„Promyczek” Kim Holden


Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.

Oboje to czują.
Oboje mają powód, by z tym walczyć.
Oboje skrywają tajemnice.

Kiedy wyjdą one na jaw, mogą uzdrowić…
Mogą również zniszczyć.


(lubimyczytac.pl)

Chciałam przeczytać tę książkę odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach. Przy okazji premiery zaczęły się pojawiać niezwykle pozytywne recenzje co jeszcze bardziej podsyciło mój apetyt na nią. Wydawać by się mogło, że Promyczek ma wszystko, aby stać się niezapomnianą dla mnie powieścią – interesującą fabułę, nutkę tajemnicy, nietuzinkowych bohaterów oraz wątek miłosny. Więc co poszło nie tak?

Życie dla nikogo nie jest łatwe. Wszyscy musimy walczyć, by wycisnąć dobro z czasu, który nam ofiarowano.

Przed zakupem książki nie byłam świadoma jej gabarytów – niecałe sześćset stron w przypadku powieści w tym gatunku bywa nierzadko zgubne. Ucieszyłam się jednak, bo duża ilość stron oznacza również znacznie dłuższą podróż w świecie bohaterów. No cóż, w tym przypadku tak nie było. Historia zaczyna tak naprawdę nabierać tempa w okolicach trzy setnej strony. Wszystkie wcześniejsze wydarzenia kręcą się wokół rozmów Kate z jej najlepszym przyjacielem Gusem oraz wokół dość szczegółowo przedstawionych dni, jakie wiedzie główna bohaterka po przybyciu do nowego miasta.

I chociaż z jednej strony nie dzieje się kompletnie nic, dzięki dokładnym opisom każdej czynności postaci możemy je poznać znacznie bliżej. Mimo wszystko powtarzalność niektórych sytuacji, czy też rozmów (codzienne pogawędki pomiędzy Kate i Gusem) jest zdecydowanie niepotrzebna i męcząca. Przez pierwszą połowę książki Kate wstaje, pije kawę, rozmawia z przyjacielem, idzie spać i w odstępach zawiera nowe przyjaźnie (oczywiście spontanicznie i oczywiście z gejem i/lub odludkiem społecznym). To samo dotyczy się częstego powtarzania przez (chociaż nie tylko...) główną bohaterkę zwrotu "młody". Podejrzewam, że w oryginale brzmiało to zdecydowanie lepiej, co nie zmienia faktu, że jest to najczęściej używane słowo w książce; i zdecydowanie zbyt często. Tak samo męczące są wszystkie sentencje w stylu "żyj chwilą". Powtarzane w co drugiej rozmowie, przy okazji każdej sytuacji... dodatkowo psują zaskoczenie pod sam koniec historii.

Trudno będzie przekazać innym moje odczucia związane z tą lekturą bez zdradzania szczegółów z fabuły, ale postaram się. W każdym razie w okolicach połowy fabuła nabiera tępa – i chyba nawet zbyt pochopnego. Bo o ile wcześniej autorka nie dostarczała czytelnikowi zbyt wiele informacji o przeszłości bohaterów, w przeciągu kilkunastu stron robi to ze zdwojoną siłą. Wychodzą na jaw wszystkie tajemnice, skrywane uczucia... i niektóre z nich są zaskakujące, owszem. Ale jak tylko zostały odkryte wszystkie karty, ze znudzeniem i bez większych emocji czytałam książkę aż do samego końca.

SPOILEROWE PRZEMYŚELNIA (zaznacz tekst, jeśli chcesz przeczytać): Te wszystkie banały jeszcze da się ścierpieć, ale z całą pewnością nie tego, w jaki sposób przedstawiona jest choroba Kate. Dziewczyna czuje się słabo i źle w momencie, kiedy jej sekret wychodzi na jaw. Przecież to jest śmieszne. Nie da się po prostu udawać, że jest się zdrowym i tak się po prostu dzieje. Taka choroba wyniszcza człowieka psychicznie oraz fizycznie. Tutaj choroba daje znać o sobie wtedy, kiedy jest to jak najbardziej dogodne dla bohatera. Co więcej, nie zagłębianie się w szczegóły oraz ciągłe połykanie Ibuprofenu (który źle wpływa na wątrobę – czyżby autorka nieumyślnie zabijała swoją bohaterkę?) świadczy o tym, że tak zwany research przed napisaniem tej historii był po prostu ubogi. Takich błędów typowo logicznych naprawdę nie lubię.

