Kilka słów o najcięższych grzechach pisarzy...

Uwielbiam książki. To dlatego jesteśmy tutaj i Ty, czytelniku, i Wy blogerzy, i ja. Niestety jestem bardzo wymagająca. I chociaż zdarza mi się mocno polubić powieść, która zazwyczaj zbiera negatywne recenzje, częściej zdarza się zupełnie odwrotnie. Jestem tą złą, ponieważ nie podoba mi się to i to. Ktoś może powiedzieć, że doszukuję się dziury w całym. Ja tak tego nie widzę – po prostu tak czuję. Z tego powodu postanowiłam sobie ponarzekać i powiedzieć o najcięższych grzechach popełnianych nieustannie przez pisarzy. Oczywiście według mnie. Chętnie poznam Wasze typy.

Brak oryginalności


Chyba mój największy zarzut. Kiedy sięgam po książkę, zawsze oczekuję od niej oryginalności. Jakiegoś nowatorskiego pomysłu, który sam w sobie jest dobry, że obroni się nawet przy innych słabych punktach. Na myśl od razu przychodzą mi takie tytuły jak Oddam ci słońce, Chcę cię usłyszeć, Pandora czy Fobos. Każda z tych powieści należy do zupełnie innego gatunku. I chociaż nie wszystkie były bez wad (jak na przykład Fobos), oryginalna oraz ciekawie i zaskakująco rozwijające się wątki były głównym ich atutem. Nie lubię czytać kolejnej takiej samej książki o cichej myszce oraz bad boyu, który widzi w niej cały świat. O dziewczynie, która walczy z władzą. O nudnej jak flaki z olejem rodzinie lub o bohaterach, których można scharakteryzować jedną cechą. Powieść, czy to pod względem fabularnym, stylistycznym, czy zupełnie innym – ma być oryginalna i jedyna w swoim rodzaju.

Przewidywalność


Problem bardzo pokrewny z oryginalnością, chociaż inny. Ja osobiście nie znoszę nudy w książkach. Wiem, że niektórzy czytają je po to, aby odetchnąć po ciężkim dniu, zrelaksować się. Ja jednak pragnę otrzymać coś niesamowitego, nowego i po prostu wow. Niestety w przypadku niektórych książek brak jakiejkolwiek inwencji twórczej, a wydarzenia dzieją się ot, tak po prostu. Lubię, kiedy fabuła zmierza w niespodziewane miejsca, jej tajemnice nie są odkrywane na pierwszych stronach kartki. A zakończenie wbija w fotel. Nie lubię się nudzić, czytając i już z góry wiedząc, co będzie działo się dalej. Wydaje mi się, że też dlatego to własnie kryminały należą do najchętniej przeze mnie czytanych. Co nie zmienia faktu, że i w literaturze obyczajowej lub młodzieżowej spotykałam się z niezwykle nieprzewidywalnymi zwrotami akcji.

Plagiat (aka. brak pomysłu)


Niektórzy w przypadku braku własnego pomysłu, czyli wspomnianej oryginalności wybierają... plagiat. I to być może nie tak dosłowny, ale jednak. Wezmę sobie jeden motyw z tej książki, drugi z tej, trzeci z filmu... i książka gotowa! Idealnymi przykładami takiego postępowania są Promyczek oraz Kochając pana Danielsa, przy czym w tej drugiej książce pojawiają się motywy żywcem wyjęte z innych książek. W przypadku Promyczka... no cóż, wiele osób ją uwielbia, ale dla mnie był to zlepek kilku dość znanych wątków i zrobienie z tego całości. Wydaje się to być trudne – napisać coś pomysłowego, kiedy istnieje tak dużo książek! A jednak niektórym się to udaje i to nawet bardzo dobrze.

