Dlaczego wszyscy blogerzy czytają to samo?

Męczy mnie coś od dłuższego czasu. Nie wiem, czy czasem nie wywołam jakiejś gównoburzy. A nawet jeśli jesteś jedną z tych osób, do których się odnoszę – bardzo chętnie poznam Twoje powody, Twoją odpowiedź na moje (być może) bezsensowne narzekania. I tym razem wypowiadam się jako czytelnik, nie bloger.

Na czym polega (zakładam, że mój, bo mnie przeszkadza) problem? Blogerzy książkowi czytają to samo. A przynajmniej to samo recenzują. Ale od początku. 

Mam świadomość, że w okolicach premiery – chcąc czy nie chcąc – widzę daną książkę dosłownie wszędzie. Wiele blogerów, zwłaszcza tych popularnych, współpracuje z wydawnictwami, które oferują przeczytanie świeżutkich nowości. Sama niejednokrotnie publikuję recenzję książki, którą widać na co drugim blogu. Ale taka jest kolej rzeczy. Kiedy otrzymuję propozycję zrecenzowania tytułu od wydawnictwa jestem zobowiązana opublikować recenzję w okolicach premiery, czasami nawet przedpremierowo. Jak najbardziej rozumiem ten proces, chociaż przyznaję, że jako obserwator kilkudziesięciu różnych blogów, nie czytam każdej recenzji na temat tej samej książki – zwłaszcza, jeśli jej nie przeczytałam.

Dobrym przykładem na to, że blogerzy czytają to samo jest, nazywany przeze mnie, tak zwany szał. Niespodziewanie jakaś powieść robi się tak popularna (z różnych przyczyn) i każdy chce ją przeczytać – już, teraz. Czym to skutkuje? Wchodzę sobie dzień jak co dzień na bloggera, przeglądam recenzje i co widzę? Co drugi post jest o tej samej książce. TEJ SAMEJ. Niedawno było tak z Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes. Książkę bardzo lubię, przeczytałam ją zresztą zanim był na nią cały ten szał. I wiecie co? Miałam jej zwyczajnie dość. Mogłam screena zrobić, ale wiem, że nie tylko ja to zauważyłam. Osobiście, jeśli przeczytałam jakąś książkę, lubię czytać o niej opinie, nawet wielokrotnie. Zawsze interesuje mnie to, co inni sądzą o danej powieści. Ale lubię robić to w pewnym odstępie czasowym. Nie czytając recenzji jednej i tej samej książki po kilka razy dziennie. Bo ileż można?


Jako osoba, która na bieżąco śledzi nowości, czasami nie mogę się im oprzeć. Ja postępuję różnie – czasami kupuję taką nowość w okolicach premiery, a potem czeka na mnie na półce kilka tygodni. Czasami czytam daną powieść zaraz po tym, jak wpadnie w moje ręce. Sami wiecie, że czasami nie można się powstrzymać! I zdarza się, że jestem jedną z tych, która publikuje kolejną recenzję tej samej książki (pamiętam, że było tak z Promyczkiem Kim Holden, o którego sami prosiliście na fanpage'u). Mimo wszystko staram się, aby publikacje na moim blogu były różnorodne. Oczywiście, czytam tylko i wyłącznie to na co mam ochotę. Mam jednak na uwadze to, że moi czytelnicy są zainteresowani również tymi nowościami, tymi "bombami", które niespodziewanie stają się popularne. Ale jak to tak, zapomnieć o tych wszystkich fajnych książkach, które zostały wydane zaledwie kilka miesięcy, lat wcześniej?

I właśnie tak to wygląda. Obserwuję wiele blogów, głownie z tych względów, że ciągle szukam kolejnych książek do przeczytania. Szukam tej książki idealnej, która mnie zachwyci. Czasami jednak nie ma pośród czego szukać. Widzę jedne i te same powieści, same nowości (tudzież te popularne). Nierzadko też zaskakuje mnie to, jakie książki zyskają na popularności, kiedy inne – również z nowości – są pomijane. Czasami nie ma ani jednej przedpremierowej recenzji, a ja byłabym jej ciekawa.

Mam wrażenie czasami, że niektórzy idą na łatwiznę. Nie czytają niczego ciekawego, niszowego, nie są zainteresowani w odkrywaniu nowych autorów. Wiem, że czytanie oraz recenzowanie się różni; mnie samej zdarza się nie recenzować wszystkich książek, jakie czytam.  Widzę jednak niejednokrotnie stosy książek, które są obfite tylko i wyłącznie w nowości albo te same książki, które widzę na co dzień. To jest po prostu nudne. Niektórzy blogerzy, mniej czy bardziej popularni, decydują się na publikacje ciekawe, o książkach, których jeszcze nigdzie nie słyszałam. rude recenzuje., Biblioteczka Suomi, Recenzje Ami., 97 books, Ciekawy cytat o książkach, Życie między wierszami, Niebieska zakładka, Rude Pióro. To jedne z tych blogów, u których mam pewność znalezienia czegoś ciekawego. Recenzują również i nowości, ale dla nich, dla ich interesującego pisania, zawsze wejdę.

Wydaje mi się, że wyszło mi to trochę chaotycznie i nie jestem pewna, czy dobrze przekazałam swoje myśli. Dajcie koniecznie znać co o tym sądzicie, a jeśli jesteście jednym z tych, którzy czytają tylko i wyłącznie te popularne książki – napiszcie dlaczego. Być może w zaciszu domowym decydujecie się na inne lektury, których w ogóle nie recenzujecie, ponieważ mogą one nie cieszyć się popularnością na blogu? Czemu większość recenzji poświęcone są książkom, na które jest tak zwany hype? Jak napisałam, wypowiadam się w imieniu czytelnika. Czytelnika, który lubi odkrywać, poznawać i ekscytować się jakąś perełką, nowo poznanym autorem.

