Książko, czy możesz być bardziej denerwująca?

Jako, że lepiej wychodzi mi zdecydowanie wypowiadanie się o wadach niż o zaletach książek, postanowiłam opublikować post, w którym narzekam na najbardziej denerwujące motywy i schematy w powieściach. Może trochę po to, aby się wyżyć ;)

~*~

TYPOWA, AMERYKAŃSKA SZKOŁA



Pomimo, że dotyczy to książek nie tylko amerykańskich autorów, użyłam tego wyrażenia świadomie - kojarzy mi się ze szkołami z głupiutkich filmów.

Typowe amerykańskie szkoły to miejsce, gdzie szare myszki są gnębione, istnieją wyraźne podziały na grupy z wyjątkowo głupią blondyną na czele, którą znają wszyscy w szkole. Każdy oprócz głównego bohatera upija się na imprezach do nieprzytomności i sypia z co drugą napotkaną osobą. I, oczywiście, ten kto tak nie postępuje jest beznadziejny, głupi i wytykany palcami. Poza tym każdy wie o drugiej osobie wyjątkowo dużo (nawet jeżeli dana osoba nie jest popularna), a plotki w takiej szkole roznoszą się szybciej niż smsy wysyłane przez jakże tępe nastolatki!

Spotykam się z tym dość często i przyznaję, że zaczyna mnie to środowisko pseudo-szkolne nużyć. Każda placówka jest taka sama, niezwykle stereotypowa. Ponawiam pytanie z jednej z moich recenzji: A może to ja żyłam w jakiejś innej rzeczywistości i w każdej szkole do której nie chodziłam własnie tak było?


PRZYJACIELE OD ZARAZ!

Cześć! To mój pierwszy dzień w szkole, a ty jesteś pierwszą napotkaną przeze mnie osobą. Będziemy najlepszymi przyjaciółmi? Oczywiście!

Jak mnie to denerwuje! Najczęściej główna bohaterka poznaje swojego współlokatora(kę) i już po tygodniu nazywają siebie najlepszymi przyjaciółmi. Pominę fakt, że nie istnieje zbytnio duże prawdopodobieństwo na to, że osoba, z którą zostaniesz przydzielona do pokoju okaże się tak fascynująca, że zostaniecie przyjaciółmi. Nie mija jednak długi czas, a główny bohater już ma super wspaniałego przyjaciela, na którym może zawsze polegać.

Czy tylko ja nawiązuję znajomości w taki sposób, że potrzebuję naprawdę sporo czasu na to, żeby nazwać drugą osobę przyjacielem? Przecież na to potrzeba miesięcy, lat, tysiąca rozmów i jeszcze więcej kłótni. Ten schemat występuje wyjątkowo często i mam go ostatnio serdecznie dość.

NAWAŁNICA TRAGICZNYCH WYDARZEŃ

Być może jest to ściśle związane z brakiem realizmu. W każdym razie ten przypadek denerwuje mnie wyjątkowo. Na czym to polega? Główny bohater został w przeszłości zgwałcony, jego matka jest alkoholiczką, tata popełnił samobójstwo, rodzeństwo zginęło w wypadku samochodowym, przyjaciółka jest sierotą, przyjaciel ma myśli samobójcze, obiekt jego/jej westchnień stracił rodziców w wypadku samochodowym, a sam/a cierpi na nieuleczalnego raka.

Rozumiecie, co mam na myśli? W niektórych książkach ilość tych złych, tragicznych wydarzeń jest po prostu tak duża, że aż nieprawdopodobna. Czy to możliwe, żeby ktoś miał aż tyle pecha w życiu? W końcu książki w jakimś stopniu powinny odwzorowywać rzeczywistość?

ON - BAD BOY, ONA - CICHA MYSZKA

Albo ktoś jest cichy i zamknięty w sobie, niepopularny w szkole albo spędza co drugi dzień na każdej możliwej imprezie i dodatkowo uprawia seks w toalecie co czwarty. Albo ktoś jest spokojny i zrównoważony albo sprawia problemy wychowawcze, czy też buntuje się przeciwko rodzicom/społeczeństwu. Albo ktoś jest niesamowicie przystojny, piękny i przyciąga wzrok innych albo brzydki ewentualnie przeciętny i nikt nie zwraca na niego uwagi. Albo ktoś jest kompletnym nieudacznikiem życiowym i alkoholikiem albo odnosi zadziwiające sukcesy zawodowe i życiowe.

Jak mnie to denerwuje! Owszem, takie osoby istnieją, ale motyw takich skrajnych charakterów postaci jest zbyt często powtarzany. Ludzie zazwyczaj nie są jednoznaczni, nie składają się tylko z samych wad albo z samych zalet.

