„Utrata” Rachel van Dyken

Kiersten nie jest zwykłą dziewczyną. Ścigają ją koszmarne echa wydarzeń sprzed dwóch lat. Od tamtej pory woli unikać zobowiązań, a smutek jest jedynym znanym jej – i dlatego bezpiecznym – uczuciem. Gdy poznaje Westona, wydaje się, że dzięki niemu wyjdzie z ciemności na słońce.

Ale nie wie, że czas nie jest jej sprzymierzeńcem. Choć Wes sądzi, że potrafi ją ocalić, to dając jej wszystko, jednocześnie wszystko zniszczył. Próbował ją ostrzec, ale jak można przygotować się na coś takiego? 

Czasami musisz się śmiać, by nie wybuchnąć płaczem. A czasami, gdy myślisz, że to już koniec – to jest dopiero początek…


(lubimyczytac.pl)

Uwielbiam romanse, książki skupiające się na wątku miłosnym, szczególnie te w typie rozwijającego się u nas gatunku New Adult. Szkopuł tkwi w tym, że ja mimo wszystko jestem strasznie wymagająca, jeśli chodzi o tego typu powieści. Nie znoszę przewidywalności, braku realizmu, cukierkowatości, wyidealizowanych bohaterów. Utraty unikałam swego czasu jak ognia - ze względu na kiepską okładkę. Jednak tyle osób ją polecało, zachwycało się... I znowu to ja muszę być tą, której się nie podoba.

Początek był naprawdę kiepski. Główna bohaterka, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, okazuje się kolejną smutną, skrytą dziewczyną, która nie przykłada uwagi do swojego wyglądu, nigdy nie piła alkoholu, nie uprawiała seksu. Czyli przepis na to, żebym postaci szczerze nie lubiła. Kiersten przybywa do nowego miejsca i przez przypadek zderza się z Wesem... i kiedy na niego wpada liczy jego ośmiopak. Tak, zaczyna go dotykać i na głos liczyć ile ma paków. Ta sytuacja była tak niedorzeczna i śmieszna, że miałam ochotę odłożyć książkę na półkę. Stwierdziłam jednak, że nie dam za wygraną i przebrnę przez nią.

Nie lubię zdradzać zbyt wiele z fabuły, ale jednak czuję, że potrzebuję napisać o niektórych szczegółach z samego początku. Może żeby się wyżyć.

Chłopak, na którego wpadła Kiersten okazuje się być jakimś super bogatym przystojniakiem, którego poczynania śledzi cała reszta uczelni. I nie wiem, co mnie bardziej zdenerwowało. To, że Wes okazał się właśnie taką postacią, czy może to, że kiedy dalej brnęłam w historię, jego charakter był wyjątkowo niespójny i nie miał żadnego związku z tym Wesem, którego czytelnik poznaje na samym początku. I nie jest to w tym przypadku żadna zmiana lub transformacja postaci. Jakby bohaterka nie potrafiła się zdecydować, czy zrobić z Wesa bad boya, czy może jednak romantyka.

To samo dotyczy Kiersten, która – na całe szczęście – nie irytowała mnie swoim zachowaniem tak samo, jak podczas pierwszych rozdziałów. Jednak tak, jak wspomniałam, jej postać jest naprawdę przeciętna, niezbyt ciekawa, a historia z przeszłości średnio porywająca. Podobnie, jak Wes, jest na swój sposób rozlazła - raz nieśmiała, a następnym razem znowu zachowuje się, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Ale chyba najbardziej dziwnym elementem tej postaci jest to, że jest wyjątkowa. A raczej kilka bohaterów jest przekonany o jej wyjątkowości. Tylko, że autorka albo robi to nieudolnie albo w tej dziewczyna naprawdę nie ma niczego niezwykłego. I nie tylko Wes, ale też jej przyjaciel ciągle o tym mówią. Kiersten jest niesamowita, jedyna w swoim rodzaju... Ale ja nadal nie wiem, dlaczego.