***

66 komentarzy:

  1. Przyznam, że nie do końca rozumiem Twoje wątpliwości, bo do większości "grzeszków" sama się przyznajesz. Tak, mam jak Ty czasami po prostu daną książką rzygam. W sumie bardzo do odpowiedzi wywołana się nie czuję, bo ja robię powtórki i niezbyt często jestem na bieżąco z topowymi lekturami, bo muszę odczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę o blogach, które recenzują tylko i wyłącznie jedne i te same książki, które widać wszędzie. Mam nadzieję, że mnie nikt tak nie odbiera, bo czytam to na co mam ochotę. A dlaczego recenzuję nowości, to wyjaśniłam :)

      Usuń
  2. Czasami, jak zauważasz, takie monotematyczne recenzje wszędzie pojawiające się nudzą. Właśnie te blogi sprawiają że odkrywam ciekawe pozycje. Dodałabym jeszcze kilka, ale to nie oto chodzi...
    Sama lubię poznawać nieznane starsze książki, dlatego w bibliotekach spędzam minimum godzinę zanim coś wybiorę :)
    Ciekawy post i ciesze się, że wreszcie ktoś (TY) ubrał to w słowa. Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, mi się też często zdarza, że w ciągu jednego widzę mnóstwo postów z recenzjami jednej i tej samej książki. Potem w pewnym momencie już nawet pomijam je, bo czuję się jakbym już wszystko o niej wiedziała.
    I jeju, dziękuję bardzo za miłe słowa! Prawda, że czytam i recenzuje bardzo dużo książek, które nie są nowości, ale nie sądziłam, że aż tak to widać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. A jak ktoś czyta nowości, to znaczy, że nie czyta tego na co ma ochotę? :) Lubię czytać nowości, a recenzje o których piszesz pojawiają się na blogu z racji wyznaczonych terminów. Nie piszę o wszystkich książkach, które czytam, bo moi czytelnicy nie chcą czytać o holocauście i wojnie (a takie rzeczy czytam poza nowościami). Mnie za to dziwi inna kwestia. Wszędziejest głośno o polskich autorach, którzy wydali w dobrym wydawnictwie, bo wiadomo, że jest kasa na promocję ze strony renomowanego wydawnictwa, ale jest multum świetnych debiutów, których nikt nie kojarzy (ostatnio o kilku pisałam na swoim blogu, uważam, że ludzie biora to co jest wszędzie, nie to co jest na 200 % dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem takiego podejścia, ze "moi czytelnicy nie chcą czytać o książkach typu X, więc o tym nie piszę". Skoro to jest MÓJ blog, o MOIM czytaniu, to wrzucam tam posty o tym, co MNIE interesuje. Inaczej mija się to według mnie z samą ideą bloga jako takiego.

      Usuń
    2. Niestety muszę się zgodzić. Mam świadomość, że jeśli wrzucę recenzję mało znanej książki będzie się cieszyć ona równie małym zainteresowaniem. Bywa różnie, ale o tych mniej znanych książkach posty są mało popularne. A jednak o nich piszę, bo to mój blog. Nie piszę go tylko i wyłącznie dla innych.

      Usuń
    3. I nie - wcale nie uważam, że ktoś sięgając tylko po nowości nie czyta tego na co ma ochotę. Ale kiedy taki blog recenzuje tylko książki nowe, co gorsza od wydawnictw, zaczynam się zastanawiać, czy taka osoba samodzielnie podejmuje decyzje? Czy przeczytałaby tę książkę gdyby wydawnictwo jej nie zaproponowało? Jak napisałam - dla mnie to pójście na łatwiznę. Ja po prostu lubię "grzebać" i szukać i odkrywać coś innego, ciekawego i niszowego. A ja chętnie przeczytałabym książki o wojnie, ostatnio mam tez ochotę na reportaże, a tego w blogosferze jak kot napłakał...

      Usuń
    4. Procella, na swoim blogu pisze przede wszystkim o książkach, o których mam z kim porozmawiać, skoro czyta mnie określona grupa ludzi, to piszę o tych książkach, które ich mogą zainteresować, a mnie również się spodobały, bądź też nie. Kilkanaście razy pisałam recenzje o książkach na temat drugiej wojnie światowej, czy narkomanii, nie miałam z kim o tym rozmawiać, a ja z reguły gaduła jestem, więc o książkach z wyżej wspomnianego gatunku dyskutuję ze znajomymi czytaczami, którzy czytają to, co ja. Na blogu pisze o nowościach, ale nie tylko tych popularnych. Ostatnio pisałam o książce "Potęga pozorów" świetny debiut, wydany po cichu, ale zabija emocjonalnie, słyszeliście o nim? Nie? No właśnie i w tym rzecz, że inni blogerzy, czy czytelnicy nie wchodzą nawet w linki, książek, które są naprawdę wartościowe, a nie robią tego, tylko dlatego, że wydało je małe wydawnictwo X, a nie sławne wydawnictwo Y, które zakrzyczy w koło, że książka świetna, jedyna taka w Polsce itd.
      No i to, że recenzuję i czytam dużo nowości, nie znaczy, że każdą z książek biorę od wydawnictwa, sama kupuję wiele premier, bo zwyczajnie lubię takie czytać, aby móc potem rozmawiać na grupach z internetowymi znajomymi, którzy również przeczytali daną książkę.

      Usuń
    5. Mam ochotę być uszczypliwa i napisać: czy ja oglądam filmy i seriale, o których będę mogła porozmawiać czy takie, które mnie interesują ;)? Niemniej jednak rozumiem Twój punkt widzenia. Ja napisałam ten post z perspektywy czytelnika, dla którego jest nudno w blogosferze książkowej.

      Usuń
    6. Ja doskonale CIę rozumiem. Jednak jeżlei przeczytam coś o czym nie będę miała z kim pogadać, to o tym nie gadam (w sensie nie piszę). Mój blog z ząłożenia miał mówić, o literaturze "niskich lotów", bo taką do kawy i dla odpozynku, również czytam. Nie potrefię się dziś wygadać, nie wiem czy ty mnie dobrze rozumiesz. Czasami nawet nie mam fizycznie już możliwości pisać o tym co przeczytałam poza egzemplarzami recenzenckimi, bo nie będe wrzucała postów co dzień, bo nie mam na to zwyczajnie czasu.

