„Pierwsza na liście” Magdalena Witkiewicz

Historia przyjaźni, która po latach rodzi się na nowo, miłości, która wybucha gwałtownie i niespodziewanie…
Opowieść o trudnych wyborach, które mogą podarować komuś życie, o przebaczeniu i zrozumieniu oraz o wielkiej nadziei i sile kobiet. Czy najbliższej przyjaciółce potrafiłabyś wybaczyć wszystko? Mimo tego, że zabrała Tobie to, co kochałaś najbardziej? A gdyby jej wybór okazał się błędem? A gdyby jej dni były policzone? Ina myślała, że przeszłość zostawiła daleko za sobą. Teraz jej życie przebiegało tak, jak sobie tego życzyła. Czasem zapraszała do niego mężczyzn, ale tylko na chwilę. Patrycja w każdej chwili mogła wszystko stracić. Los postawił przed nią najtrudniejsze z zadań. Jak w ciągu kilku tygodni nauczyć ukochane córki jak żyć? Karola musiała wziąć sprawy w swoje ręce.
Wyruszyła w podróż aby odnaleźć pierwszą na liście.
Odnalazła. Ale wraz z nią wróciły bolesne wspomnienia.
Mimo niezagojonych ran, dawnych zdrad i upływającego czasu, przyjaźń powróciła. Powróciła z wielką mocą, która kruszy góry, sprawia, że niemożliwe staje się możliwe.

(lubimyczytac.pl)


Już od dawna miałam w planach powieści Magdaleny Witkiewicz. Wydaje mi się, że na mojej liście do przeczytania znajduje się większość tytułów, które wyszły spod pióra autorki. Zwłaszcza teraz, kiedy mają premiery jej kolejne książki, ciągle widywałam jej nazwisko. Tak bardzo chciałam polubić stworzone przez nią historie. Naczytałam się naprawdę wiele dobrych słów na temat twórczości autorki u innych blogerów. I dlaczego to ja znowu muszę być tą, której coś się nie podoba?
Myślcie pozytywnie. Pozytywne myśli przyciągają dobrych ludzi. I przyciągają szczęście. Złe myśli i słowa tylko pomnażają zło na świecie.

Książka zwyczajnie mnie nie porwała. Nie wstrząsnęła mną, nie zszokowała i nie sprawiła, że moje serce zabiło mocniej, a w oczach pojawiły się łzy wzruszenia. A ja właśnie po tylu pozytywnych recenzjach oraz dobrych słowach o twórczości pani Witkiewicz tego oczekiwałam.

Pierwsze kilkanaście stron zwiastuje naprawdę ciekawą historię. Autorka nie odpowiada na wszystkie pytania i stopniowo wprowadza czytelnika w opowieść o dwóch dawnych przyjaciółkach. I chociaż pierwszą część czytało mi się w miarę przyjemnie, z początkiem drugiej aż do końca książki nie towarzyszyły mi żadne emocje. Do własnie tej pierwszej połowy akcja jest w miarę ciekawa i zaskakująca, jednak już w połowie domyśliłam się zakończenia. To niestety zepsuło mi dalszą przyjemność z czytania.

Wydaje mi się, że same wydarzenia nie były w żaden sposób pociągające. Chociaż problem związany z chorobami w typie raka oraz białaczki zazwyczaj jest dla mnie interesujący, tym razem nie poczułam się nim szczególnie zaintrygowana. Przedstawienie tej niezwykle ciężkiej sytuacji dla bliskich chorego nie jest niczym wyjątkowym. Było to dla mnie tylko i wyłącznie poprawne i nie wzbudziło większych emocji ze względu na to, że nie było to coś, o czym jeszcze nigdy nie czytałam.

Mój brak emocji mógł się wiązać również z tym, że niezbyt czułam bohaterów Pierwszej listy. Oprócz Iny, każdy był dla mnie mało wyrazisty i zbytnio podobny do każdej innej zwyczajnej osoby. Nie tylko z charakteru, ale też i sylwetki. W pewnym momencie nawet życia dwóch bohaterek mi się pomieszały i musiałam się zastanowić, której kobiecie poświęcony jest dany rozdział. I chyba z tego powodu zbytnio nie przejmowałam się tragediami oraz wydarzeniami, jakich doświadczały wszystkie postaci. 

A im dalej było, tym gorzej. Najpierw wszystkie cztery kobiety przeżywały wszystkie możliwe tragedie życiowe, a następnie zupełnie odwrotnie – same pozytywne. Rozumiem, że ta książka miała podnieść na duchu i prędzej wywołać uśmiech na ustach niż łzy wzruszenia. Oczekiwałam mimo wszystko odrobinę autentyczności.

Nieważne, ile człowiek ma lat. Zawsze jest dzieckiem.

Pierwsza na liście nie jest złą książką. Na mnie po prostu nie zrobiła większego wrażenia i ze smutkiem stwierdzam, że to raczej poprawne czytadło na jeden wieczór. Oczekiwałam wiele emocji, a nie otrzymałam prawie żadnych. Książka opowiada o wielu poważnych problemach, ale mnie one w ogóle nie poruszyły. Chciałabym, żeby była bardziej wyjątkowa, tak samo jak bohaterki, które – odnosiłam wrażenie – różniły się od siebie tylko i wyłącznie imieniem. Powieści obyczajowych nie czytałam wiele, ale były takie, które zrobiły na mnie zdecydowanie większe wrażenie.