Dlaczego słowo przyjaciel zostało przeze mnie podkreślone? Dlatego, że w Utracie pojawia się kolejny, dość irytujący element. Kiersten zaraz po przybyciu na uczelnię poznaje swoją współlokatorkę oraz jej kuzyna. I co? Oczywiście nazywa ich przyjaciółmi już po tygodniu znajomości i ciągle mówi o tym, jak bardzo cieszy się, że ich ma! Główna bohaterka w ogóle ma jakieś problemy ze zbyt szybkim zawieraniem znajomości, bo to samo dotyczy Wesa. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie jestem w stanie zorientować się kiedy. Z tego też powodu te uczucie, miłość (?), cokolwiek to jest... dla mnie było niezbyt realistyczne. Po raz kolejny autor zbytnio się z tym śpieszy. Tak się w prawdziwym życiu nie dzieje. Ale o tym już wiele razy pisałam.

W Utracie powtarza się się sytuacja z Kochając pana Danielsa. Wszystkie postaci, czy to młode, czy to stare, mniej lub bardziej wykształcone, co drugie zdanie wypowiadają jakieś niezwykłe mądrości życiowe. Owszem, miło czasami przeczytać wypowiedź, która idealnie nadaje się na cytat. Jednak tutaj jest ich tak wiele, i są tak sztuczne i patetycznie, że nie potrafiłam tego czytać. Dlatego nawet nie pofatygowałam się o zaznaczanie cytatów, bo były one dla mnie po prostu nieszczere.

Odkąd główna bohaterka poznaje Wesa, jej życie kręci się tylko i wyłącznie wokół niego. I to naprawdę dosłownie. Autorka nie postanowiła uraczyć czytelnika jakimikolwiek opisami otoczenia, czy też danego miejsca. Powieść wydaje się przez to niesamowicie wybrakowana, płaska. Jeśli chodzi o samą fabułę, dzieje się to samo. Kiersten rozmawia z Wesem, spotyka się z Wesem, myśli o Wesie. Nie otrzymałam żadnej informacji o nauce, (w końcu powieść rozgrywa się na uczelni) o tym, co pasjonuje nie tylko główną bohaterkę, ale też pozostałą trójkę. Nie było nawet ani jednej wzmianki o prysznicu, jakichś codziennych czynnościach... Widocznie główni bohaterowie żyli tylko i wyłącznie swoją miłością. No tak, w rzeczywistości przecież też się tak dzieje.

Ostatni element książki, o którym chciałabym wspomnieć to coś nietypowego. Na początek napiszę, że nie jestem osobą wierzącą. Wydawało mi się, że bohaterowie również takowi nie byli. Jednak ni stąd ni zowąd, kiedy potrzebowali pomocy, wsparcia - zwracali się do Boga. Nie mam nic przeciwko jakiejkolwiek wierze, jednak te rozmowy z Bogiem w momencie, kiedy bohater jest w trudnej sytuacji, a poza tym w ogóle się jego osobą nie interesuje... tak chyba osoba wierząca się nie zachowuje. Pojawiło się to kilkakrotnie i uważam, że było to zupełnie niepotrzebne.

Niestety, Utrata kompletnie mnie rozczarowała. Po tylu świetnych opiniach, wielu poleceniach, spodziewałam się naprawdę przejmującej historii miłosnej. Otrzymałam jednak naprawdę kiepską fabułę z wieloma błędami logicznymi, płaskich bohaterów oraz niezbyt autentycznie, jak dla mnie, uczucie. Pomimo chęci wprowadzenia elementów zaskakujących, odrobinę dramatycznych, cała historia pozostaje zbytnio przesłodzona i cukierkowata. Przez cały czas wyjątkowo męczyłam się ją czytając, i chociaż pod koniec nie było aż tak źle jak na początku, ta książka jest dla mnie niczym innym, jak tylko parodią historii miłosnej. Z wielką ulgą pozbywam się tej powieści z półki; z równie brzydką zawartością, jak sama okładka.