      Usuń
    7. Nie bardzo rozumiem. Jeżeli nawet wiem, że nie pogadam na temat jakiejś książki, mam ukrywać, że ją przeczytałam? Nie mogę o niej niej opowiedzieć, skoro mnie zafascynowała? Blog jest dla zbierania komentarzy?

      Poza tym nie rozumiem też idei pisania dla określonej grupy ludzi. Dla mnie to jest trochę postawienie sprawy na głowie. To jest BLOG, a więc strona o charakterze osobistym, prywatnym. Dla mnie chodzi tu o to, żeby się dzielić swoimi fascynacjami i zbierać eentualnie wokół siebie grupę ludzi, kórzy są zainteresowani podobnymi sprawami, a nie podlizywać się jak najszerszej grupie i jej podoporządkowywać - dla mnie to jużprzestaje być blog, a zaczyna być... nie wiem w sumie co. Jakiś taki jednoosobowy miniportal literacki.

      Usuń
    8. Ale czy mój blog jest do zbierania komentarzy?! Pisze o książkach, założyłam bloga żeby pisać z ludźmi o książkach. Czytam młodzieżowe książki i czytalcy z którymi rozmawiam również czytają takie książki. Jestem na grupach książkowych gdzie ludzie czytają inne książki i tam z nimi rozmawiam o innych książkach, czy jak nie pisze milion pozorów z podsumowaniami miesiąca i nie pisze o KAŻDEJ książce, która przeczytałam to znaczy ze ją ukrywam? Nie! Polecam ją w innym środowisku niż blogosfera . Ja nie chce pisać o książkach dla "pisania", bo tak, ja chcę o nich rozmawiać, wymieniać się uwagami na ich temat.

      Usuń
  5. Mam podobne odczucia. Niestety, wielu blogerów nie szuka, a czyta to, co im zostanie podetknięte pod nos przez wydawnictwa :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmmm... moim zdaniem trochę pogmatwane jest to o czym piszesz. Rozumiem co Cię skłoniło do napisania tej notki, bo samą mnie męczy, że ciągle czytam o tej samej książce na każdym blogu. Jednak na tym polega prowadzenie bloga, żeby zachęcać ludzi do danej pozycji albo ją odradzać. Jeżeli blogger przeczytał pozytywną recenzję, np. "Zanim się pojawiłeś" na dwóch blogach to będzie chciał też ją przeczytać, a później, naturalnie, podzielić się opinią. I to taki związek lawinowy - czyta to kolejny bloger, który również sięgnie po książkę i ją zrecenzuje. Sama mam tę książkę w planach wyłącznie dzięki pozytywnym recenzjom, tak samo "Promyczka" czy "Małe życie", które są dość popularne ;)
    Ten "bum" na jakąś nowość to chyba jest bardziej nakręcany przez dane wydawnictwo, bo tak zauważyłam, że niektóre tytuły które wydają bardziej promują, a niektóre mniej, nie wiem czym to jest spowodowane.

    Mnie się wydaje, że staram się czytać różnorodnie i każdą pozycję, po którą sięgam mam przemyślaną - dlatego pewnie jest u mnie więcej książek popularnych. Bo tyle osób poleca, że mam jakieś podstawy sądzić, że to będzie udana lektura. Jednak staram się wciąż rozszerzać literackie horyzonty, ostatnio zaczęłam sięgać po horrory, co wcześniej omijałam szerokim łukiem, pojawiają się u mnie też recenzje dramatów (Mrożek i Eliot), ale te notki są zazwyczaj bardzo mało popularne.
    Nie wiem, ja uważam, że w tej kwestii nie mam sobie nic do zarzucenia.

    Rozumiem skąd wyszłaś, ale do mnie to nie trafia (chyba że coś opacznie zrozumiałam). Np. to, że blogerzy nie są zainteresowani nowymi autorami - rzadko widzę bloga, gdzie pojawiają się recenzje dotyczące tego samego nazwiska. Zazwyczaj dzieje się tak, gdy ktoś czyta jakąś serię/cykl i to wtedy jest normalne ;) Nie mogę też sobie przypomnieć nazwy jakiegoś bloga, gdzie pojawiają się recenzje tych książek, które "widać wszędzie", jakbyś mogła mi na privie wysłać jakiś przykładowy adres to pewnie lepiej byłoby mi zrozumieć o co chodzi :)
    Dobra, mam nadzieję, że zrozumiałaś o co mi chodzi, bo akurat wokół mnie zamieszanie i nie mogę się za bardzo skupić na skleceniu logicznych zdań :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, widzisz, właśnie chodziło mi o to o czym piszesz w dwóch pierwszych akapitach :) Chętnie podrzucę Ci takiego bloga, ba, nawet kilka, w wiadomości prywatnej :) Daj znać, gdzie mam się odezwać.