MIŁOŚĆ OD PIERWSZEGO WEJRZENIA



On widzi po raz pierwszy i... bam! Już jest nią zafascynowany, chce ją koniecznie poznać, po kilku dniach wie, że to miłość, a po tygodniu gotowy jest oddać za nią życie. Jeśli kiedykolwiek byliście zakochani wiecie, że wcale to tak nie działa. Nie wątpię, że są i tacy, którzy doświadczyli czegoś podobnego. Ale nawet jeśli uczucie rozwija się szybko, zazwyczaj jest opisane wyjątkowo nierealistycznie; aż trudno w nie uwierzyć. Zakochiwanie się w sobie jest fajne, ciekawie dostrzega się pierwsze sygnały, spojrzenia, wymiany podobnych myśli. Ale to nie jest jak nagłe trafienie meteorytem tylko raczej jak długi, skomplikowany proces.

TRÓJKĄT MIŁOSNY

Pomimo, że nie czytam zbyt dużo serii (tam najczęściej pojawia się ten motyw) i nie naczytałam się o trójkątach miłosnych zbyt wiele, kocham je jednocześnie i nienawidzę. Nienawidzę wtedy, kiedy (najczęściej) główna bohaterka w jednym momencie spotyka dwóch nowo-poznanych chłopaków i obydwoje się w niej zakochują. Tak się nie dzieje! No po prostu nie! Poza tym, czy chociaż raz nie może być trójkąta miłosnego pomiędzy dwoma dziewczynami, a jednym chłopakiem?

Nie będę się chyba więcej tutaj nad tym tematem rozwodzić, bo chyba wszystko jest oczywiste. Spotkałam się tylko jeden raz z jakimś ciekawszym trójkątem miłosnym - w Igrzyskach Śmierci.

~*~

Jakie są Waszym zdaniem najbardziej denerwujące motywy w książkach?

24 komentarze:

  1. Próbowałam w trakcie czytania określić, który motyw denerwuje mnie najbardziej i jakoś nie mogę się zdecydować. Może dlatego, że bardzo często występują w parach lub w większej ilości tworząc razem niestrawną mieszankę, prze którą naprawdę wiele książek ostatnio odrzucam.
    Z powyższych tylko ta miłość od pierwszego wejrzenia jest zjadliwa. Względnie, bo też zależy jak relacja będzie się dalej rozwijać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te motywy są przewidywalne, ale powiem szczerze, że mnie aż tak nie irytują. Może dlatego, że moje gimnazjum w dużej mierze przypominało taką amerykańską szkołę (bez kitu, mała miejscowość, każdy każdego kojarzył, była typowa grupa plastików, które wszystkich obrażały i zawsze było kilka osób, nad którymi się pastwiły). Co do szybkiej przyjaźni i miłości - powiem szczerze, że ja np. jestem osobą, która bardzo szybko przywiązuje się do ludzi, ale to zależy od relacji. Czasem zbliżam się do kogoś po latach, a czasem miesiąc i jestem już bardzo do tego kogoś przywiązana. Dlatego też nie razi mnie to w książkach, znam to po prostu z autopsji.
    Trójkąty miłosne - wszystko zależy od książki. Czasem mi się podobają, czasem nie.
    Co do przesadyzmu z tragicznymi wydarzeniami + schematu badboy-szara myszka, to się zgodzę. Myślę, że niektórzy autorzy chcą na siłę wcisnąć jakieś emocjonujące wydarzenia i potem wszystko tak zasuwa, jakby bohater/ka wpadł/a w jakieś nieszczęśliwe koło. Co do tego schematu, to też w sumie wiele zależy od książki, aczkolwiek bardziej denerwuje mnie, jak ktoś niekonsekwentnie pokazuje daną postać - miło zobaczyć, gdy bohater zmienia się na naszych oczach, ale co innego, gdy w jednym rozdziale jest szarą myszką, a w drugiej robi coś niesamowicie odważnego. No, nie wiem, po prostu nienaturalnie to czasem wychodzi.
    Ogólnie - świetny post, naprawdę! I powiem Ci szczerze, że wiele motywów potrafi człowieka rozdrażnić przy czytaniu, jeśli tylko nie są dobrze poprowadzone :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najbardziej irytuje właśnie bad boy i szara myszka -,-

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie chyba najbardziej wkurza ta amerykańska szkoła...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele opisanych przez Ciebie przypadków i mnie irytuje, głównie dlatego nie mam zamiaru sięgać po zalewające teraz rynek książki young adult. Wydaje mi się, że w takich książkach przerobiono juz wszelkie tragedie i schematy, choć nie mam na to dowodów i myslę, że kiedyś z ciekawości sięgnę po ten gatunek. Ale z drugiej strony to są też takie scheamty, których nawet powielanie niektórych czytelników nie nudzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam zielonego pojęcia, który z przypadków mnie najbardziej irytuje, ale jednak doszłam do wniosku, że wszystkie tak samo mnie mocno wkurzają :/ Ehh -.-

