Trochę o blurbach i o tym, czy aż tak bardzo nie lubimy tego co nasze?

Dotychczas zdarzyło mi się patronować na dwoma powieściami. Bez żadnej konkretnej przyczyny, zdarzyło się tak, że obydwie z nich zostały napisane przez Polaków, a dokładnie Polki. W przypadku publikacji zapowiedzi, ale i też recenzji tych książek, pojawiały się różne komentarze dotyczące blurbów.

Czym jest blurb? Według Wikipedii, blurb to rekomendacja lub krótkie streszczenie utworu, umieszczane najczęściej na tylnej stronie okładki książki lub płyty DVD. Blurb zawsze „opisuje” utwór w sposób pozytywny lub nawet entuzjastyczny, gdyż z założenia ma charakter marketingowy, a nie krytycznoliteracki.

Jeśli chodzi o mnie – ani razu nie zdarzyło mi się wybrać książkę na podstawie właśnie tego rodzaju rekomendacji. Nie zwracam na nie uwagi, bo to nie te kryteria decydują o tym, że przeczytam daną książkę. Czasami nawet łapię się na tym, że orientuję się o jego istnieniu dopiero po dłuższym czasie, kiedy dany tytuł jest już na mojej półce. Blurby bywają różne, ale tuż obok poleceń innych, popularnych autorów, bardzo częstym zjawiskiem jest nazywanie książki taką i taką. Brzmią mniej-więcej tak: Fani Igrzysk Śmierci ją pokochają!, Najlepsza historia miłosna 2014 roku! lub Dla miłośników Johna Greena i Rainbow Rowell albo zwyczajnie: Niesamowita, niezapomniana, jedyna w swoim rodzaju.



Tak się składa, że obydwie książki nad którymi patronowałam miały własnie takie chwytliwe hasła, których przeznaczeniem jest przyciągniecie czytelnika, zainteresowanie go. Jak powietrze Agaty Czykierdy-Grabowskiej na okładce nosi napis: Pierwsza polska powieść New Adult. I co się nagle stało? Widywałam nie tylko na swoim blogu, ale też innych, takie komentarze: Pierwsza powieść new adult? Nie prawda! Autor ten i ten napisał wcześniej już książkę w tym gatunku. Przecież to jest kłamstwo! Ten komentarz (oraz wszystkie inne blurby itp.) oczywiście wymyśliłam sama na potrzebę postu, ale niektóre wyglądały podobnie. Oczywiście, że książka pani Agaty może nie być pierwszą polską książką w tym gatunku – to hasło nadało powieści wydawnictwo. Nikt przecież nigdzie nie prowadzi spisu w danym gatunku i nie decyduje, która książka jest najlepsza, a która spodoba się miłośnikom danego autora. 

Tak samo było w przypadku zapowiedzi Uratuj mnie Anny Bellon, która jest ogłoszona Polską sensacją Wattpada. Jakie były odpowiedzi? Ja jakoś jej nie znam, to zakłamanie prawdy. Oczywiście wiadome jest, że w przypadku tego drugiego jest to wyolbrzymienie. Ja sama nie słyszałam wcześniej o tej książce i jestem świadoma, że to nie jest jedyna historia, którą pokochali polscy czytelnicy Wattpada. Niemniej jednak ten blurb przyciąga. Ktoś zaczyna zastanawiać się: Dlaczego ta powieść odniosła taki sukces? W dodatku zostaje wydana w formie książki, chyba musi być dobra i wyjątkowa?

Zdaję sobie sprawę, że niektóre z blurbów są trochę wyolbrzymione, czasami nawet wymyślone. A jednak widzę, że nierzadko spełniają swój cel i zwyczajnie przykuwają uwagę. Zastanawiam się tylko, dlaczego inni tego nie widzą i biorą tego typu sentencje i stwierdzenia zupełnie poważnie, wręcz śmiertelnie poważnie. Zauważyłam jednak, że nie ma takich sytuacji w przypadku zagranicznym blurbów. Nikt nie oburza się, że taka czy inna książka została nazwana równie dobrą co powieści Stephena Kinga. Być może ja tego nie widzę? Zastanawia mnie to, czy ta niechęć wiąże się też z tym, że trudniej nam zaufać polskim pisarzom? Zdecydowana mniejszość sięga po naszych rodzimych autorów i o tym też pojawi się za niedługo pogadanka, w osobnym poście.

Nie mam zamiaru nikogo tutaj urazić, bo uwielbiam swoich czytelników i ich szanuję, dlatego nie chciałabym żeby pojawiły się w związku z tym postem żadne nieprzyjemności. Chciałabym się też dowiedzieć czemu takie porównania oraz tytuły Wam przeszkadzają? Jak już wspomniałam, ja na blurby oraz polecenia kompletnie nie zwracam uwagi, i być może w tym tkwi mój brak zrozumienia. Bardzo chętnie poznam Wasz punkt widzenia. Być może niechęć do tego typu sformułowań wiąże się ze wcześniejszymi rozczarowaniami? Zachęcam Was do dyskusji i dajcie znać, co o tym sądzicie.