3/10

32 komentarze:

  1. Szkoda, że Cię rozczarowała. Ja mam nadal w planach tę książkę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż tak słabo? Mi się książka podobała - choć tom drugi bardziej przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dobrze, że nie czytałam tej książki. Miałam taką okazję, jednakże to nie do końca mój styl, więc darowałam ją sobie i cieszę się bardzo, skoro jest taka słaba ;) Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi książka przypadła do gustu i nie mogę się doczekać aż przeczytam drugi tom :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O rany, a ja właśnie ją kupiłam, zachęcona licznymi pozytywnymi opiniami. Początek rzeczywiście fatalny! :o Nastawiałam się na fantastyczną książkę, a taki zakalec :/ Pewnie przeczytam, ale coś mi mówi, że będę miała po jej skończeniu podobne do Twoich odczucia. A okładka przeokropna :/
    Pozdrawiam,
    naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę, szkoda, ale i tak przeczytam - jeżeli będzie słaba, przerwę lekturę i książka pójdzie w świat ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Możliwe, że książkę przeczytam, ale czuję, że dałaś mi do myślenia swoją negatywną recenzją.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie lektura tej książki była udana. Może to dlatego, że nie czytałam wcześniej wielu podobnych książek. Rzeczywiście, sytuacja spotkania dziewczyny z "drzewem" była kompletnie niedorzeczna. I wiem, że to kolejny schemat i nuda, ale mnie ta powieść się spodobała. Może dlatego, że czułam szacunek bohaterów do siebie. Obyło się bez wulgaryzmów i seksu... Od dawna planuję lekturę kolejnej części, o której naczytałam się wiele dobrego i w której główna rolę nie odgrywa już wątek miłosny...

    Pozdrawiam
    Przygody mola książkowego

    OdpowiedzUsuń
  9. Wreszcie ktoś, kto spojrzał na tę powieść tak samo jak ja! Szczerze według mnie to kolejny zwykły, głupi, stereotypowy i przesadzony romansik. Zgadzam się z każdym słowem twojej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam i nie sięgnę, bo z tego co widzę, to jest tak schematyczna książka, że chyba szkoda mi na nią czasu. ;)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Ksiaża nie była zła, ale dobra też nie :D Bardziej do gustu przypadła mi druga część, jest mniej schematyczna (no dobra jest trochę schematyczna, ale bez przesady) no i pojawia się tam wątek, który skradł moje serce i przyznaje, że z takim się jeszcze nie spotkałam :)
    Pozdrawiam Justyna z książko miłości moja