To, co napędza, a raczej powinno napędzać całą historię to Kate. Jest ona zdecydowanie największą zaletą całej historii i w pewnym momencie pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest jedną z ciekawszych o jakiej czytałam. Jednak w niektórych sytuacjach miałam ochotę nią potrząsnąć i prosić tylko o to, aby zrobiła coś złego, coś niepozytywnego. Niestety, Kate ostatecznie okazuje się być kolejną idealną postacią, która powinna wzbudzać u czytelnika współczucie oraz uśmiech. Podobnie jest z pozostałymi bohaterami, których można nazwać jedną cechą  zakochany w przyjaciółce przyjaciel, ekscentryczny, ale jakże kochany kumpel gej, zakochany w dziewczynie chłopak, głośna przyjaciółka, a na samym czubku tej szczęśliwej piramidy jakże cudowna i zawsze pozytywna, bez skazy główna bohaterka.

Trzeba być wdzięcznym za to co się ma.

Promyczek ma wszystkie elementy aby być powieścią zapadają w pamięć, ale dla mnie ta historia na pewną taką nie będzie. Brak jej tego czegoś, co by mnie porwało. Autorka sprawnie balansowała pomiędzy humorem oraz smutkiem, ale to wszystko po prostu już było. Tragedie rodzinne, przyjaciel gej, wątek miłosny, paczka oddanych znajomych, ckliwe zakończenie... Kim Holden wiedziała, jak zagrać na emocjach czytelnika i stworzyć dobrą historię. Dla mnie jednak jest ona tylko i wyłącznie dobra i dodatkowo całkiem prosta. Z wyjątkowo przegadanym początkiem. Może gdyby Promyczek zamiast z sześciuset stron składałby się z trzystu byłoby inaczej? Dzięki Collen Hoover dowiedziałam się, że dobra historia nie musi być obszerna. Ta książka to nic innego jak wrzucenie wszystkich chwytliwych i chętnie czytanych elementów w jedno miejsce. Jak dla mnie, niestety, czas całkowicie stracony – skoro książka na dłużej nie zapadnie mi w pamięci.

5/10

26 komentarzy:

  1. Cóż, faktycznie o tej książce zrobiło się ostatnio jakoś tak dziwnie głośno, ale nikogo jakoś specjalnie nie zachwyciła. Raczej nie moje klimaty, wątpię czy sięgnę, chyba tylko w momencie, gdy zostanę sam na sam tylko z tą lekturą.

    Pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka jest już u mnie. Będę ją niebawem czytać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauważyłam to samo co Ty. Od razu po lekturze wystawiłam jej dość wysoką ocenę, z perspektywy czasu widzę jednak, że lekko przesadziłam. Również dziwił mnie sposób w jaki przedstawiono tę chorobę, zabrakło tu realizmu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po wszystkich pozytywnych opiniach mialam ogromną ochotę na tę książkę. Po przeczytaniu Twojej trochę jednak mi przeszło. Nie lubię takiego niepotrzebnego przeciągania