      Usuń
    2. Bardzo chętnie przejrzę te blogi, bo wtedy pewnie zrozumiem o co chodzi :D
      Najlepiej na facebooku podeślij w wiadomości prywatnej > https://www.facebook.com/magielkulturalny/

      Usuń
  7. Ten problem jest ciut głębszy, a wiem to chociażby po sobie, bo nie recenzuję (raczej) powieści głośnych. Na prawie każdym blogu znajdziesz recenzję wspomnianego przez Ciebie "Zanim się pojawiłeś", nie tylko dlatego, że ta książka jest popularna, ale przede wszystkim dlatego, że o niej ludzie chcą czytać. Bo to modne, bo fajne, bo szał. O niszowych książkach się nie słyszy, bo się nie wybijają, więc szału nie ma. Mniejsze oficynki wydawnicze mają zatem problem, żeby przebić się do mainstreamu, a może nawet tego nie chcą.
    Blogerzy często wybierają nie tylko książki, które ich interesują, ale te z napisem "bestseller" - wydawnictwa same je rozdają, więc się bierze. A później widzimy na co drugim blogu, dla przykładu, "Załącznik". Staram się tego nie robić, chyba że jakaś zapowiedź strasznie mnie zainteresuje. A jak nie, to już wolę zrecenzować jakiś staroć :)

    No ładnie, dopiero przeczytałam wpis Książko Miłości Moja i wychodzi na to, że mamy podobne zdanie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele mało znanych tytułów, ktore są pominięte. Kilka polskich debiótow jest znanych, jak nie z czytania to z "okładki", a książek wartościowych się nie czyta. Usiłuję moim czytwlnikom uświadomić, ze książka "Potęga pozorów" i "Pierwsza przyczyna" są boskie, wiesz co słyszę? "Nie znam wydawnictwa chyba się nei skuszę"... i takim sposobem giną naprawdę rewelacyjne ksiązki na rzecz tyh "głośnych".

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Zgadzam się z Wami dziewczyny. Tak dużo wartościowych książek ginie w natłoku mainstreamowego badziewia. Jakkolwiek, dobrze że są osoby, które promują mało znaną literaturę i u Ciebie Olga zawsze dokopię się czegoś kuszącego i oryginalnego, a u Ciebie Justyna zawsze mam możliwość zapoznania się z czymś mniej znanym z rodzimego podwórka :)

      Usuń
  8. Bardzo dziękuję, że wspomniałaś o moim blogu w tak pozytywnym kontekście, miło mi :)
    Poniekąd Cię rozumiem. Ja sama też nie znoszę, kiedy jakaś książka atakuje mnie zewsząd - często bardziej mnie to odstrasza, niż zachęca. Ale faktem jest, że premiera/promocja jakiegoś tytułu właśnie z tym się wiąże. Rozgłos dla wydawnictwa + rozgłos dla bloggera tak naprawdę, z tym się trzeba liczyć.
    Ja też czytam, na co mam ochotę. I sięgam zarówno po nowości, jak i po książki, które leżą w bibliotece i się kurzą, bo mało kto je wypożycza. Jak mnie któraś zainteresuje, to czytam i już. Nie wrzucam jednak recenzji każdej przeczytanej książki; nie nadążyłabym z ich pisaniem i publikowaniem, biorąc pod uwagę fakt, że piszę też o serialach czy filmach. W każdym razie lubię zarówno sięgać po coś, co jest już popularne, żeby skonfrontować ten szum z własnymi odczuciami, jak i odkrywać mało komu znane perełki. Taki misz-masz chyba wychodzi najlepiej :) W każdym razie, nie zdarzyło mi się jeszcze, by któryś z blogów, na które regularnie zaglądam, odstraszył mnie schematycznością recenzowania. I całe szczęście :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. A mi tam to nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Doskonale Cię rozumiem. Mi nawet czasem nie chce się wchodzić na bloga bo wszędzie widzę te same książki i te same recenzje. Bo zazwyczaj opinie na temat książki, na którą aktualnie jest boom są takie same. Mało kto wyróżnia się wtedy swoim zdaniem. Oczywiście są osoby, których recenzje warto czytać, jednak spora grupa blogerów wyznaje chyba zasadę kopiuj-wklej, byle tylko dostać za free książkę, palnąć obowiązkową recenzję i cieszyć się, że ich biblioteczka się powiększa.
    Z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć ten szał na dane tytuły. Gdy książka staje się popularna, większość osób uważa, że musi być dobra i też po nią sięga. Dodatkowo pisząc o popularnych książkach więcej osób zagląda na bloga, a przecież każdy blogger chce by jego blog odwiedzało jak najwięcej osób. Mimo wszystko popularność popularnością, jednak odrobina umiaru i zdrowego rozsądku by się przydało. Wielu powinno pomyśleć o tym, że czasem lepiej jest odpuścić sobie chwilowo recenzję książki, o której jest już z 50 innych opinii, a w zamian napisać o innej książce, która może okazać się dużo lepsza od tej, której jest teraz pełno.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo napisać tę recenzję i dodać ją za jakiś czas :) Ja właśnie tak robię.

      Usuń
  11. To tak jak piszesz wynika głównie z ram czasowych narzuconych przez wydawnictwa. Niektórzy z nas mają tak dużo współprac, że myślę, że zwyczajnie brakuje czasu na recenzowanie tych bardziej niszowych i ambitnych książek. Nie znaczy to, że ich nie czytamy, ja czytam, moje blogowe koleżanki czytają. Tylko mając dużo zajęć, czasem da się przeczytać, ale nie chce się już o tym pisać, zwyczajnie brak czasu i chęci. Też bloger blogerowi nie równy, bo u niektórych jest 5 notek na miesiąc (np. u mnie), a u innych 15. Zależy pewnie od tego czym poza blogiem się zajmujemy. Taki prosty przykład na czasie, teraz wszędzie recenzja Załącznika Rainbow Rowell (w tym oczywiście u mnie też), no i cóż zrobić jak recenzentów dużo, a w Harper Collins ma się 2 tygodnie na przeczytanie i napisanie... To myślę jest cała kwintesencja i tajemnica. Czas, czas i jeszcze raz czas:)
    Jeśli lubisz blogi z czymś innym niż nowości serdecznie polecam PRZESTRZENIE TEKSTU:
    http://przestrzenie-tekstu.blogspot.com
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro "Niektórzy z nas mają tak dużo współprac, że myślę, że zwyczajnie brakuje czasu na recenzowanie tych bardziej niszowych i ambitnych książek", to może tych współprac jest... za dużo? Może współprace bardziej szkodzą blogosferze niż pomagają?

      Usuń
    2. Procella jestem tego samego zdania. Co za dużo to niezdrowo. Wiadomo, że miło jest otrzymać propozycję współpracy, ale trzeba to robić z głową.

