„Ritterowie. Rzecz o mazurskiej duszy” Patrycja Pelica

W pruskim Allenstein czas się zapętla i kluczy. W luterańskim zborze pachnie kawa, ceni się ciężką pracę, a dobry duch domostwa, pastor Martin Ritter, pisze kazania. Jednak tajemnicza przeszłość nadchodzi niczym burza i zabiera ze sobą ludzkie marzenia. Wielka miłość i rodzinne szczęście niszczy wojna, która rozdziela ludzi, każąc zapomnieć o swojej wierze, przeszłości i historii. Nikt nie wie, po czyjej stronie trzeba się opowiedzieć, cały świat miesza się i kotłuje, niczym w gigantycznym kalejdoskopie.

(muza.com.pl)

Są takie książki, które oczarowują nas już od pierwszego słowa. Są też takie, przez które wyjątkowo ciężko przebrnąć. Po raz pierwszy spotkałam się z powieścią, do której dojrzewałam równocześnie z procesem jej czytania. Najpierw chciałam ją zwyczajnie odłożyć na półkę, następnie nie mogłam się od niej oderwać, a ostatecznie zapragnęłam ponownie powrócić do magicznego świata rodziny Ritterów.

Nikt nie umiera do końca. Każdy zostawia ślady, widoczne tylko dla tych, którzy umieją je dostrzec. 
Język zaskoczył mnie już od pierwszej strony, a nawet od pierwszego zdania. Piękny, obfity w barwne epitety, przenośnie, liczne metafory. Wydawał mi się tak poetycki, że niemalże nierzeczywisty i niepasujący do formy epickiej. Pierwsza, druga, trzecia strona, a z książki wystawało już kilkanaście kolorowych karteczek z zaznaczonymi cytatami. Myślałam, że to tylko początek, wprowadzenie do powieści. Jednak ten sam piękny język, który tak pozytywnie mnie zaskoczył, zaczął mi ciążyć przez kolejne sto stron. Czytałam dalej, ciągle przyswajając się z tą nietypową formą, jednocześnie nie potrafiąc niestety poczuć klimatu Mazur i wydarzeń, które miały tam miejsce.

Musiałam odpocząć kilka dni od książki po to, aby zrozumienie oraz sympatia do całej historii powróciły ze zdwojoną siłą. Nietypowej formie dodatkowo towarzyszył dość ciekawy sposób prowadzenia narracji. Historię Ritterów spisuje główny narrator powieści, dorosły mężczyzna, bokser, żyjący w czasach teraźniejszych. Wspomnienia o legendarnym Martinie Ritterze i jego rodzinie mężczyzna zbiera przede wszystkim od miejscowych pijaków. Część z nich jest wyraźna, a część zostaje opowiedziana z dużą ilością domysłów. Narrator dość płynnie, czasami niespodziewanie. przechodzi z opowieści o starych Mazurach do jego obecnego życia.

Wojny przychodzą i odchodzą. Ale zostaniesz ty. I ta ziemia. 

Formę oraz styl pisania autorki czytelnik musi najpierw poznać, następnie się z nimi zmierzyć, a potem znienawidzić lub pokochać. Przez całą lekturę przyswajałam sobie strukturę książki i z biegiem czasu zaczęłam ją co raz bardziej rozumieć i darzyć większym szacunkiem. W pewnym momencie czytanie historii Ritterów przestało być męczące, a zaczęło być fascynujące i niesamowicie porywające. Piszę tak dużo o języku powieści, dlatego że zajmuje on główną część książki i najbardziej mnie zaskoczył; zrozumienie go to jest trudny proces, który ujawnia ostatecznie piękno oraz magię.

Czytałam wiele sag rodzinnych, a mimo to Patrycja Pelica zaskakuje czytelnika treścią. Podobało mi się to, ile uwagi zostało poświęcone zarówno mężczyznom, jak i kobietom w książce. Po opisie podejrzewałam, że to kobiety zajmą pierwsze miejsce, ale po skończeniu powieści nie potrafię stwierdzić tego na pewno. Jedna i druga płeć zajmuje tyle treści w historii, ile powinna.