Świetny i zabawny przykład tego, że blurby nie zawsze są wiarygodne.
***

26 komentarzy:

  1. Nie pomogę w tym temacie, ponieważ ja również nie zwracam uwagi na tego typu rzeczy przy wyborze książki. Blurby mnie kompletnie nie interesują, bo zdaję sobie sprawę, że to jedynie chwyt marketingowy i nic więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat dla mnie niemal obcy, jednak... Interesujący...
    Takie blurby nie zawsze są w 100% prawdziwe...

    OdpowiedzUsuń
  3. Póki o tym nie napisałaś nawet nie wiedziałam, że 1) takie coś ma fachową nazwę 2) ludzie rzeczywiście zwracają na to uwagę XD
    Ogólnie to bardzo ciekawy post i mam nadzieję, że otworzy oczy ludziom, którzy naprawdę zachowują się jak powiedziałaś :3
    Pozdrawiam,
    http://szalonebookcholiczki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie patrzę na blubry, bo wiem, że to sam marketigng... Chociaż setny blurb odwołujący się do IŚ jest lekko irytujący.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzadko zwracam uwagę na blurby. Zdaję sobie sprawę z tego, że to po prostu chwyt marketingowy :P

    OdpowiedzUsuń
  6. nie spotkałam się by takie porównania przeszkadzały, mnie zbyt entuzjastyczny blurb po prostu napawa sceptycyzmem. Może za wiele razy się nacięłam?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również w większości nie zwracam uwagi na takie sprawy, bo to nie one decydują, czy przeczytam książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zwykle zwracam na nie uwagę już po przeczytaniu. Nie mam nic przeciw nim, ale czasem denerwuje mnie, kiedy porównanie nie ma żadnego związku z reklamowaną książką - na okładce jakiegoś kryminału zobaczyłam tekst "dla fanów Harry'ego Pottera". Przecież to nawet nie ten gatunek, dlaczego nie porównać do Kinga czy kogoś w tym stylu? Marketingowo byłoby to lepsze i nie wprowadzało aż tak w błąd.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiedziałam, że to ma jakąś nazwę :D Widziałam już nie raz i nie jeden takie blurby na wielu książkach. Pojawiały się w każdej książce o Harrym Potterze i znalazłam wśród nich od Stephena Kinga. Bardzo lubię jego powieści, ale zastanawiam się nad tym, że coraz częściej widzę, że poleca jakąś książkę i okazuje się ona niezbyt dobra np. taką książką była "Dziewczyna z pociągu". Osobiście nie czytałam, ale wielu moich znajomych tak i nie wyrażali się pozytywnie. Tak więc takim blurbom nie wierzę.
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie niektóre śmieszą, przede wszystkim te, których autorem jest Stephen King. Zwłaszcza od momentu, w którym przeczytałam gdzieś, że napisze blurb każdemu, o ile ten ktoś dobrze mu zapłaci.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wcale nie patrzę na takie rekomendacje. Owszem nie zgadzam się np. Że "Jak powietrze" jest pierwszą książkę New Adult, ale rozumiem, że marketing to dźwignia handlu. Specjalnie mi to nie przeszkadza. Książki wybieram na "czuja", a nie na hasło z okładki. Tak samo nie czytam opisu z tyłu książki... nie czytam, bo raz dostałam tam SPOILER! Jak można napisać na okładcen, że jeden bohater umrze... choć stało się to dopiero w połowie książki?! Taka fajna książka z emocjami przeszła u mnie bez echa bo wydawca stwierdził, że sobie zdradzi taki tak szczegół :O

    OdpowiedzUsuń
  12. Też nie zwracam uwagi na blurby :D Kiedyś tak, ale... zaczęłam je ignorować i czasami w ogóle nie zauważam, że są na okładce albo jakoś w trakcie lub po lekturze :D Mój mózg już chyba samoistnie ignoruje blurby xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tam na nie nie zwracam uwagi. No dobra, może i przyciągną wzrok, ale co z tego? Dla mnie ważniejszy jest opis i treść. A co do "Uratuj mnie" - czytałam ją na wattpadzie już... dawno temu i naprawdę bardzo mi się spodobała. Nie twierdzę, że jest jakąś mega sensacją, którą znają wszyscy, ale dobre miejsca w rankingach, ilość głosów i komentarzy - raczej o czymś świadczą (chociaż jeśli przyjrzeć się temu dokładnie to na wattpadzie coraz częściej znajdziemy dno i muł na bardzo wysokich miejscach...). Pamiętam, jak pytałam się nawet autorki, czy zostanie wydana i co? I spełniło się :P Na pewno na nią zapoluję ;)

    A wracając do tematu - zazwyczaj ignoruję blurby, bo zdaję sobie sprawę z tego, że są wyolbrzymione. Nie przeszkadzają mi, ale też nie zachęcają do czytania. Służą mi tylko po to aby przyciągnąć wzrok - nigdy się nimi nie sugeruję.

