„Ugly love” Colleen Hoover

Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera. 

Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.

Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać… Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo. 

(otwarte.eu)

Uwielbiam powieści Colleen Hoover. Uwielbiam to, jak wyjątkowe są jej historie, jak potrafi zagrać na moich uczuciach i to, jak umiejętnie zaskakuje mnie przy okazji każdej swojej książce. Jednak jak każdy pisarz, Colleen miewała swoje gorsze powieści (niestety rozczarowująca Pułapka uczuć), dlatego sięgałam po Ugly love pełna obaw. 

Nie wierzę w propozycje remisów. To wykręty ludzi, którzy boją się, że przegrali.

Niektóre z czytanych przeze mnie recenzji sprawdziły się  ta książka jest zdecydowanie inna od wszystkich dotychczasowych napisanych przez autorkę. Wyróżnia się nie tylko stylem, ale też sposobem przedstawienia historii oraz swoją prostotą. Dotychczas czytane przeze mnie książki autorki były mocno skomplikowane i złożone. Ugly love wydaje się znacznie bardziej stonowane i mniej szokujące. Nie ma co ukrywać, historia jest prosta. Chociaż nie aż tak jak to próbuje nam przedstawić opis z okładki.

Ten nieszczęsny opis jest niesamowicie mylący. Po jego przeczytaniu miałam zupełnie inne wyobrażenie o tej książce w stosunku do tego, jaką okazała się w rzeczywistości. Największe zaskoczenie dotyczyło Milesa – myślałam, że będzie to typowy lovelas, który pozaliczał już w swoim życiu niezliczoną ilość kobiet. Okazał się on jednak jedną z lepszych postaci męskich (jeśli chodzi o romanse), o jakiej kiedykolwiek czytałam. Nie lubię, kiedy mężczyźni w powieściach miłosnych są zawsze tacy sami – niesamowicie przystojni, źli (typ bad boya), rzucającymi ciętymi ripostami jak z rękawa, nieskazitelni... po prostu idealni. A Miles właśnie taki nie jest. Ma wady i słabości jak każdy normalny człowiek. Nie jest chodzącym ideałem (a nawet jeśli jest zły, to właśnie to pociąga w nim inne kobiety). Mam dość tego typu mężczyzn w książkach, a Colleen spisała się niesamowicie.

Za każdym razem, kiedy jesteśmy razem otrzymuję coraz więcej jego.

To samo dotyczy się Tate. Dotychczas główne bohaterki jej książek były jak dla mnie łudząco do siebie podobne i niezbyt wyraziste. Tate jest tego zupełnym przeciwieństwem – zabawna, pewna siebie, umiejąca o siebie zadbać. Nawet jeśli zachwycała się urodą Milesa lub po prostu... nim, nie było w tym nic sztucznego ani wymuszonego. Razem tworzyli naprawdę ciekawą parę.

Po pierwszym rozdziale doznałam lekkiego szoku – ni stąd, ni zowąd słowa, zamiast formować się w wyjustowane zdania, skupiają się w centralnej części strony. Przecież to zmora dla czytelnika, prawda? Nic bardziej mylnego. Początkowe zaskoczenie przerodziło się w... zachwyt. Wydarzenia sprzed sześciu lat opowiadane przez Milesa były dla mnie naprawdę sporym bagażem emocjonalnym. Autorka pokazała, że młody mężczyzna może również kochać bez opamiętania, a słowa, jakimi to opisała były po prostu niesamowite. Dodatkowo element z przeszłością i teraźniejszością – jak najbardziej na plus.

Jak wspomniałam, Ugly love to historia raczej mało skomplikowana. Jako główny wątek pojawia się dość często przedstawiany związek friends with benefits, chociaż to nie on gra tutaj pierwsze skrzypce. Powieść skupia się zdecydowanie bardziej na uczuciach oraz emocjach bohaterach niż na samych wydarzeniach. Nie opowiada tylko o seksie, ale przede wszystkim o możliwości ponownego pokochania drugiej osoby oraz szansy na normalne życie bez względu na bolesną przeszłość. Mało się dzieje, ale kiedy przychodzi zakończenie oraz rozwiązanie zagadki przeszłości Milesa... no cóż, przepadłam. Chociaż domyśliłam się niektórych kwestii, popłakałam się jak małe dziecko. A takie książki najbardziej sobie cenię. Takie, które potrafią wycisnąć ze mnie tak wiele emocji... Po których skończeniu w głowie kłębi mi się niezliczona ilość myśli.

Brudna strona miłości nie może cię unieść.