Płascy bohaterowie


Bohaterowie. To oni napędzają powieść, to o nich powinien czytelnik chcieć czytać. Niestety, zauważyłam, że wykreować ciekawą i skomplikowaną postać jest niezwykle trudno. Zamiast tego są bohaterowie płascy, banalni, a ich zachowania strasznie tendencyjne i przewidywalne. Cicha myszka, jej popularna cytata przyjaciółka, były detektyw pijak... O takich bohaterach nie chcę czytać. Chcę poznawać postaci interesujące, niejednoznaczne i tajemnicze. W pierwszej chwili przychodzi mi do głowy Dante z Innych zasad lata. Tak powinno się pisać fikcyjną postać. Niestety dobra charakterystyka bohaterów to, jak widać, dość trudna sztuka. A jednocześnie tak łatwa – wystarczyłoby nie powielać schematów. Pod tym względem podobają mi się książki Charlotte Link. Nawet jeśli intryga nie zaskakuje, to postaci stoją na czele całej historii.

*

Oczywiście książka książce nierówna. Sami wiecie pewnie po sobie, że czasem bardzo przewidywalna historia może zachwycić (na moim przykładzie – Ugly love), a w zależności od nastroju, czy też losowego dnia, spodoba nam się taka a nie inna książka. Tak czy inaczej – książki powinny mieć to coś. Czy to ciekawa i zaskakująca fabuła, interesujący bohaterowie, dobry i przemyślany pomysł. Wydaje mi się jednak, że każda powieść powinna stać jak najdalej od wyżej wymienionych przeze mnie elementów.

***

A jakich Wy grzechów lub błędów nie jesteście w stanie wybaczyć autorom? Co Was najbardziej rozczarowuje?

19 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą całkowicie! Przewidywalność to chyba najgorsze co może być w książce. Jeśli chodzi o ''Ugly Love'' to trochę się zawiodłam, a ''Fobosa'' miałam w planach, ale sobie jednak odpuszczę.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą w 100% :D Nie ma chyba większych grzechów, które autor może popełnić.

    OdpowiedzUsuń
  3. A propos tematu, ale w zupełnie innej kategorii to świetnym przykładem byłoby anime Guilty Crown, ponieważ fabuła jest wręcz plagiatem innych, a w szczególności Neon Genesis Evangelion, ale ja i tak je uwielbiam! A z kolei inne anime, które według mnie mają fajny pomysł i oryginalnych bohaterów po kilku odcinkach niezbyt przypadają mi do gustu. Wszystko zależy chyba od sytuacji i tego, czego oczekujemy od historii. Raz będziemy pluć jadem, bo coś jest takie, jak być nie powinno, a innym przymknięmy oko, bo akurat na taką historię mamy ochotę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Jednak książkoholik to czasem taka typowa baba :D

      Usuń
  4. Zwracam uwagę na to samo, jednak z tych wszystkich zarzutów najbardziej denerwują i odrzucają mnie płascy bohaterowie. Nie cierpię też czytać książek, w których zupełnie pominięci są bohaterowie drugoplanowi.
    Pozdrawiam
    The-only-thing-i-love-are-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie zgadzam się co do Promyczka! Chyba nie byłam przygotowana na to, co dostałam. Ze strony na stronę przeżywałam coraz większe zaskoczenie. Ale tak jak mówisz wszystko zależy od nastroju i czytelnika.
    Dodałabym jeszcze do twojego spisu używanie przez autorów nadmiernej ilości frazeologizmów.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z każdym Twoim słowem! Dla mnie najgorsze co może być to plagiat i przewidywalność po prostu coś okropnego...
    Pozdrawiam!
    chocabooks :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się ze wszystkim. A post jest świetny, te gify cudownym dodatkiem XD

