„Bez słów” Mia Sheridan

Czy są takie rany, których miłość nie zdoła uleczyć?

Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.
Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?

(lubimyczytac.pl)

Chociaż Bez słów planowałam zakupić odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach, wszystkie niedawno wydane książki Mii Sheridan bombardują mnie ostatnio zewsząd. Czytam o tym, że pisze niesamowicie, jej powieście gwarantują niezapomniane wrażenia i morze wylanych łez. Tymczasem mnie spotkało wielkie rozczarowanie.


Uważam, że miłość to na tyle abstrakcyjne pojęcie, że każdy z nas ma swoje własne słowo na określenie tego, co dla niego oznacza.

Pomysł na historię wydawał mi się świetny – ucieczka od problemów zaprowadza bohaterkę do... niemowy i całkowitego odludka. Idea jest naprawdę dobra i element porozumiewania się językiem migowym wprowadza coś świeżego, podobnie jak motyw muzyki w Maybe someday. Pomyślałam, że być może w końcu jest nadzieja na to, aby męska postać nie była kolejnym idealnym przystojniakiem z sześciopakiem i zabójczą kwadratową szczęką. Niestety skończyło się tylko na myśleniu.

(Nie)stety Archer, pomimo swojego milczenia i ciągłego stronienia od ludzi jest... uwaga – niesamowicie, wręcz zniewalająco przystojny. I chyba mogłabym to wytrzymać gdyby nie ciągłe uwagi głównej bohaterki na temat jego wyglądu, w szczególności jego muskularnego tyłka. Tak jakby czytelnik nie był na tyle rozgarnięty, żeby dotarło do niego, że ten chłopak jest przystojny. Chyba nie ma strony, na której Bree nie zachwyca się urodą swojego wybranka.

Sama postać Archera była dla mnie po prostu dziwna. Pomimo świadomości tego, co przeżył nie potrafiłam zrozumieć dlaczego zachowuje się w danej sytuacji tak nie inaczej. Podobnie jest z Bree, która jest niezbyt spójną i na dodatek wyjątkowo płaską postacią. Kilkakrotnie dokonywała tak oderwanych od rzeczywistości decyzji, że aż trudno mi było w to uwierzyć. Poza tym kompletnie niczym się nie wyróżnia; równie dobrze mogłaby się zamienić z jedną z trzecioplanowych postaci i nie zauważyłabym żadnej różnicy.

Główną wadą tej książki jest zdecydowanie styl jakim jest napisana. Pomijając fakt, że autorka zupełnie mnie nie zainteresowała swoim językiem – Bez słów to dla mnie zbiór średnich dialogów, nierealistycznych sytuacji i nielogicznych błędów. Wszystko wydaje się raczej proste, a otoczenie oraz wszystkie postaci bardzo ubogie w jakiekolwiek znaki szczególne. I nawet nie przeszkadzałoby mi to, że książka jest przewidywalna... tylko, żeby schematyczną historię czytało się przyjemnie to musi być ona przynajmniej dobrze napisana.

Mniej więcej do połowy książkę czytało mi się w miarę dobrze. Przymykałam odrobinę oko na wspomniane już błędy logiczne, kiepskie dialogi i starałam skupić się na samej fabule, która była w miarę ciekawa. Niestety później coś się całkiem zepsuło. Najpierw ciągłe opisy: wstaję do pracy, myję się, jem, myślę o Archerze... a potem jeszcze więcej dramatycznych wydarzeń. Nie dość, że bohaterowie w przeszłości zostali skrzywdzeni to w dalszej części książki przydarza się im zbyt wiele tragedii i naprawdę dziwnych zbiegów okoliczności. Apogeum jest zakończenie, które jest po prostu złe, kiepskie, rozczarowujące i niesamowicie przesłodzone. Własnie na tym książka się opiera: raz tragedia, raz cukier... jakby nie mogło być czegoś pośrodku.

Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne.

Bez słów miała wywołać u mnie wiele pozytywnych emocji, ale moje odczucia można opisać tylko jednym słowem: rozczarowanie. Pomysł na historię jest świetny i myślę, że gdyby nie jego kiepskie wykonanie to książka byłaby znacznie lepsza. Styl jakim jest napisana pozostaje wiele do życzenia, a jej nierówność pod względem nastroju zarówno bohaterów (ich nielogiczne decyzje naprawdę przyprawiały mnie o ból głowy) oraz samych wydarzeń (raz dobrze, raz źle = robienie dramatyzmu na siłę) sprawiają, że zastanawiam się, czy autorka wiedziała na pewno jak miała wyglądać ta powieść. Wszystko dopełnia jedne z gorszych i przewidywalnych zakończeń o jakich dotąd czytałam. Miały być łzy wzruszenia, okrzyki zachwytu, a skończyło się na ciągłym przewracaniu oczami i silnej potrzebie skończenia jej jak najszybciej. Jak dla mnie to raczej lektura niezbyt wysokich lotów, która pomoże się odmóżczyć na kilka godzin.

