„Księga wyzwań Dasha i Lily” Rachel Cohn, David Levithan

„W środku znajdziesz wskazówki. Jeśli chcesz je poznać, przewróć stronę. Jeśli nie – proszę, odłóż notatnik na półkę”. Zainspirowana przez szczęśliwie zakochanego brata, szesnastoletnia Lily zostawia czerwony notatnik pełen wyzwań na ulubionej półce w swojej ulubionej księgarni. Notes czeka na odpowiedniego chłopaka, który odważy się podjąć grę. Ciekawski, ironiczny, lekko cyniczny Dash nie boi się zagadek  Księga Wyzwań staje się dla niego odskocznią od codzienności, której nieświadomie szukał.

Dash i Lily urządzają podchody na wielką skalę - szukają notesu (i siebie) po całym Manhattanie. Podczas gry zaczyna rodzić się uczucie. Tylko czy na żywo zrobią na sobie równie dobre wrażenie, co na papierze? To może okazać się największym wyzwaniem...

(żródło: lubimyczytac.pl)

Ten tytuł miał wszystkie te elementy, których w książkach nie toleruję  nastoletnich bohaterów, gatunek (też docelowych odbiorców – młodzież) i niezbyt odkrywczą fabułę; wydawałoby się, że Księga wzywań Dasha i Lily jest stworzona po to, aby mi się nie podobać. Mimo wszystko ciągnęło mnie do niej niesamowicie! Być może to za sprawą przepięknej okładki? Nie wiem, ale się stało. Kupiłam, przeczytałam... i czy żałuję?
Dlaczego tak łatwo rozmawia się z nieznajomymi?

Pierwszy rozdział zatytułowany imieniem jednego z głównych bohaterów zwiastuje, że narracja będzie raz z perspektywy Dasha, a raz Lily. Czytając posłowie dowiedziałam się, że każdy z autorów pisał całkowicie osobno całą historię; David Levithan Dasha, a Rachel Cohn Lily. Co więcej, autorzy nie uzgodnili między sobą, w jaką stronę pójdzie historia. To udawania obecność swego rodzaju nieprawdopodobieństwa, jeśli chodzi o niektóre wydarzenia. Nie miało to jednak dla mnie żadnego znaczenia; ta historia nie ma uderzać autentycznością (chociaż wcale jej nie brak), czy też powagą. Efekty współpracy tych dwóch autorów są całkiem niezłe. Fabuła jest momentami przewidywalna, ale obfita w inne elementy, które sprawiają, że jest wyjątkowa: urok, świetny humor oraz magię.

To, co najbardziej pochłaniało mnie podczas czytania to postać Dasha. David Lavithan stworzył skrzyżowanie Leonarda z Wybacz mi, Leonardzie i Ariego z Innych zasad lata. Dash to trochę introwertyczny chłopak, ale o ciekawym usposobieniu i dojrzały jak na swój siedemnastoletni wiek. Byłam pozytywnie zaskoczona przede wszystkim humorem, który towarzyszył mi głównie w rozdziałach, które opowiadał chłopak. Rzadko zdarza się, że natrafię na książkę, która potrafi mnie rozbawić, a tutaj autor się spisał. Poza tym czuję się zobowiązana przeczytać inne książki pana Levithana. Liczę, że w innych również tak czaruje stylem. Cała reszta postaci, częste monologi wewnętrzne Dasha, jego intrygujący, czasami trudny do zrozumienia sposób postrzegania świata – to wszystko sprawiało, że chciałam więcej i więcej.

Niestety, powieść ma jeden ogromny minus – jest nim sama Lily. Jeśli autorzy niczego ze sobą nie uzgadniali, zakładam, że wina leży tylko i wyłącznie po stronie Rachel Cohn. O ile Davidowi udało się wykreować fascynującego bohatera, autorka poległa na całej linii. Jaka jest Lily? Kapryśna, wyjątkowo infantylna, zachowaniem przypominająca raczej płaczliwą ośmiolatkę niż szesnastolatkę. Ja nie lubię takich bohaterów. Młoda jeszcze jestem, ale dużą męczarnię sprawiało mi czytanie o wywodach Lily, które wydawały się opowiadane z perspektywy przedszkolaka. Dash ma o wiele więcej doświadczenia, jeśli chodzi o problemy rodzinne, ale to nie usprawiedliwia dziecinnego zachowania dziewczyny. Nie lubiłam o niej czytać i musiałam robić sobie przerwy. W głębi duszy marzyłam o tym, żeby Dash jednak wybrał sobie kogoś innego...

Podejmując ryzyko, tak naprawdę już wygrywasz.