      Usuń
  12. Myślę, że głównym powodem jest marketing. Są książki, które wydawnictwa promują. Piszą o nich miesiące przed publikacją. A o niektórych napiszą dwa razy i koniec. A ludzie sięgają po to, co znają, co gdzieś widzieli. Tak samo reklamy w telewizji działają. Im więcej razy nam coś mignęło przed oczami, tym chętniej po to będziemy sięgać. To trochę smutne, ale niestety tak jest...

    Sama czytam dużo nowości, ale nie dlatego, że są popularne, czy jest na nie wielki szał, tylko dlatego, że ich opis mnie zainteresował. Sięgam też po inne tytuły np. "Dracula", "Carrie", a w planach mam też Szekspira, książki Andre Norton czy "Frankensteina". Myślałam nawet nad tym, by napisać recenzję "Draculi", ale stwierdziłam, że nie zainteresowałoby to moich czytelników. Może się mylę i może jeszcze kiedyś napiszę swoją opinię o niej.

    Sama mam czasem dość, jak widzę daną książkę dosłownie wszędzie. Na blogerze, na youtubie, na facebooku. Aż już źle mi się robi na widok danej okładki. Dlatego, jak mam w planach ją przeczytać, to odkładam ją na później. Zrobiłam tak z "Zanim się pojawiłeś", "Światła, którego nie widać" i z kilkoma innymi :) I uważam, że to była dobra decyzja.

    Nie uważam, żeby czytanie nowości i bestsellerów było czymś złym. Potrafią być one naprawdę ciekawe. Oczywiście jest też wielu niesamowitych autorów, których nikt nie zna, bo nie mają odpowiedniego marketingu. Ale co zrobić, skoro nawet wydawnictwa nie chcą wydać trochę kasy, na promocje.

    Ten cały komentarz jest chaotyczny, jednak mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrozumiałam, zrozumiałam. Sama też jakoś chaotycznie dzisiaj myślę i piszę ;) No i jak tu się z Tobą nie zgodzić? Taka prawda. Nie uważam, że czytanie tego czy czegokolwiek jest złe - ja osobiście lubię różnorodność.

      Usuń
    2. Inne komentarze mi przypomniały o jednym: Mam wrażenie, że blogerzy współpracują z każdym wydawnictwem, które do nich napisze. Biorą to co im dają, nawet jeśli ich to nie interesuje. I ja tego nie rozumiem. Prowadzę bloga ponad rok. Od długiego czasu współpracuję z księgarnią Matras i na razie z nikim więcej. Dostawałam propozycje od autorów, ale zawsze proszę o fragment książki i jedna napisana była takim językiem, że się przeraziłam i powiedziałam, że nie zrecenzuję. Ostatnio jakieś wydawnictwo do mnie napisało, by opublikować listę ich nowości i że mogę wybrać sobie coś do recenzji. Nic mnie nie zainteresowało i nie nawiązałam współpracy. A niektórzy rzucają się na każdą współpracę. Nie ważne, czy ich interesuje dana tematyka, czy nie. Biorą to, co im wydawnictwo da. A co najgorsze piszą same plusy o książce, bo dostali ją do recenzji. Ja tego nie rozumiem. Ale właśnie z tego powodu mamy wysp 50000 przedpremierowych recenzji tej samej książki i każda jest prawie taka sama. Według mnie to i marketing, o którym wspomniałam wcześniej, są głównymi powodami, tego, że wszyscy blogerzy czytają to samo.

      Usuń
    3. Wiesz, to jest temat na odrębny post. Czy w tej chwili można jakiemukolwiek blogerowi ufać? Tak jak wspomniałaś, przy okazji (przed)premierowych recenzji 1 na 10 jest neutralna, a 1 na 20 negatywna. Przyznaję, że mnie samej jak na razie nie spotkała nieprzyjemność zrecenzowania książki dla wydawnictwa, która była kompletną klapą. Ale może dzieje się to też dlatego, że jeśli chodzi o wydawnictwa, staram się bardzo, bardzo uważnie i ostrożnie dobierać lekturę.

      Usuń
  13. Ha! Z tym mam właśnie problem na instagramie. Bo męczą mnie te same zdjęcia tych samych książek. Zwłaszcza jak to jest konto jednego zdjęcia :D
    Ale prawda jest taka, że takie konta/blogi mają setki obserwatorów, a te które naprawdę coś pokazują bardzo często mają zaledwie garstkę. Ja ciągle szukam ciekawych kont i blogów, po prostu stale, bo tych unikatowych jest niewiele.
    Na blogach mnie to aż tak nie denerwuje, może dlatego, że post jest jeden a zdjęć jednej książki czasem jest kilka ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. To chyba trochę działa też tak, że jeżeli już się bloguje i siedzi się w tej książkowej blogosferze trochę bardziej, to nie chce się być do tytułu, kiedy widzi się te wszystkie znane tytuły o których dyskutują inni blogerzy, a ty nie masz nic do powiedzenia, bo ich nie czytałeś. A czasami to po prostu wynika z tego, że skoro wszyscy to polecają to w końcu po to się sięga. Poza tym znane tytuły na pewno przyciągają więcej czytelników (w sensie czytelników bloga) niż te niszowe książki. No i wydawnictwa też robią swoje, ot, dobra promocja, książka jest wszędzie, wszyscy czytają, kupują, kasa leci, jest sukces :) Też mnie czasami to męczy, ale sam przecież mam mnóstwo wpisów o takich książkach u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, zgadzam się. Chcemy również czasami podyskutować o tej samej książce i nadzwyczajnie zbiera się duża grupa ludzi i potem jest to samo...