5/10

37 komentarzy:

  1. Nie zachęciłaś mnie :( A widziałam, że wiele osób to czyta i też się zastanawiałam nad zakupem, ale teraz mam wątpliwości.
    http://books-by-dzoana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm...jestem zaskoczona, zewsząd bombardują same pozytywne opinie. Ale Twoją będę miała na uwadze, bo już się przekonałam, że warto ufać twoim odczuciom na temat lektur. :)
    Jednym słowem - szkoda, że autorka tego drzemiącego w fabule potencjału nie wykorzystała...
    Pozdrawiam! włóczykijka z marcepanowych recenzji

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem bardzo ciekawa tej książki, gdyż poznałam już prozę tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważyłam, że ta książka ma bardzo sprzeczne opinie. Ludziom albo bardzo się podoba albo w cale. Przez to nie mam pojęcia co o niej sądzić. Na początku strasznie chciałam ją mieć, jednak teraz po przeczytaniu kilku recenzji, które były dla mnie jak kubeł zimnej wody nie jestem taka pewna czy mi się spodoba. Jak na razie podziękuję, może kiedyś...

    Pozdrawiam serdecznie ^^
    ksiazki-bez-tajemnic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekałam na Twoją opinię z niecierpliwością ;) Teraz jak o tym myślę, to fakt - Bree jest nijaka, a Archer jest zbyt przystojny jak na odludka i niemowę. Jakoś tak zachwiane są te ich portrety psychologiczne. No ale inaczej nie byłoby fabuły ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że się zawiodłaś :( Bez słów jeszcze nie czytałam, ale po Stingerze mam ochotę. Stinger wydaje mi się zupełny inny od Bez słów. Mam pewne obawy wobec tej książki, nie chcę podchodzić do niej super pozytywnie nastawiona, bo potem jeszcze się okaże, że Stinger o wiele lepszy i nie wiem, co się stało z autorką :( Cóż, przeczytam kiedyś na pewno i mam nadzieję, że się nie rozczaruję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To mnie zaskoczyłaś :P Mi pomysł na fabułę wydawał się średni - przynajmniej ta część z ucieczką przed przeszłością. W takich książkach to nic nowego, ale im czytałam dalej, tym było coraz lepiej :D W sumie nasze zdania się różnią jak ogień i woda ;)
    Pozdrawiam.
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytając Twoją recenzję, wydawało mi się, że nie czytałyśmy tej samej książki. Oczywiście nie będę Cię teraz nawracać, każdy może mieć swoje zdanie, nie przeczę, lecz uwaga co do atrakcyjności Archera musi być. Otóż, o ile pamiętam, Archer był przystojny, ale raczej odniosłam wrażenie, że tylko dla głównej bohaterki, a nie ogólnie. Oczywiście mogę się mylić, bo pewne rzeczy zacierają się w pamięci, a czytałam ją już kilka tygodni temu.
    Nie uważam też, żeby książka była nudna. Moim zdaniem "Bez słów" jest niezaprzeczalnie lepsza niż "Maybe someday", chociażby dla samych faktów medycznych, które przy niedyspozycji Ridge były śmieszne i wyssane z palca, a Sheridan coś tam realistycznego wplotła.

    www.wachajac-ksiazki.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie masz nic przeciwko, usunęłam Twój drugi komentarz, bo był podwojony. Jak dla mnie nie tylko dla autorki, całe miasto krzyczało o tym, jacy to wszyscy z rodu Hale nie są przystojni. Jej przyjaciółka też się nim później zachwycała, z tego co pamiętam. Tylko jak dla mnie to on mógł być przystojny tylko dla Bree, ale nie żeby był przedstawiany jako grecki bóg, który z niewiadomych powodów rąbie drewno na opał w środku lata :(

      Usuń
    2. Bo on to robił na zapas! :)