    Pozdrawiam serdecznie ^^
    Książki bez tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już się tyle razy dałam nabrać, że to już chyba wstyd. No ale, z drugiej strony, skąd indziej mamy czerpać wiedzę o książce, jeśli trafiamy na nią np przypadkowo w sklepie i skrada nam serca? ;)
    Trzeba być "trzeźwym", wybierając ksiażki i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  15. One są bardzoo irytujące. Na każdej się czyta, że to pierwsza powieść YA czy NA. To nic, że miesiąc wcześniej była premiera innej książki, innego autora i było napisane to samo. Trochę bezsens. Ja i tak na to nie zwracam uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podoba mi się ten post. Poruszyłaś ciekawy temat.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja zawsze blurby czytam - z ciekawości, ale raczej się nimi nie kieruje. Kilka ich napisałam i lubię widzieć swoje nazwisko na okładce - cóż zrobić ;)

    Bookeaterreality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat blurby napisane przez recenzentów bardzo cenię. Nawet przez to, że w moich oczach jest to ogromne osiągnięcie i mnie samej takowa rekomendacja na tyle ulubionej książki się marzy :)

      Usuń
  18. W przypadku Jak powietrze to mi nie przeszkadzało. Naprawdę. Zwłaszcza, że podział literatury młodzieżowej na YA i NA pojawił się stosunkowo niedawno. Więc można założyć, że to pierwsza świadomie napisana polska NA. XD
    Ale z Uratuj mnie naprawdę mam mieszane uczucia, nawet jeśli to tylko marketing. Nie pasuje mi to, że to rzekoma "sensacja". Siedzę w WTT od ponad 3 lat i naprawdę znam więcej "sensacji". I bardzo nie pasuje mi to hasło. Co innego, jakby brzmiało "uwielbiana przez czytelniczki Wattpada". Ok. To nikogo by nie dziwiło. Ale że sensacja? Nie, nie, nie.
    To tak konkretnie. A ogółem, jak widzę porównanie czegoś do Greena czy Rowell to nie biorę się za książkę, bo nie cierpię ani Greena, ani Rowell.
    Podobnie potraktowałam Niezgodną. Porównanie do Igrzysk Śmierci i w dodatku żywcem zerżnięta okładka? Ha, dziękuję bardzo, podróbek czytać nie lubię. I rzeczywiście, skrupulatnie odmawiam lektury, zwłaszcza, że ponoć książka nie grzeszy poprawnością. Literówki i błędy interpunkcyjne to ponoć chleb powszedni wydania. :)
    Podsumowując, czasem mam coś przeciwko, czasem nie. Zależy, czy "siedzę w temacie" głębiej czy mniej. Reklama reklamą, ale czasem prawda jest tak naginana, że naprawdę aż niemiło czytać.
    A tak ogólnie, to bardzo ciekawy post. Świetnie opisałaś swój punkt widzenia, dobrze argumentując. Pisz takich więcej, to dobre urozmaicenie wśród tylu recenzji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe jest to, co napisałaś - w Twoim przypadku taki blurb działa na Ciebie jak antyreklama. Zastanawiam się, czy przez to nie straciłaś przyjemności z jakiejś dobrej lektury? Chociaż akurat porównania do IŚ, do Greena albo kolejna rekomendacja od S. Kinga (chyba dobrze mu za to płacą) - tego jest tak dużo, że aż nie wydaje się wiarygodne...