Ugly love było dla mnie naprawdę pozytywnym zaskoczeniem. Niektórzy za nią nie przepadają, ale ja jestem całkowicie na tak. Sama fabuła należy do prostszych, ale niesie ze sobą ogromną dawkę emocji, które niejednokrotnie skutkowały u mnie głośnym płaczem. Wielkie brawa w stronę Colleen Hoover, która stworzyła naprawdę świetnie postacie – całkiem autentycznego Milesa oraz pełną energii i wyrazistą Tate. Ciekawa forma przeplatania się przeszłości z teraźniejszością idealnie dopełnia książkę. Spędziłam przy tej historii zaledwie kilka godzin, ale wiem, że nie będę mogła wyrzucić jej z głowy na bardzo długo. I chyba w końcu wiem, co znaczy rozsypanie się na milion kawałków. Serdecznie dziękuję autorce za takie historie, bo dla takich naprawdę warto czytać i żyć.

8+/10

16 komentarzy:

  1. Co do książki podchodziłam dość obojętnie, ale kiedy przeczytałam Twoją recenzję i tym samym poznałam reakcje, emocje jakie Tobie towarzyszyły, jestem jak najbardziej na tak! Będę musiała się zaopatrzyć w "Ugly Love", nie ma innego wyjścia ☺

    http://zapachstron.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie niesamowicie irytowała część z Rachel - przez to Miles nie mógł iść do przodu. Ale za to cała reszta - cud, miód i orzeszki. :D Elementy erotyczne na wysokim poziomie, dobry humor i po prostu cudna historia. Nic dodać, nic ująć.
    Chociaż i tak wolę Maybe Someday/ ;P

    Buziaczki
    i zapraszam do mnie na recenzję Błędu!:)
    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie książka zauroczyła :) połknęłam ją w kilkadziesiąt minut i boję się sięgać po inne powieści C. Hoover ;) Na długo pozostają w sercu...

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie miałam jeszcze styczności z twórczością tej autorki, a szkoda bo widzę, że warto. Oprócz Ugly Love ciągnie mnie również do Maybe Someday, na pewno się za nie zabiorę :)
    Pozdrawiam, chocabooks :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam "Ugly Love", ale moim numerem jeden, jeśli chodzi o książki Hoover, jest "Maybe Someday". <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze w ogóle nie znam twórczości tej autorki. Będę musiała niebawem ten stan rzeczy zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam. Przepiękna, ale nie piękniejsza od Maybe someday ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam twórczość tej autorki - dlatego gdy tylko widzę jakąś jej nową książkę, muszę ją przeczytać. Tak samo - "Ugly love" już za mną i wspominam ją jako wulkan emocji. :)
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam Ugly love już jakiś czas temu i była to pierwsza moja książka tej autorki... bardzo mi się spodobała! :D Zachwyciła mnie właśnie tą prostotą i wielkim ładunkiem emocjonalnym... ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miles i ta jego tajemnica - również się jej domyśliłam, ale i tak kilka łez popłynęło. Świetna książka, faktycznie mało skomplikowana historia, ale bardzo przyjemnie się ją czytało. Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja po takich zachwytach spodziewałam się czegoś...lepszego. Ale i tak spędziłam przyjemnie czas z tą powieścią. Jedna z ulubionych C.Hoover. Ale spodziewałam się innego zakończenia. :/
    Pozdrawiam, Nat z natalie-and-books.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam tę książkę i przez pierwszą połowę się nieźle wynudziłam. Dopiero w drugiej połowie akcja nabrała tempa i nie mogłam się doczekać tego, jak wszystko się wyjaśni. Oczywiście końcówka zmiażdżyła mnie totalnie i płakałam jak małe dziecko. Na pewno sięgnę po inne książki Colleen Hoover, ponieważ ta była pierwsza :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  13. "Ugly love" było genialne. Uwielbiam tę książkę właśnie za tę prostotę i że nie jest niepotrzebnie przerysowana. I mnie akurat irytował ten wyjustowany tekst, chociaż rozumiem, dlaczego autorka na niego postawiła :D.

    papierowe-strony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Z książek Hoover czytałam tylko "Hopeless", "Loosing Hope" oraz "Maybe Someday". Bardzo mi się podobały i wzmocniły mój apetyt na powieści tej pani, więc bardzo chętnie sięgnę, i po tą ;)
    Pozdrawiam serdecznie ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  15. Tyle opinii, ile ludzi. Mi się osobiście podobała, z resztą pisałam w recenzji. Historia Milesa może nie była oryginalna, ale na pewno przyciąga uwagę. Szablonowa relacja bohaterów, też nie była niczym unikatowym, jednak Hoover potrafi tak pokierować emocjami i fabułą by była niesamowita i chwytała czytelnika za serce :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Również uwielbiam Colleen Hoover, szczególnie za to, jak świetnie potrafi zagrać na emocjach czytelnika. Choć tak jak Tobie, "Pułapka uczuć" podobała mi się trochę mniej, to w żadnym stopniu nie zraziłam się do autorki i na pewno sięgnę po "Ugly love" ;)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.