      Usuń
    3. Takie hobby, co zrobisz? Rzeczywiście, coś tam było, że ród Hale to sami przystojniacy, mój błąd - ale ja sama nie wyobrażałam go sobie jako greckiego boga (kiedy jest o nich mowa, to od razu mam przed oczami Aresa czy Hadesa z Percy'ego Jacksona). :)

      Usuń
    4. A co do drugiego komentarza, to nie ma problemu. :)

      Usuń
  9. Trochę mnie zaskoczyłaś - chyba jeszcze nie czytałam żadnej negatywnej opinii o tej powieści. Na szczęście po "Bez słów" sięgać nie zamierzam i nigdy nie miałam w planach tego robić. Już sama okładka z gołą klatą mnie skutecznie odstraszyła ;)

    Pozdrawiam
    Kasia z bloga KsiążkoholizmPostępujący

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę się z Tobą zgodzić. Czyta się przyjemnie i tak dalej, ale jakiegoś wielkiego szału nie ma. Po kilku tygodniach od przeczytania fabuła już powoli rozmywa się w mojej pamięci, a to już o czymś świadczy ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moją opinię już znasz, ale oczywiście szanuję Twoje zdanie. Ludzie są różni, a o gustach się nie dyskutuje. To co się jednemu podoba, innemu już nieco mniej :) Mnie się książka podobała, ale to już wiesz :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę przyznać, że po przeczytaniu Twojej opinii nieco inaczej patrzę na książki autorki. Na pewno kiedyś spróbuję i postaram się przekonać na własnej skórze, czy mi się podoba, ale podejdę do niej z dystansem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Za niedługo planuję przeczytać tę książkę i staram się nie zrażać negatywnymi opiniami. Choć z drugiej strony nutka niepokoju zawsze jest...

    OdpowiedzUsuń
  14. A dla mnie jest wprost świetna, jednak jestem w stanie wytrzymać Twoje zdanie. Nie każdemu musi się podobać to samo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam wielkie oczekiwania wobec tej książki. Piętnaście minut temu skończyłam "Stingera", na półce czeka "Calder" i "Bez słów", więc prędzej czy później się za nie zabiorę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie znam twórczości tej autorki, ale ta pozycja mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja w dalszym ciągu jestem zaskoczona. Mi się bardzo podobało, przeczytałam szybciutko i uwaga o stylu Sheridan jakoś tak zaskoczyła mnie najbardziej. Za to zgodzić się mogę do zakończenia, było okropne i totalnie oklepane. Jednak wciąż co do postaci Archera i stylu pisania nie. Bawiłam się przy lekturze świetnie (chociaż bez wielkiego WOW) i samo wspomnienie o niej wywołuje u mnie uśmiech, ale wiadomo, nie każdemu musi się podobać. ;)

    http://recenzje-koneko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i zapomniałam dodać, że okładka niesamowicie mi się podoba! ♥

      Usuń
  18. Ja postanowiłam, że książkę przeczytam. Kiedyś, bo jeszcze sama nie wiem, kiedy. Chcę jednak poznać autorkę, bo wiele o niej słyszałam. Jeśli zaś chodzi o przystojnych bohaterów... W wolnej chwili wpadnij do mnie na post o... książkowych księciach z bajki :) Jestem ciekawa, czy masz swój ideał ;)

    Pozdrawiam sedrecznie
    nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. Szkoda, że dialogi oraz mała autentyczność wydarzeń tak dominują w tej pozycji. Mimo mankamentów, chciałabym sama zweryfikować te pozycję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Fascynuje mnie główny bohater, owszem, też wolałabym, żeby Archer nie był zabójczo przystojny, żeby choć trochę wyróżniał się z tłumu bohaterów tego typu, ale mimo wszystko coś mnie do tej książki ciągnie i chyba nie będę potrafiła się jej oprzeć.. Może akurat mnie przypadnie do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zdziwiła mnie ta recenzja. Wszyscy ogromnie zachwycali się tą książką, historią i wykreowanymi przez autorkę bohaterami. Po przeczytaniu opisu sama szybko nabrałam na nią ochotę, ale niestety, do dziś nie przeczytałam "Bez Słów". Jednak po zaznajomieniu się z Twoją opinią teraz mam mieszane zdanie, czy w ogóle chcę poznać tę książkę. Nie lubię, gdy bohaterka cały czas zachwyca się urodą jakiegoś TRADYCYJNEGO już aż nazbyt urodziwego chłopaka. Poza tym, Bree wydaje się być bardzo irytująca :/
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Wow, nie spodziewałam się, że będziemy miały aż tak odmienną opinię na temat tej powieści. Bardzo się cieszę, że wpadłam na twoją recenzję, ponieważ 3/4 faktów tutaj poruszanych w ogóle nie zauważyłam ;) Dziękuję za to, że dałaś mi nowe spojrzenie na tą powieść, mam nadzieję, że reszta twoich opinii okaże się równie oryginalna :) Co mam powiedzieć jeszcze... biegnę czytać!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Wreszcie ktoś kto się tak bardzo nie zachwyca "Bez słów"! Inne książki pisarki moim zdaniem są znacznie lepsze...