    OdpowiedzUsuń
  5. Może przez króciutką chwilę mnie do niej ciągnęło, ale szybko przestało. Wychodzi na to, że słusznie. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że Ci się nie spodobało jakoś specjalnie. Ja mam ją w planach, ale raczej bardziej odległych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszędzie trąbią o tej książce, ale ja chyba poczekam i może, może kiedyś po nią sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zgadzam się z Tobą. Collen Hoover kończy prawie każdą historię happy endem i to jest nijakie dzieje się szybko, lubię Hoover, ale gdybym miałam wybierać wybrałabym Holden. Budowanie historii, poznanie bohaterów, poznanie każdego elementu ich życia było jak najbardziej potrzebne, moim zdaniem to właśnie pokazuje jak ludzie powinni się zachowywać. Kate pomimo swojej choroby żyła dalej, nie załamała się jak robią to niektórzy, z własnego doświadczenia wiem, że to nie jest proste jednak jest możliwe być pozytywną osobą jaką była Kate, i to, że przez pół książki w zasadzie się nic nie działo, ma sens... a jest nim by doceniać życie, każdy jego element, każdy zwyczaj, każdą codzienną rzecz, którą robimy. Oczywiście nie do wszystkich dotrze ta książka i nie wszystkim się spodoba. Ja pokochałam Holden i tak "MłodY' aka Dude po angielsku brzmi zdecydowanie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaskoczyłaś mnie i to solidnie. Sama "Promyczka" nie czytałam jeszcze, ale do tej pory trafiałam na same pozytywne recenzje i książka czeka na półce. Spodziewam się czegoś cudownego, więc tym większe jest moje zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytając Twoje słowa kiwałam głową, przyznając Ci rację. Jednak kwestie, które wspominałaś nie uderzyły mnie tak bardzo jak Ciebie. Nie doszukuje się realizmu, to jest fikcja o ma mnie emocjonalnie sponiewierać. U mnie przeważyło również w odbiorze to, że w Kate odnalazłam moja znajomą, która niedawno zakończyła swoją walkę z chorobą. Widzialam ten brak logiki, ale moje emocji i tak wzięły górę. Zgadzam się również co do początku strasznie mnie wymęczył, mógłby być o połowę krótszy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam nadzieję, że mnie bardziej się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pierwsza połowa książki jest bardzo spokojna i faktycznie zachowania bohaterów mogą stać się monotonne, ale ja w ogóle tego nie odczułam. Dopiero teraz czytając Twoją opinię sobie to uświadomiłam i w sumie zgadzam się z Tobą, ale na szczęście mi dobrze się czytało zarówno pierwszą część, jak i drugą.
    SPOJLERY!!!
    Co do kwestii samej bohaterki i jej choroby, to mam inne zdanie, bo zdecydowanie da się ukrywać chorobę - nie będę się zagłębiać w szczegóły, ale znam taką osobę. Oczywiście nie można tego robić w nieskończoność, bo w końcu wyniszczenie organizmu jest widoczne, ale jest to możliwe. Oczywiście wszystko zależny od wielu czynników (postępowania choroby i samego samopoczucia), bo to sprawa bardzo indywidualna.
    Poza tym zgadzam się, że Kate była zbyt idealna - czasami, aż się pragnęło, aby postąpiła źle,coś schrzaniła, albo zachowała się samolubnie, ale autorka zrobiła z niej świętą. Aczkolwiek książkę świetnie mi się czytało i bardzo mi się podobała :D
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja mam przed sobą tę książkę i planowałam zabrać ją na wakacje. Wydaje mi się, że plan zrealizuje, aczkolwiek teraz się zastanawiam czy nie wziąć czegoś jeszcze :) Głupio byłoby się nudzić na wakacjach :)
    http://books-by-dzoana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. No to chyba się za nią jednak nie biorę :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
  15. Nabyłam natychmiast, ale nie mogę się zabrać, no nie mogę:) Co do recenzji, wcale nie jest taka zła, napisałaś szczerze co i jak, a nie każdego pocieszają rady typu "ŻYJ CHWILĄ". Ja oczywiście i tak liczę, że mnie urzecze, a jeśli nie to cóż.. na pewno o tym napiszę :D
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. No to mamy kolejnego przeciętniaka. Szkoda, bo po przeczytaniu opisu, wywnioskowałem, że książka ma potencjał. Zmarnowany.