      Usuń
  15. Świetnie rozumiem, o co ci chodzi. Mnie też wkurza, kiedy w okolicach premiery pojawia się na blogach mnóstwo recenzji tej samej książki. Mnie akurat najczęściej ten "szum" po prostu irytuje, czy też odstrasza i czekam, aż szał minie. Wtedy spokojnie sięgam po książkę ;)

    Nie przepadam również za tym, że często recenzując nowości zapominamy o starszych, równie wartych lektury książkach. Znam wiele książek, niekoniecznie popularnych, których recenzje na moim blogu nie cieszą się zainteresowaniem. Zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle warto pisać o nieznanych książkach, skoro mało kto to czyta. Ale doszłam do wniosku, że skoro dana powieść była dobra, to czemu nie spróbować jej trochę "rozsławić"? Nawet, jeśli skutek jest marny...

    Pozdrawiam
    Caroline Livre

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne podejście - wiem, że post przeczyta mało osób, ale myślę sobie: a nóż i widelec? Może jedna lub dwie osoby poznają tę książkę dzięki mnie i również się zachwycą?

      Usuń
  16. Zgadzam się z Tobą w 100%. Z "Zanim się pojawiłeś" miałam podobnie - przeczytałam ją tuż po premierze, kiedy mało kto się nią interesował. Niesamowicie mi się podobała. A po tym całym szale związanym z filmem zwyczajnie mi obrzydła, byla na niemal kazdym blogu :/ Sama staram się nie pisac recenzji nowości (wyjątkiem są książki od wydawnictw), a wspominam raczej o tych starszych (chociaż trochę) książkach.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zgadzam się całkowicie! I przyznam, że też, kiedy widzę entą recenzję tej samej książki to mówię sobie dość i jej nie czytam, bo po co? Co nowego się dowiem?

    Natomiast jeśli chodzi o mnie... Nowości to ja rzadko czytam, bo cóż, przyznam, że kasa - kilka miesięcy po premierze książkę kupię dużo taniej. Jednak, kiedy mam książkę od wydawnictwa (co jednak nie zdarza się dość często, bo współpracuję z niszowymi dość) to ją recenzuje - umowa zobowiązuje. Chyba tylko raz wstrzeliłam się w taki szał - z "Prawem Mojżesza".

    Lubię recenzować wszystko, co czytam, choć niestety, czas i siły nie na wszystko pozwalają. Wtedy wybieram zazwyczaj książki popularne, bo niestety, bardziej wstrzelę się w gusta czytelników. Tak, ja wiem, że nie powinno tak to być, jednak to przykre, kiedy Twoja praca ma niewielki odzew...

    OdpowiedzUsuń
  18. Na Zanim się pojawiłeś mam średnią ochotę właśnie przez to, że tej książki wszędzie pełno. Podobnie mam z Prawem Mojżesza, które otrzymał chyba każdy bloger prędzej czy później (tak, nawet ja mam, z konkursu) i gdyby nie wygrana, to bym nie przeczytała. ja staram się zawsze pamiętać o tym, że blog jest wynikiem mojej pasji i piszę głównie o książkach z biblioteki, które mam na liście do przeczytania. zdarzają mi się starsze, nieznane pozycje. cieszę się, że poruszyłaś ten temat bo mam podobne odczucia. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ostatnio o tym temacie myślałam, bo faktycznie gdy jest szał na jakąś książkę, to co drugi wpis na pulpicie blogera jest o tej samej lekturze i kilka razy się skrzywiłam. Wielu blogerów współpracuje z tymi samymi wydawnictwami i dlatego dana nowość pojawia się u większości. Co mogę powiedzieć o sobie? Czytam dużo recenzji innych i jeśli ktoś napisze naprawdę fajną recenzję o tej ,,popularnej" książce, naprawdę mnie zachęci, to sama ją czytam no i oczywiście o niej piszę, ale zwykle i tak z mocnym poślizgiem. Niechętnie nawiązuje współprace właśnie po to, by nie być zasypana nowościami. Wolę czytać to na co mam ochotę i nie martwić się, że goni mnie jakiś termin :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Sprawa jest prosta - wystarczy przestać współpracować z wydawnictwami (albo czynić to w mniejszym wymiarze niż dotychczas), bo jak widać jest to pewnego rodzaju ograniczenie. Człowiek skazuje się na bardzo wąską grupę książek (same nowości), które w dodatku przewijają się na innych blogach, co jest monotonne i męczące. Ze swojej strony polecam wizytę w bibliotece lub w antykwariacie - starsze powieści też mają swój urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to tak?! Zrezygnować z darmowych powieści?! :D

      Usuń
    2. Hehe, nasze społeczeństwo rozwija się tak "dynamicznie", że pewnie część ludzi zapomniała, że wypożyczanie książek z biblioteki nie wiąże się z żadnymi opłatami (pomijając oczywiście te wynikające z nieoddaniem książki w terminie). No chyba, że w grę wchodzi trudna do poskromienia chęć posiadania i powiększania swojej domowej biblioteczki :)

      Usuń
    3. Darmowe powieści, gówno prawda. Chcemy mieć tylko książkę na półce. Jakbyśmy chcieli za darmo czytać książki, to byśmy poszli do biblioteki...

      Usuń
    4. Lost in my books - Na jedno wychodzi :)

      Usuń
  21. No idealnie w punkt! Cóż, zaraz pewnie zostanę zjedzona, ale sądzę, że to czyste lenistwo i zadufanie w sobie blogerów. Po co sięgać po starocie, po co się kłopotać i szukać czegoś interesującego w bibliotece, skoro dostanę świeżutkie, nowiutkie pozycje prosto od wydawnictwa i do tego za darmo! Tak właśnie, według mnie to jest główna przyczyna tego, że na większości blogów pojawiają się te same recenzje. Po co tracić pieniądze na książki, skoro dostać można za darmo? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci powiem, że w sumie to kwestia dogadania ;) bo wydawnictwa podsyłają też chętnie egzemplarze świeżutkie i darmowe ze starszą datą wydania. Mam wrażenie, że to bardziej chęć recenzowania nowości, bo publikowanie ich opinii wiąże się z większym i łatwiejszym odbiorem u czytelników bloga. Pisanie o starszych pozycjach jest dużo cięższe, bo mało kto się nimi interesuje, mało kto chce o nich czytać.