    OdpowiedzUsuń
  8. O tak, Ugly love potrafi zachwycić. A płascy bohaterowie to coś, czego nie cierpię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio najbardziej denerwuje mnie brak oryginalności i związana z tym przewidywalność. Od bardzo dawna nie mogę znaleźć pozycji, która od połowy mnie nie męczy. Na siłę czytam zakończenia, które znam, nie czerpię już takiej przyjemności z czytania, po prostu...nie zaskakuje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie z kolei mierzi brak humoru. Bo nieważne jest, jaki to gatunek, ale humor zawsze się przyda i zawsze pasuje. W innych dziełach powinien być dawkowany bardziej skąpo, ale powinien być. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fobos broni się intrygującym, niespodziewanym pomysłem, ale dla mnie wykonanie zawiodło. Po pierwsze, Leo jest tak irytującą i użalającą się nad sobą postacią, że z trudem znosiłam jej płaczliwe wywody. Po drugie, autor zupełnie niepotrzebnie już po kilkudziesięciu stronach zdradził całą intrygę, bo ograbił czytelnika z jakiegokolwiek napięcia. Mimo to sięgnę na pewno po drugi tom i to jest chyba właśnie siła tego oryginalnego pomysłu ;) Ja do przewidywalności chyba już się przyzwyczaiłam i jestem w stanie na to przymknąć oko, ale ostatnio niemal wszystkie postaci wydają mi się być płaskie, bezosobowe i denerwujące. Nie wiem, czy to moja wina, czy autorzy po prostu coraz gorzej kreują swoich bohaterów. Irytują mnie również ogromne luki logiczne w fabule lub stworzenie nowego świata od podstaw z ogromnym potencjałem, który ostatecznie nie zostaje wykorzystany.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mnie błędy logiczne też denerwują, aż dziwne, że zapomniałam o tym wspomnieć... O dziwo czasami czegoś nie wyłapię. Kiedy czytam recenzje innych okazuje się, że nie jestem aż tak spostrzegawcza. A jednak... najlepsze jest to, że nierzadko są to pierdoły. Np. dziewczyna z czerwonymi ustami całuje swojego chłopaka. W normalnej sytuacji zostałby po tym ślad, ale autor nic o tym nie wspomina... Albo używanie nazw kolorów tj. hebanowy lub alabastrowy w przypadku prowadzenia narracji przez mężczyznę. Nawet ja takich kolorów nie znam...

      Co do Fobosa - to o czym wspomniałaś mnie nie denerwowało. Jestem chyba jedną z nielicznych osób, które lubią Leo :) To zdradzenie głównego punktu fabuły również mi nie przeszkadzało. Autor idąc dalej zaserwował mi tyle zaskoczenia, że jakoś zapomniałam o tym. Ale na przykład z takich błędów był fakt komunikowania się wszystkich w języku angielskim. Czy biedni nastolatkowie, nierzadko mieszkając w slumsach itp. znaliby dobrze angielski? Pewnie nie. No i fabuła była za mało szczegółowa, dopracowana. Ale poza tym... no cóż, mimo wszystko uwiodła mnie ta historia :)

      Usuń
  12. A myślałam, że rozpiszesz się na temat irytujących sytuacji typu: kibicujesz typkowi A, a autorka spiknęła bohaterkę z typkiem B, którego nienawidzisz; albo urwanie wątku i zakończenie książki, gdzie czytelnik jest pozostawiony z wielkim mindfuckiem, czy coś.
    No ale wszystko co poruszyłaś i tak jest prawdą. Chociaż mnie się Promyczek podobał, mimo iż okropnie drażnił mnie styl pisania (i ciągłe zwracanie się bohaterki do innych: młody, jakby nie wiem, sama 80 lat miała... albo była osiedlowym Sebkiem). Może i był połączeniem chwytliwych elementów, ale mimo przewidywalności końcówki i tak się wzruszyłam.
    Chociaż jakbym sama miała wskazać taki najcięższy grzech, to bym powiedziała, że wszystko zależy od stylu pisania. Jak książka jest nieudolnie napisana, to nie idzie jej czytać, choćby i nawet przesłanie miała super-cudnie-zajebiaszcze (ok, dziwne "słowo" mi wyszło, ale myślę, że wiesz, o co mi chodzi). Jak np. Eleonora i Park. Tak fatalnie napisanej książki jeszcze nie czytałam. Wszystko co Greena - ja nie wiem, jak ludzie to czytają, nie mówiąc już o zachwytach. I mogą sobie takie osoby mieć wykreowane super postaci, super oryginalną fabułę, super przesłanie, super wszystko, ale jak mi sposób opowiadania historii nie odpowiada, bo książka jest z automatu porażką. Bo to ma jednak dawać przyjemność, a jak się przyjemnie nie czyta, a wręcz przeciwnie, to chyba autorowi coś bardzo nie wyszło.