    OdpowiedzUsuń
  12. Był moment, że nabrałam apetytu na tę książkę, ale twoja recenzja szybko go zgasiła. Nie mam czasu na słabe książki :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam ochotę zapoznać się z tą książką, ale to chyba nie dla mnie, a po przeczytaniu twojej recenzji tylko się w tym upewniłam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nienawidzę takich typowych romansów, a fe! :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Już od dawna poluję na tę książkę, głównie dlatego, że polecała ją Martha Oakiss, a na książkach z jej polecenia nigdy się nie zawiodłam. Ale również często mam tak, że te najpopularniejsze książki po prostu zwyczajnie mi się nie podobają (czytaj: Gwiazd Naszych Wina)...
    Buziaki kochana!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  16. Auć, no pięknie. Faktycznie wszyscy się tą książką zachwycali, mimo że ja podchodzę do niej ostrożnie. Ostatnio zaczynałam się nawet łamać i rozmyślać nad zakupem, ale chyba popełniłabym błąd życia, bo z twojej recenzji wynika, że w "Utracie" absurd goni absurd. Ja też darzę NA sympatią, a ostatnio mam ogromną ochotę na ten gatunek, ale chyba po tą powieść nie sięgnę. Nie na moje nerwy ;)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojej, już ta pierwsza scena, kiedy dziewczyna wpada na chłopaka i liczy jego "paki" rozwaliła mnie na łopatki :D Jak ludzie mogą takie sytuacje akceptować, przecież takie rzeczy się nie dzieją! Cóż, po zapoznaniu się z Twoją recenzją, ja sobie odpuszczę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Chciałam przeczytać, później mi się odechciało, później znów mi się zachciało i znów odechciało, a teraz dzięki Tobie już mi się nie zachce :D Jestem Ci bardzo wdzięczna, że nie zmarnuję pieniędzy na tę serię :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszyscy tak lubują się tą książką, a tu jednak nie :) Mam ją w planach i mam nadzieję, że się nie zawiodę.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Zauważyłam, że to teraz częste - książka zbiera świetne recenzje i opinie, a gdy sama czytasz, zastanawiasz się, czy aby czytasz tę samą książkę, co inni. Niestety, albo to ludzie stali się mniej wymagający, albo... no, nie mam pojęcia co, ale takich pozycji pojawia się coraz więcej.
    Sama Utraty nie czytałam, chociaż przyznam szczerze, że miałam w planach. Ale chyba zrezygnuję, bo jedynie stracę czas i zapewne nadszarpnę sobie nerwy.
    Pozdrawiam, Koneko
    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Rozumiem jak najbardziej Twoje odczucia, ponieważ moje są podobne. Wiele osób zachwycało się Utratą, ale dla mnie ta powieść była przesłodzona i do bólu przewidywalna. Czytałam pozytywne recenzje dalszych części, ale raczej się nie skuszę. Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
  22. Szkoda, że cię rozczarowała, bo mnie ta seria kusi i to jeszcze jak bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytałam o tej książce już wiele zróżnicowanych opinii - jedni ją chwalą, inni nie. Szkoda, że Ciebie tak rozczarowała. Ja jednak planuję po nią sięgnąć i sama sprawdzić, czy przypadnie mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Widzę, że zawiodłaś się na tej książce. Ja jednak postanowiłam jej dać szansę, ponieważ zaciekawił mnie opis. Jestem ciekawa, czy mi książka przypadnie do gustu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nieźle Ci zalazła za skórę ta książka. Ile osób, tyle różnych opinii i sama w niedługim czasie chciałabym się przekonać, czy aby na pewno ta książka jest tak tragiczna. Mam ją w oryginale, więc pewnie nie za prędko po nią sięgnę, bo przy takich książkach muszę się jeszcze bardziej skupić, ale nie przeczę, że może jak znajdę chwilę czasu, to zacznę czytać chociaż początek, który cię tak rozśmieszył. Może znajdę coś wyjątkowego w tej książce mimo wszystko? :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nareszcie jakaś negatywna recenzja!
    Cały internet gada o Utracie, jakby dostał jakiegoś orgazmu i nieustannie ją zachwala.
    Widzę, że to po prostu powieść, która została napisana na siłę...
    Pozdrawiam,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie miałam jej w planach i Twoja recenzja utwierdza mnie w przekonaniu, że słusznie. Płascy bohaterowie (nie cierpię!), nijaka fabuła - jestem pewna, że byłaby to dla mnie zwyczajnie strata czasu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Czyli jednak dobrze, że mnie do niej nie ciągnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  29. A mi się nawet ta trylogia podobała. W sumie jak porównuję ze sobą różne NA, które czytałam, to widywałam gorsze historie niż "Utratę".

    OdpowiedzUsuń
  30. Witam! W imieniu swoim i całej Załogi ocenialni Wspólnymi Siłami z przyjemnością informuję, że właśnie ukazała się ocena Twojego bloga. Pozdrawiam i życzę miłego dnia z nadzieją, iż docenisz moją pracę i kulturalnie skomentujesz recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  31. Była sobie ona w biedronce nie zaintrygowała mnie w ogóle, potem poczytałam różne pozytywne recenzje i kurcze brzmi fajnie jednak obawę lekką mam, a po twojej recenzji troszkę się bardziej boję :D
    Ale dam jej szansę zobaczymy co z tego będzie :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale ocena :o Hm, ja i tak mam na nią ochotę, chcę sama się przekonać, ale będę podchodzić ostrożnie... bez wygórowanych oczekiwań :P

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.