6/10

22 komentarze:

  1. Nie czytałam tej książki, ale spodobała mi się inna książka tej autorki ,,po prostu bądź", oraz jej ,awaria małżeńska", w której połączyła siły z Nataszą Sochą.
    Sama nie jestem wielką fanką Magdaleny Witkiewicz... ale tylko dlatego, że czytałam zaledwie jej dwie książki z czego jedna (po prostu bądź) mnie kupiła, a druga (szkoła żon) jakoś specjalnie nie zachęciła.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na mnie wręcz przeciwnie, zrobiła wielkie wrażenie. Chyba nigdy nie zapomnę o tej książce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio mam "fazę" na powieści M.Witkiewicz, tę też chciałam przeczytać, ale kiedy słyszę hasła: rak, choroba, to dziękuję - za bardzo biorę taką tematykę do siebie. Jak na razie ogromnie podobała mi się "Po prostu bądź" - jeśli chodzi o polecenie czegoś tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najpierw same tragedie, a potem fala pozytywnych zdarzeń? Cóż, to chyba książka nie dla mnie. Lubię autentyczność i wyrazistość, tutaj raczej tego nie dostanę :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, dlaczego, ale strasznie mnie przyciąga ta okładka, super zrobiona! Co do samej książki - jako że to nie mój klimat i tak bym po nią nie sięgnęła, a skoro doskonała nie jest, to tym bardziej. ;)
    medycy nie gęsi, też książki czytają!

    OdpowiedzUsuń
  6. Książkę mam liście, ale nie wiem kiedy i czy się skusze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż Ty, gdzie nie spojrzę wszędzie fanki autorki. Tę książkę mam, z bidronki z 1,5 roku leży na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Okładka właśnie mówi, że to będę dość smutna powieść, a ja tu widzę, że to totalna zmyłka. ;) Nie miałam jeszcze styczności a autorką, może kiedyś, może w te wakacje, bo miałam próbować nowych gatunków. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj koniecznie muszę się z nią zapoznać

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja ją czytałam i wspominam ją dość ładnie. :)
    Po prostu bądź chyba, że już czytałaś. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tego właśnie się obawiałam,a przynajmniej po tym właśnie tytule,bo sam opis niezbyt mnie porwał.Ogólnie twórczością pani Witkiewicz dalej jestem zainteresowana...ale po prostu moją przygodę z nią chyba zacznę od innej pozycji :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam sporo o książkach tej autorki i faktycznie, w ostatnim czasie pojawiło się wiele recenzji, w których jej książki były wychwalane. Ja sama nie miałam okazji jeszcze sięgnąć po nic z jej dorobku, ale możliwe, że się to zmieni. Sama chciałabym się przekonać, czy faktycznie jest taka dobra, czy jednak czegoś jej brakuje, o czym ty wspomniałaś.

    OdpowiedzUsuń
  13. Autorka pisze naprawdę piękne książki, a z tą nie miałam jeszcze okazji się zapoznać :) Muszę więc szybko to zmienić!
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Rzadko czuję się na tyle zaintrygowana, żeby sięgać po twórczość polskich autorów, choć staram się przełamać :). Przynajmniej po Twojej recenzji już wiem, że to nie jest książka dla mnie - za dużo powieści na jeden wieczór zalega u mnie na półce ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Akurat tego tytułu nie czytałam. Póki co jedynie "Po prostu bądź" miałam okazję przekartkować i akurat ta historia mnie porwała. Po Twojej recenzji "Pierwszej na liście" zastanawiam się czy zaryzykować sięgnięcie... Ale w sumie, czemu nie. ;)
    Pozdrawiam,
    Chaotyczna A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja sama po tylu pozytywnych recenzjach oczekiwałabym tego samego co Ty...

    OdpowiedzUsuń
  17. Skoro ta książka nie wywołała u Ciebie emocji, to chyba ją sobie odpuszczę :/
    A szkoda, bo zapowiadała się interesująca lektura :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Podobnie jak Ty sporo słyszałam o książkach Magdaleny Witkiewicz, ale jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej z nich. W sumie byłam lekko zaskoczona tą raczej negatywną recenzją - o "Pierwszej na liście", jeśli dobrze pamiętam, było dość głośno i wydawało mi się, że była raczej dość ciepło przyjęta. No ale na tym polega całe piękno, że mamy różne zdania i gusty :) Muszę kiedyś sięgnąć po powieści tej autorki.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Książki autorki bardzo mnie kuszą, choć najszybciej sięgnę po najnowszą jej powieść, którą mam już w domu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Słyszałam jedynie o "Cześć, co słychać?", ale ta pozycja także zapowiada się kusząco!
    Pozdrawiam cieplutko i przypominam o konkursie,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  21. im więcej ohów i ahów, tym człowiek mocniej się nastawia i łatwiej o rozczarowanie. Witkiewicz nie czytałam, ale identyczną sytuację miałam z Dziewczyną z pociągu. taki hicior, a mnie ani zagrzał, ani wyziębił.

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak dotąd przeczytałam tylko "Po prostu bądź", które bardzo przypadło mi do gustu. W najbliższych planach mam jeszcze "Szkołę żon" i właśnie "Pierwszą na liście" i w przypadku tej książki mam wielką nadzieję, że jednak będę zadowolona z lektury. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.