    OdpowiedzUsuń
  17. Uratowałaś mnie przed tą książką... Właśnie miałam zamawiać, ale doszłam do wniosku, że mam dość schematów i kolejna ckliwa, banalna historia oparta na utartych motywah nie jest dla mnie.

    Ps. W recenzji chyba wkradł ci się błąd , wydaje mi się, że tempa, a nie tępa, (" książka nabrała tempa"), ale mogę się mylić :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Uratowałaś mnie przed tą książką... Właśnie miałam zamawiać, ale doszłam do wniosku, że mam dość schematów i kolejna ckliwa, banalna historia oparta na utartych motywah nie jest dla mnie.

    Ps. W recenzji chyba wkradł ci się błąd , wydaje mi się, że tempa, a nie tępa, (" książka nabrała tempa"), ale mogę się mylić :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Masz rację, muszę się z Tobą zgodzić, gdy piszesz o wadach tej książki muszę się zgodzić. Mnie ruszyła, ale to było tak na granicy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Myślę, że to nie jest moja tematyka, więc raczej sobie ten tytuł odpuszczę

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytałam... i miałam negatywne uczucia co do tej książki przez jakieś 350 stron. Męczyła mnie ta codzienność. Później zauważyłam, że miało to mieć jakiś sens w dalszej części książki. Jednakże czegoś tej historii, dla mnie, brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jakoś ostatnio unikam takich książek. Nie szukam ich specjalnie i jakoś nie czuje aby przypadły mi do gustu, ale "Promyczek" z każdą kolejną recenzją mój apetyt na tę powieść rośnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Przyznam, że do tej pory spotykałam się z samymi pozytywnymi opiniami o tej książce, a jednak okazuje się, że ma ona w sobie trochę minusów. Mimo wszystko, myślę, że dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dopiero wracam do internetowego świata, więc nie natykałam się na recenzje i zapowiedzi tej książki. I całe szczęście, bo nie zdążyłam narobić obie aż tak wielkiej ochoty i postawić wysoko poprzeczki. Przeczytałam dziś już jedną recenzję i w zasadzie jestem skłonna przeczytać tę powieść. Tzn. byłam, dopóki nie przeczytałam, że przez pierwsze 300 stron historia w zasadzie się powtarza i jest nużąca. Tego się nie spodziewałam. I nie wiem, czy to zniosę. Jeszcze się zastanowię, czy na pewno dam szansę tej opowieści. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Przyznam, że Promyczka czytałam dość długo i faktycznie, zgadzam się, że historia była miejscami nielogiczna, do bólu schematyczna itd. I pewnie otrzymałaby ode mnie jakieś 6/10, bo tak naprawdę nie była to jakaś nadzwyczajna opowieść.
    Więc czemu dałam dychę?
    Za prostotę, która mimo wszystko, potrafi wywołać jakieś tam przemyślenia. I za kowbojskie ochraniacze, bo one są the best :D
    Myślę, że książka nie podobała Ci się dlatego, że podeszłaś do niej z nastawieniem na świetną powieść po przeczytaniu wszystkich pozytywnych opinii.
    Powiem, że zastanawiam się nad sięgnięciem po drugi tom, kiedy tylko wyjdzie, ale chyba skończę na "Promyczku". Nie jestem jakoś specjalnie związana z Gusem...
    Ale recenzja wyszła Ci świetnie, nieważne, że dość krytyczna. Odzwierciedla Twoje przemyślenia i to mi się podoba :)
    Pozdrawiam Cię gorąco,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) No właśnie napisałam w pierwszym akapicie, że pomimo że zewsząd atakowały mnie pozytywne recenzje, to chciałam ją przeczytać jeszcze przed nimi. Nauczyłam się już jakiś czas temu, żeby zbytnio nie nastawiać się na daną książkę, bo to znacznie wpływa na mój odbiór książki. Recenzje podysciły apetyt, ale podeszłam do niej mimo wszystko na chłodno.

      Usuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.