autorach oraz ich tworach. W ostatnich rozdziałach możemy znaleźć również kilka nowel różnych pisarzy – powstały one na skutek wydarzenia, które było motywem do napisania Frankensteina. Na sam koniec... ta książka to absolutnie najładniejsza powieść na mojej półce! Twarda oprawa, przepiękne ilustracje utalentowanego Lynda Warda.... Jestem po prostu zakochana.

Jak śmiesz tak igrać z życiem?

Frankenstein to przerażająca powieść o zabawie w Boga. O najskrytszych pragnieniach człowieka oraz konsekwencjach, jakie to ze sobą niesie. Mary Shelley stworzyła coś naprawdę wyjątkowego. Nie należy jednak oczekiwać po tej książki niesamowitych zwrotów akcji oraz krwawych szczegółów. Historia ta jest raczej miarowa, ale przy tym uniwersalna. Świat stworzony przez autorkę absolutnie mnie zauroczył i chętnie wybrałabym się do niego ponownie. Jedynym minusem jest Wiktor Frankenestien, który świetnie spełnia się w roli narratora, ale w roli człowieka... średnio. Jednak bez jego denerwującego zachowania ta historia nie robiłaby tak dużego wrażenia. Absolutnie polecam (zwłaszcza w tym bogatym wydaniu!), ale nie każdemu. Bo nie każdy zdaje sobie sprawę, że istnieją bardziej przerażające rzeczy od zwykłych morderstw.

9/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Vesper

https://vesper.pl/

6 komentarzy:

  1. Ta okładka jest.. przerażająca i delikatnie ochydna... Gdyby nie dość znany tytuł to bym raczej ominęła tę powieść, ale okładka wzrok przyciągam co trzeba przyznać ... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ją w wakacje i jestem równie mocno zauroczona. Na pewno niebawem opublikuję swoją recenzje, bo jeszcze nie udało mi się tego zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, recenzja Frankensteina -czekałam na nią :)
    Myślę, że przeczytam w takim razie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, a u mnie w wyzwaniu Klasyka Horroru 2 teraz będzie właśnie czas na Frankensteina :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Okładka mnie przeraża. :o W sumie nigdy nie zagłębiałam się w historię Frankensteina, nigdy nie czułam takiej potrzeby. Ale być może, jak już skończy mi się okres czytania tylko lekkich rzeczy, to postaram się o własny egzemplarz i przeczytam. :D

    Pozdrawiam,
    Koneko z Recenzje Koneko

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak głośno zawsze o tej książce, a jak przyjdzie co do czego, zapominam o niej. Mam nadzieję, że przy okazji kolejnej wizyty w bibliotece sobie o tej książce nie zapomnę. :) A co do posłowia, ostatnich stron - też lubię czytać i dowiadywać się czegoś więcej o autorce czy samej książce :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.