Smutek nie może istnieć bez radości. Inaczej byłby fałszywy. 

Pokazane zostały cztery pokolenia, w których większość osób miało takie same imiona – Anna i Helmuth. A jednak mimo to, różnice pomiędzy pokoleniami są bardzo zauważalne i wyraźnie. Pamiętam każdą Annę, każdego Helmutha i pozostałe osoby, które pojawiały się w ich życiu. Potrafię wymienić cechę każdego z nich i każde, poszczególne wydarzenie z ich życia. Chociaż magia w powieści była wszechobecna, nie brakowało w niej prawdziwości oraz autentyczności. Były one obecne w życiu każdego z bohaterów, nawet jeśli ten autentyzm oznaczał ból, porażkę i śmierć.

Historia Ritterów jest obfita przede wszystkim w wiele klęsk oraz niepowodzeń. Tak samo, jak narrator, pragnęłam dla każdego członka rodziny jak najwięcej szczęścia oraz zadowolenia z życia. Niestety, życie nie zawsze układa się po naszej myśli i bywa okrutne, nawet dla tych, którzy dają innym same dobro. Dzięki temu historia tej rodziny jest niezwykle uniwersalna i pomimo zła, jest jednocześnie piękna. Piękna, dlatego, że odkrywa to, co w człowieku jest najlepsze.

Najtrudniej jest uwierzyć w koniec.

Nie czuję potrzeby opowiadania bliżej o samych wydarzeniach oraz wszystkich postaciach. Poznawałam ich wszystkich od początku ich życia i zostawałam z nimi aż do końca. Jedni wzbudzali u mnie pozytywne, inne negatywne emocje. Ale nie chcę o nich mówić. Ritterów należy poznać samemu, osobiście – przerzucając kartki powieści i oddając jej się całkowicie.

Pierwszy raz spotkałam się z tak niesamowitą, dojrzałą powieścią. Ritterowie zaskakują barwnym stylem, który czytelnik musi nauczyć się prawidłowo odczytywać, aby go zrozumieć. Książka niesamowicie wciąga do swojego magicznego i jednocześnie rzeczywistego świata. Jestem pod wielkim wrażeniem samej formy i z całego serca gratuluję autorce. Historia Ritterów jest interesująca, tajemnicza i wzruszająca, ale też i zaskakująca. Mazury z powieści Patrycji Pelicy to miejsce, gdzie przeszłość zaciera się z teraźniejszością. Jeśli jesteś odważny, pozwól uwieść się temu unikalnemu światu.

9/10

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza


12 komentarzy:

  1. Nie zdecydowałam się na nią i teraz żałuję. Na pewno jeszcze będzie jakaś okazja bym mogła po nią sięgnąć - wtedy bez wahania to zrobię ;)
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam Mazury, więc tę książkę z przyjemnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadal nie jestem do końca przekonana do polskich autorów, mimo to postaram się przełamć i na pewno sięgnę po tę powieść. Pozdrawiam♥

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie byłam przekonana co do tej książki. Nie skusiłam się na nią... przez Ciebie teraz żałuję, bo widzę, że książka jest warta poznania.
    Pozdrawiam Justyna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię sagi rodzinne, więc mogłabym się skusić. Cztery pokolenia, super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapisuję tytuł, muszę przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o niej, ale w przyszłości raczej sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie powiedziałabym, że jestem odważna, ale cierpliwa tak :) A ta książka wydaje mi się fascynująca i chętnie bym się w niej rozsmakowała :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale z chęcią poznam historię Ritterów. Bardzo fajnie, że autorka potrafiła tak nakreślić postacie, że każda z nich zapadła Ci w pamięć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trochę obawiam się formy przekazu, ale mazurski krajobraz uwielbiam i myślę, że mogłabym odnaleźć się w tej lekturze. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyszła Ci piękna recenzja:) Czytam Ritterów, choć na razie troszkę ciężko mi się odnaleźć w ich świecie, to chyba przez wzgląd na tajemniczego narratora:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie również książka zachwyciła, choć początki były trudne. Bohaterki powieści mnie zauroczyły a historia wciągnęła głęboko i na długo :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.