    Moje własne miejsce na Ziemi - miye.eu

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię Twoje recenzje, ponieważ podchodzisz do nich na chłodno. Nie ekscytujesz się niepotrzebnie i zawsze można liczyć, że na Twoim blogu pojawi się szczera opinia. Prawdę mówiąc mam egzemplarz Bez słów u siebie na półce, ale nie jestem pewna, kiedy po niego sięgnę. Dotąd widziałam tylko same pochlebne recenzję, więc cieszę się, że w końcu znalazła się osoba, która ma nieco inne zdanie na jej temat. Nie przeczę, że mimo wszystko chciałabym sięgnąć po książkę tej autorki, ale na pewno nie zrobię tego teraz. Musi swoje odleżeć na półce :)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Średnio chce mi się sięgnąć po tę książkę.
    Twoje recenzje są świetne, bardzo skrupulatne, właśnie za to tak je ubóstwiam.
    Cieszę się, że nie uległaś całemu "szałowi" na "Bez słów", bo zachwycali się tym dosłownie WSZYSCY.
    Dziękuję za rzetelną opinię.
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja i tak ją kiedyś przeczytam. Rzeczywiście zewsząd bombardowały mnie pozytywne recenzje i miło było przeczytać u Ciebie o wadach tej książki, bo już myślałam że to jakiś ideał jest. Mam nadzieję, że za jakiś czas sama się przekonam czy warto ją było zdobyć, bo jej temat mnie zafascynował
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  27. Mam odmienne zdanie na temat tej książki, ale i tak z chęcią przeczytałam recenzję i znalazłam parę rzeczy, na które sama nie zwróciłam uwagi. :) Bardzo fajnie że każdemu podoba się coś innego można sobie podyskutować :)
    Pozdrawiam cieplutko WiktoriaCzytaRazemZWami

    OdpowiedzUsuń
  28. Jak wiesz, twórczość tej autorki poznałam niedawno - książka "Stinger" spodobała mi się bardzo, więc w najbliższym czasie zabieram się za "Caldera" oraz "Eden", po czym będę rozglądać się za "Bez słów". Mam nadzieję, że owa historia wywrze na mnie większe wrażenie. Chociaż doskonale rozumiem Twój zawód, bo ja miałam tak samo z twórczością Johna Greena czy Colleen Hoover - wszyscy piszą wręcz peany na ich cześć, a mnie ich książki w ogóle nie porwały.

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja jak zwykle mam inne zdanie na temat tej książki niż ty. Uwielbiam Archera i naprawdę skakałam z radości kiedy dowiedziałam się, że zostanie wydany w Polsce. Ja poczułam emocje, których ty nie poczułaś. Zakończenie mnie rozbiło musiałam zamknąć książkę i się wypłakać, bo myślałam, że on... wiesz (nie chce rzucić spoilerem) Jednak rozumiem Twoje zdanie i go nie neguje, każdy ma do takiego prawo :)

    OdpowiedzUsuń
  30. No i masz, a miałam czytać tę książkę, teraz się nad tym zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie zgodzę się z Tobą, moim zdaniem ta historia była na tyle unikalna i nieszablonowa, że mi się strasznie podobała. Wiadomo ta książka to twór wyobraźni, takie rzeczy nie zdarzyły by się na prawdę, ale na serio życzę każdemu, kto przeszedł przez piekło wrócił i znalazł sobie bratnią duszę, jak zrobili to bohaterowie Bez Słów :)

    reviewjunkiebooks.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Przywiązuję ogromną wagę do tego, jakim językiem posługuje się autor i do dialogów - potrafią one stworzyć coś niesamowitego nawet z banalnej pozornie historii. Szkoda, że u Sheridan kuleją obie te rzeczy. I szczerze, jestem zdziwiona Twoją recenzją, bo wszędzie słyszałam tylko słowa zachwytu nad tą książką :o

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.