Księga wyzwań Dasha i Lily nie okazała się tak kiepska, jak mogłabym przypuszczać i jak zapowiadało mi kilka osób. Spodobała mi się jej magia (nie tylko Świąt, ale i uczuć!), urok oraz wielowarstwowość. O dziwo nie jest to kolejna głupiutka powiastka dla nastolatków. Ma w sobie wiele wartości i wcale nie trzeba szukać ich daleko. Największym plusem jest sarkastyczny i intrygujący Dash, który swoimi wypowiedziami niejednokrotnie mnie rozbawił. Natomiast największym minusem jest rozkapryszona, dziecinna Lily. David Levithan stworzył kogoś wyjątkowego, a Rache Cohn wyjątkowo irytującego... Mimo wszystko razem tworzyli coś ciekawego, a wywołujące uśmiech na ustach dało mi niedosyt. Cieszę się, że jest druga część, bo chętnie po nią sięgnę. Poleciłabym młodszym czytelnikom i osobom, które szukają czegoś luźniejszego na dwa zimowe wieczory. Szkoda tylko, że David Levithan nie napisał i postaci Lily...

6/10

12 komentarzy:

  1. Nie kojarzę Cohn, ale twórczość Levithana zdążyłam już poznać, więc wierzę, że to całkiem niezła pozycja. Na nic wybitnego nie liczę, zwłaszcza po Twojej recenzji, ale w przyszłe święta w końcu dam jej szansę, bo w te mi nie wyszło. ;)

    /recenzje-koneko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem przekonana do tej pozycji w stu procentach, ale jeszcze się zastanowię ☺
    Szczęśliwego Nowego Roku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jedyną książką Levithana, jaką przeczytałam, był "Will Grayson, Will Grayson", napisany razem z Greenem. Tutaj także autorzy się podzielili i każdy pisał osobnego Willa. Część Levithana była dobra, a nawet świetna w porównaniu z tym, co wymyślił Green, chociaż i tak książka jest słaba :/.
    Z chęcią przeczytam coś jeszcze tego autora, ale zrezygnuje z duetów, bo najwyraźniej drugi autor zawsze słabo przy nim wypada :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam ją w zeszłym roku i owszem była przyjemna i idealna na święta jednak nie wywarła na mnie dużego wrażenia :) mimo to miło ją wspominam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla samego Davida Levithana sięgnęłabym po tę książkę! Jak dotąd miałam do czynienia z tym autorem tylko w przypadku duetu z Johnem Greenem, czyli "Will Grayson, Will Grayson". Tam też każdy z panów koncentrował się na swoich rozdziałach (chociaż z tego co wiem, w tym wypadku konsultowali się co do całej fabuły). Levithan urzekł mnie swoim lekkim stylem i genialnym humorem, więc nie jestem zaskoczona, że i w tej książce te elementy się znalazły :D Okładka śliczna, zresztą cała otoczka tej powieści mnie pociąga, więc muszę koniecznie przeczytać :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam jej obecnie w planach, ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem w trakcie czytania tego tytułu i do tej pory nawet miło mi się go odbiera. Zobaczymy jak będzie dalej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam ją w grudniu - z racji braku czasu na cokolwiek ambitniejszego, no i że tematyka świąteczna. Też strasznie wkurzała mnie Lily - jej rozdziały byłby dziecinne napisane. Z tych dwojga bohaterów, Dash wypada dużo lepiej. Denerwowała mnie trochę ta polityczna poprawność (wystarczyło, że rodzina LiLy wyglądała jak typowo imigrancka włoska familia, po co dokładać do tego 2 pary gejów, przyjaciela z zaburzeniami intelektualno-psychicznymi?) - brakowało jedynie afroamerykana do kompletu. ;/ Coraz mniej trawię młodzieżowe obyczajówki, zwłaszcza te, których głównym motywem jest romans. Podobało mi się jednak to, jak autorzy przeprowadzili po świątecznych atrakcjach - dekoracje domów, tłok w centrach handlowych, świąteczne filmy, ciasteczka. :) To raczej miła, ale niezbyt emocjonująca lektura.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się, chociaż nie myślałam o tych wszystkich gejach itp. w ten sposób. Jeśli chodzi o tego typu książki spotkałam się z większymi schematami. Ja też nie lubię już takowych czytać, dlatego rzadko się to zdarza. Aczkolwiek od czasu do czasu dzieje się perełka w tym gatunku i dla mnie było to Oddam ci słońce :)

      Usuń
  9. Zachęca mnie tylko okładka... ale chce przeczytać tę książkę, mimo kapryśniej bohaterki. Ciągle pozostaje Dash :)
    MÓJ BLOG - zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  10. Raczej nie jest to książka dla mnie. Nic w niej mnie nie przekonuje do siebie... :/

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.