      Usuń
  22. Miło mi się zrobiło, kiedy przypadkowo wpadłam na siebie w Twoim wpisie :)
    Ogólnie masz rację, często jest tak, że sporą część blogów opanowuje jedna książka w mniej więcej podobnym czasie i czasami może być to dobijające. Ale problem z tymi starszymi i mniej znanymi książkami jest taki, że znacznie mniejsze grono odbiorców jest zainteresowane takimi recenzjami. Ja nawet u siebie zauważam takie tendencje, że nowości mają po co najmniej 10 razy więcej odsłon niż te równie dobre i warte uwagi starocie.Więc to też czasami może dołować i demotywować recenzenta.

    OdpowiedzUsuń
  23. Też tak mam. Jeśli jest jakiś szał na dany tytuł to mi się rzygać chce, bo tak dużo jest tego wszędzie. A dodatkowo bardzo mnie to zraża do lektury, bo mam zbyt duże oczekiwania i później ja kończę na tym, że dana książka mi się nie podoba. Dobry przykład to była Czerwona królowa i Czas żniw. Dlatego sama lubię zaglądać na blogi nie koniecznie z samymi nowościami, ale ze zróżnicowaną tematyką ;)

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  24. A to chyba już nawet ktoś kiedyś pisał podobny post. No coś w tym jest i też bardzo mnie to irytuje, ale nie czepiam się, bo sama nie jestem lepsza. Ciężko jest mi sięgnąć po coś nowego i niestety czytam to samo co inni blogerzy. Ja pamiętam, że nie byłam w stanie nawet wejść na FB, bo wszędzie srali ,,Zanim się pojawiłeś" i po prostu miałam tak dość czytania i oglądania okładki, że nawet nie wchodziłam na portale.
    To w sumie tak działa, że jak widzimy, że dużo blogerów, to czyta to włańcza nam się taka lampka ,,O ludzie to czytają, muszę też przeczytać". Bo tak zasadniczo by blogerzy, jesteśmy jakby jedną wielką masową reklamą książek i nic tego nie zmieni. Teraz wiele osób nie pisze recenzji dlatego, że chce się podzielić opinią książki, a po to by zrobić reklamę książki.
    I no cóż jak nie chcemy czytać recenzji tych samych książek to najzwyczajniej trzeba je omijać i tak nadal wszyscy będą czytać to samo...
    Tyle w temacie. Świetny post.
    Pozdrawiam! ♥ Lost in books

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety muszę się z Tobą zgodzić - nawet teraz przewijając moją listę blogów w poszukiwaniu nowych postów miałam okazję zobaczyć powtarzające się książki. Sama staram się urozmaicać to co publikuję, sięgając po książki ciekawe, różnorodne gatunkowo - niekoniecznie same najnowsze. Współpraca recenzencka jest zobowiązaniem i często w mailach zaznaczane jest, że na recenzję jakiejś pozycji ma się określony czas. Cóż, dlatego właśnie ja własne współprace ograniczyłam praktycznie do zera ;)
    Spora część osób prawdopodobnie sięga po 'te same' książki również po to, by zyskać większą ilość komentarzy. Czytelnicy chętniej wypowiadają się pod tym co sami znają niż pod książką o której nie słyszeli, tak mi się przynajmniej wydaje.
    Naprawdę ciekawy post i równie ciekawa dyskusja pod nim.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Moim zdaniem problem wynika z jednej przyczyny: chęci szukania popularności. Taka prawda, że wiele osób prowadzi bloga dla współprac ( prędzej czy później każdy o nich marzy), mało jest ludzi prowadzących tylko i wyłącznie dla siebie i własnej satysfakcji. Wpisy o starszych książkach nie generują tak wielkiego ruchu sieciowego i lików więc błędne koło się zamyka, bo recenzuje się książki, na które właśnie jest tzw. bum.
    Mnie też denerwuje to zjawisko, gdy o tej samej książce czytam na 50 blogach w tym samym czasie, chociaż przyznaję, że często jeśli trafiam na dobre opinie, dopisuję książki do czytelniczej listy. Sięgam po nie jednak po jakimś czasie, lubię sobie wyrobić własne zdanie na temat lektury i nie lubię się w żaden sposób sugerować opiniami innych.

    OdpowiedzUsuń
  27. Jest to jedna z bardziej irytujących wad blogosfery, ale mam wrażenie, że ostatnio rzadsza niż jakiś rok temu. A może tylko przybyło mi więcej wartościowych blogów w obserwowanych i to tylko złudzenie?
    Sama mam różne okresy i dopiero teraz staram się je równoważyć - były miesiące, w których rzeczywiście pojawiało się dużo recenzji nowości, kiedy indziej pisałam o klasyce i starociach. Kwestia czasu i tego, co akurat czytam - w semestrze jest to poważniejsza literatura, w okresach wolnych nadrabiam popularne młodzieżówki. Sęk w tym, że jeśli rzeczywiście od czasu do czasu pojawi się recenzja mniej popularnej książki, to nic się nie stanie, ale w momencie, kiedy jest ich więcej, odzew nikły/brak, a blog dalej pochłania dużo czasu i energii, to jest to nieco dołujące.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja akurat podchodzę do tego tematu bardzo na luzie - jeżeli na moim blogrollu widzę kolejną recenzję tej samej książki to: a) jeśli mnie interesuje to ją czytam, b) jeśli czuję już przesyt, to omijam tę recenzję. Zupełnie nie denerwuje mnie to, iż na wielu blogach w jednym czasie pojawiają się te same powieści. Ja też niekiedy czytam to, co aktualnie jest na topie, bo nie widzę w tym nic złego.