    Pozdrawiam xx

    PS. Czułam, że po ostatnim poście coś się szybciutko pojawi. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana Koneko! Ależ ja taki post już zamieściłam :D Możesz go przeczytać tutaj: http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/2016/03/ksiazko-czy-mozesz-byc-bardziej.html W tym chciałam raczej zwrócić uwagę na denerwujące rzeczy, niedopatrzenia, od strony technicznej :)

      Jeśli moją recenzję czytałaś to wiesz, że Promyczek mi się nie podobał :( Te młody rzucane co chwilę było kiepskie...

      No właśnie - tak jak napisałaś i ja wspomniałam w poście, książka książce nierówna. Jednak jest przewidywalna, ale za to napisana ciekawym stylem i dzięki temu świetna (choćby lubiany przez nas Układ - nie jest szczytem oryginalności tak naprawdę), a czasami nic książki nie uratuje, bo jest średnio interesująco napisana dla danej osoby...

      To dobrze czułaś! Jutro zamieszczam post z zapowiedzią książkową, a być może na dniach pojawi się recenzja :) Potrzebowałam wytchnienia!

      Uściski!

      Usuń
    2. O, rzeczywiście. Musiał mi umknąć.

      Czytałam i częściowo się zgadzam, częściowo nie, a czasu na napisanie własnej brakuje xd

      Elle Kennedy ma wyjątkowo giętki i plastyczny "język", przez co jej powieści są po prostu fantastycznie napisane, a to zaciera nawet te schematy (chociażby to jak poznają się bohaterowie Błędu). Nawet totalnie schematyczne książki da się przeczytać, jeśli są przystępnie napisane. :)

      Haha, bo to jest tak zawsze, że jak już tracisz nadzieję, piszesz smutaśny post, chcesz się żegnać/zegnasz sie... To przychodzi najwięcej weny i chęci! :3 Ja ani przez chwilę w Ciebie nie wątpiłam (ale ze mnie lizuska :p)

      Usuń
  13. Największym grzechem autorów jest brak pokory potem wszystkie inne cechy, które ty wymyśliłaś. Lubię oryginalność, ale jak jest książka odrobinę sztampowa, to też mi nie przeszkadza. Bardziej od tego nie znoszą zapychaczy w fabule takie sceny nic niewnoszące i niezawierające żadnego sensu, mogą zepsuć najlepsze książki. Zupełnie się nie zgadzam z twoimi przykładami, dla mnie UL słaba książka Hoover, ale my już tak mamy, to co Ciebie zachwyca, mnie nie i odwrotnie, lubię to w nas. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Przyznam, że na fabule aż tak mi nie zależy. Dla mnie ważniejszy jest styl pisania autora. Przy przyjemnym, pasującym i wciągającym stylu nawet książka o obieraniu ziemniaków może być interesująca i wciągająca ;)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdecydowanie coraz częściej natrafiam teraz na książki, w których nie mam nic nowatorskiego, tylko kolejne powielane motywy, o których wspominasz. Przykładem książki, która zawiera wiele takich wad jest według mnie "After. Płomień pod moją skórą", nie dość, że do bólu przewidywalna, to jeszcze ona jest cichą myszką, a on bad boyem. Za to rzeczywiście na bardzo ciekawe rozwiązania fabularne można natrafić w kryminałach, w tej kategorii moim faworytem jest Remigiusz Mróz i jego seria o Chyłce i Zordonie. Takich zakończeń nigdy bym się nie spodziewała :) Postacie też są bardzo ważne, często czytam książki, które zapewne bardzo by mi się spodobały, gdyby nie np. główni bohaterowie, którzy naprawdę potrafią uprzykrzyć czytanie.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.