      Usuń
    2. Ostatnio czytałam Krwawe wino, na której okładce była rekomendacja Alex Kavy - książka okazała się naprawdę dobra i naprawdę chciałam ją przeczytać właśnie ze względu na tę rekomendację, bo opis był średni.
      Kinga serio jest dużo, facet chyba naprawdę ma mnóstwo rzeczy na głowie ;___;. Przestałam już zwracać uwagę na jego rekomendacje na książkach. Z drugiej strony jestem ciekawa, czy on rzeczywiście czyta te wszystkie książki. To dopiero jest zagwozdka życia.
      Ale serio, gdy widzę porównanie do Greena czy Rowell (ja ich oboje naprawdę bardzo nie cierpię), to mnie szlag trafia i nie specjalnie żałuję. Teraz np. czytam Promyczka gdzie jest cudowne Dla fanów Johna Greena, Colleen Hoover i Rainbow Rowell - lektura obowiązkowa!, ale mimo to sięgam. Coleen uwielbiam, ubóstwiam i wgl kocham tę cudowną, ciepłą i kochaną osóbkę. I to właśnie wspominka o niej zadecydowała o zakupie książki mimo Greena i Rowell w tym samym zdaniu.
      I chociaż właśnie porównania do autorów mnie okropnie denerwują, to opinie recenzentów i recenzentek (tych kilka zdań do patronatu) zazwyczaj mnie przyciągają, bo zamiast picu reklamowego, bo och, jakaś sławna ałtoreczka (celowy błąd, żeby nie było xd) poleca, mam możliwość zobaczenia kilku słów od jakiejś zwykłej czytelniczki, która pisze z serca, a nie dlatego, że dostaje za to hajsy (chociaż może i się dostaje, nie wiem xd). Mimo to taki blurb jest dla mnie o wiele wiarygodniejszy niż zdanie podpisane sławnym nazwiskiem.
      Co innego też, gdy taki blurb jest od sławnej osoby, ale nie pisarza. Jak w przypadku Mroza - na Zaginięciu mamy słowa Anny Muchy. Nad serią Wybrani czuwa Ewelina Lisowska (chyba ona, nie wiem, jest kilka tych polskich piosenkarek, które zawsze mylę ;___;). Na takie rekomendacje mimo wszystko patrzę inaczej.

      No i jak zwykle za bardzo się rozpisałam... Starałam się ograniczać, serio! ;)

      Usuń
    3. A ja lubię jak ktoś się rozpisuje, a Ty już w szczególności :) Też mnie zastanawia czy on czyta te książki... Ale chyba tak. Jak czytałam Dziewczynę z sąsiedztwa to oprócz jego rekomendacji, przed książką jest kilkanaście stron napisane przez Kinga! Dlaczego taka wyjątkowa, co uważa o pisarzu itp. Myślę, że to fajna sprawa. Tylko właśnie jeśli widzi się jego polecenia na co drugiej książce w gatunku...

      Co do gwiazd dających polecenia - nigdy tego nie zrozumiem, tak samo jak w przypadku reklam danego produktu. Naprawdę są ludzie, ktorzy kupują coś, bo jego ulubiony aktor tego używa? A raczej tylko pokazuje w reklamie... A z drugiej strony to bardzo miłe. Mnie by przynajmniej cieszyło gdyby odezwało się do mnie wydawnictwo, poprosiło o ewentualną rekomendację. Chyba niedawno przy książce Chamberlain wypowiadała się Ola Szwed, czy ktoś taki.

      O tak! Blurby napisane przez recenzentów bardzo lubię. Już nie chodzi o to, co jest napisane, ale jak mnie to cieszy, że taki zwykły bloger ma szansę zobaczyć swoje nazwisko, logo na ulubionej książce :) Mnie samej marzy się coś takiego :)

      Usuń
    4. Ja się lubię rozpisywać, jeśli mam wyrobione zdanie, bądź wiem coś więcej w temacie. Tu akurat to pierwsze. ;) Takie wstępy to świetna sprawa, tak myślę. Rzadko spotykam książki, gdzie takowe się znajdują, więc już w ogóle odlot mieć taki wpis kogoś bardziej znanego. :D

      A to jak widzę nieco temat-rzeka, haha. Niby za, a niby przeciw. Niby śmieszne i przeszkadza, ale z drugiej fajnie i miło. Ale i tak patrzę na to bardziej przychylnie, niż na rekomendację innego pisarza. Pisarz to pisarz, w swoim gatunku z reguły chwalą innych. Ale jak aktor się wypowie? To już inna bajka. Kiedyś nawet widziałam rekomendację jakiegoś sportowca - to już w ogóle szał. Z reguły sportowcy kojarzeni są z typkami, co do literatury nijak pasują. A tu niespodzianka i książkę od razu widzimy w innym świetle. To swoją drogą też ciekawa sprawa jest. XD

      Mnie też się marzy. Zwłaszcza, że ostatnio często zwracam na to uwagę. Czytam te rekomendacje na listkach czy z tyłu okładki i jak widzę znajomy nick czy adres bloga, to miło się robi. :D

      Usuń
  19. Jakoś trzeba książkę wypromować ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Raczej nie patrzę na blurby. Przeczytałam "Wołanie kukułki" i nie miałam pojęcia, że czytam książkę Rowling :) Dopiero potem zerknęłam na tył i przeżyłam szok :)

    OdpowiedzUsuń
  21. W sumie nigdy się jakoś bardziej nad tym nie zastanawiałam. Czytam blurby, żeby dowiedzieć się, o czym jest książka, ale nie zwracam uwagi na takie właśnie chwytliwe hasła, bo wiem, że to po prostu chwyt marketingowy.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.