    OdpowiedzUsuń
  29. To zjawisko jest dla mnie naturalną koleją rzeczy i właściwie przywykłam to nagminności promowanych tytułów w blogosferze. Sama mocno balansuję między premierowymi, w tym mocno reklamowanymi książkami, a tymi mniej popularnymi, często po prostu dużo starszymi. Wymienione przez Ciebie blogi sama chętnie odwiedzam i zgadzam się ze słowami, które o nich napisałaś. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Mnie to zjawisko nie dziwi wcale, co nie znaczy, że czasami nie mam go dosyć:)Osobiście nie biorę żadnych książek z wydawnictw, co już samo w sobie jest ewenementem. W przeszłości brałam ale tylko książki z małych wydawnictw ewentualnie od autorów (również mało znanych). Nie lubię, gdy wisi nade mną termin, nie lubię czuć się zobowiązana a przede wszystkim lubię czytać to, co w danej chwili mnie interesuje. Najczęściej czytam książki z biblioteki (nie jednej:))Oczywiście również sięgam po nowości, jeśli są w moim guście, jednak przeważnie o nich nie piszę.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja lubię przeczytać recenzję nowo wydanej książki, ale jedną, dwie. W porywach do trzech. Gdybym miała przeczytać więcej, to czułabym się zwyczajnie znużona i zmęczona. To zjawisko mnie nie dziwi, bo jak któryś z wyżej komentujących napisał - blogerzy dążą do rozpropagowania swojego bloga, do uzyskania popularności z czego mają korzyści. Ja nie podążam za nowościami, a wręcz przeciwnie - szukam perełek mało znanych. Obecnie współpracuję z jednym wydawnictwem i biorę książkę do recenzji średnio raz na kwartał. Dla mnie wystarczająco :)

    OdpowiedzUsuń
  32. To nic dziwnego! Wiele blogerów współpracuje, czyta same nowości... Dlatego ja chodze do biblioteki. Dlatego ja wypożyczam nie same nowości. A nawet rzadko kiedy takowe czytam. Dokładnie cię rozumiem, ale to nic nie zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Mnie też czasami irytuje to, że wchodzę na różne blogi a tam przewija się kilka takich samych książek w danym momencie. Niestety nie jestem na bieżąco z premierami, choć czasami chciałabym widząc na przykład wiele dobrych opinii na temat znanych książek, które teraz są popularne. Obecnie często wybieram się do biblioteki i zabieram przypadkową książkę, wydaną długi czas temu, uwielbiam możliwość odkrywania. Moim zdaniem dobrze jest znaleźć jakiś punkt po środku, raz czytać coś z nowości, później coś starszego, aby było różnorodnie, ciekawie dla nas i dla czytelników :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Pisanie o popularnych książkach nakręca odsłony, co za tym idzie - ludzie SZUKAJĄ postów o nowościach i nie oszukujmy się, o to chodzi wydawcom. Wydawnictwa nie są instytucjami charytatywnymi, chcą, by było promowane to, na co akurat jest ciśnienie, a my blogerzy zwyczajnie się na to łapiemy. Sama wybierając pozycje do recenzji biorę pod uwagę opłacalność tej decyzji.
    Beata wspomniała w komentarzu wyżej, że blogerzy czytają różne książki, także starsze, ale nie zawsze je recenzują, bo na to zwyczajnie szkoda czasu. Jeśli mam spędzić dwie godziny na pisaniu posta o danej pozycji, a potem przeczytają to 4 osoby, to jaki jest właściwie sens? Wolę w tym czasie pobawić się z dzieckiem, czy sięgnąć po... nowość :)
    Niemniej jednak nie ma się co spinać, szum w końcu ustąpi, a czytelnicy nie są naiwni, czytając wiele opinii w końcu wyrobią sobie zdanie czy kupować, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten post widziałam już dawno, ale kurczę, nie miałam czasu zajrzeć xD Jednak w końcu jestem! :D (nie żebyś w ogóle zauważyła moją nieobecność xD)
    Hmmmmm, też mnie czasem wkurza, kiedy widzę 8775643567 recenzji tej samej książki :/ Czasem się po prostu odechciewa tego czytać... jednak, tak sobie myślę, że skoro tak dużo ludzi przeczytało daną książkę, to może z tego powstać jakaś fajna dyskusja :D Także takie namnożenie recenzji jednej i tej samej książki może wyjść na dobre ^_^
    Ja w sumie nie wiem, jakie książki recenzuję... xD różnie to bywa. Raczej sporadycznie recenzuję nowości, bo nie mam kasy na kupno... ale to właściwie przykre, kiedy mam książkę, która jest mało znana i ją pokochałam, a recenzji prawie nikt nie przeczytał, bo powieść nieznana ;-; Dlatego, na przykład, mnie bardziej ciągnie do recenzji tych nieznanych mi tytułów niż do tych znanych :D
    No. Musiałam się wypowiedzieć xD

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja bardzo rzadko siegam po nowe tytuły. Często czytam to co znajdę w czelusciach biblioteki. Pozdrawiam http://blogpelenksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja bardzo rzadko siegam po nowe tytuły. Często czytam to co znajdę w czelusciach biblioteki. Pozdrawiam http://blogpelenksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  38. Hm.. Sama prawda w tym poście, jest szał na książki i na co drugim blogu, jak nie na każdym, szczególnie tym popularnym pojawiają się te same książki. Zanim się pojawiłeś, Załącznik, książki Hoover, itd itd itd.. I czasami rzeczywiście mam dość, czasami aż mi się nie chce odwiedzać innych blogów, zwłaszcza, że ja bardzo rzadko czytam nowości. Owszem sięgam, ale ja czytam dużo "staroci", nadrabiam zaległości w książkach, które zawsze chciałam przeczytać... ;) Ot, czytam to, na co mam ochotę i jakoś mi nie przeszkadza, że pewnie więszkość osób nawet nie ma mnie ochoty czytać, bo recenzuje starocia o którym część pewnie nawet nigdy nie słyszała.. ;) sad but true.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.