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim zdaniem te amerykańskie szkoły są trochę patologiczne i nie lubię takich rzeczy oglądać ani o nich czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z każdym wymienionym przez Ciebie punktem. Wkurza mnie każdy z przypadków, bo często bywa, że jest takowy wątek jest prowadzony wprost tragicznie, więc wtedy czytelnik cierpi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie lubię przewidywalnych motywów i wątków miłosnych. Na całe szczęście tzw. romansów nie czytam zbyt wiele. Wole nietypową akcje trzymającą w niepewności do końca. Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś! Z tych wymienionych najbardziej drażni mnie motyw przyjaźni po zamianie jednego zdania, nazywanie przyjaźnią nawet jakichś okazjonalnych infantylnych relacji... Co to w ogóle ma być?
    Niesamowicie drażni mnie też schemat przewodni w literaturze, który zmienia się co jakiś czas. Kiedyś popularny był motyw wampira i ludzkiej dziewczyny, potem wpadł motyw rodem z Grey'a a rynek został zasypany dziesiątkami praktycznie identycznych pozycji, w których różnią się tylko imiona.
    Irytuje mnie też przesadna przewidywalność akcji lub sytuacja kiedy w kryminale czytelnik nie ma szansy rozwiązać zagadki z biegiem wydarzeń, bo coś zostało słabo wykreowane :P
    Bardzo ciekawy post! ;)
    Pozdrawiam,
    Kochamy Książki

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak zwykle. Trafnie i na temat. Kobieto, masz niezwykły dar ubierać w słowa to, czego my po prostu nie zrobimy, bo mamy dosyć wszelakich trójkątów i innych

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdzierżę trójkąt miłosny, jeśli jest dobrze opisany - a to niestety nie zdarza się tak często, jak często pisze się o trójkątach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wszystkie te rzeczy, które opisałaś drażnią też mnie. Szczególnie amerykańska szkoła (chyba już wyrosłam) i nawałnica nieszczęść. Trójkąt w "Igrzyskach..." rzeczywiście jest utrzymany na pewnym poziomie. Gdybyś poczytała "Pamiętniki Wampirów" - tam dopieeeeero się dzieje! Byłabyś pewnie czerwona ze wściekłości, jak ja - i dlatego u mnie przygoda z "Pamiętnikami..." zakończyła się na pierwszej tylko części :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się, co do trójkątów miłosnych - chyba nie czytałam ani jednej serii młodzieżowej, w której nie pojawiła się taka figura (co do wersji jeden chłopak-dwie dziewczyny, to można podpiąć pod to "Więźnia labiryntu")! I jeszcze jeden denerwujący motyw - ona jest "zwykłą dziewczyną", nie uważa się za ładną (chociaż okazuje się, że jest) i się dziwi, że jakiś mega-super-przystojny chłopak się w niej zakochał ;/ Wrrrr... Mam ochotę trzepnąć taką dziołchę w łeb, żeby się ogarnęła.
    + Nie lubię na siłę szczęśliwych zakończeń. Przez całą książkę działo się źle, sytuacja jest beznadziejna i bum! nagle na sam koniec pojawia się jakieś wybawienie i happy-ending.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mnie denerwują dokładnie te same co Ciebie. Z najgłupszym przypadkiem "miłości od pierwszego wejrzenia" spotkałam się ostatnio w "Collide" - rany boskie, jaka ta książka jest słaba! :o
    Trzymaj się :)
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Chyba wybrałaś wszystko co naprawdę potrafi irytować i co właściwie na swój sposób zniechęca z miejsca czytelnika. No a przynajmniej nie, bo ma się wrażenie, że wyjdzie z tego oklepana powieść. Najlepiej jak autor na siłe wepchnie to wszystko do jednej książki i na koniec zafunduje przesłodzony happy end - rzygam tęczą :p

    Pozdrawiam
    Rav
    swiatraven.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj tak! Zgadzam się tu ze wszystkim co jest napisane w poście! Jednak najbardziej chyba denerwują mnie powieści właśnie typu: bad boy, szara myszka i BUM! Nagle miłość! To jest tak okropne, że aż śmieszne! :D

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2016/04/miesiac-czytelnika.html

    OdpowiedzUsuń
  18. Prawie jak opis New Adult :P Tam zawsze tak jest. U mnie w szkole przyznaję były osoby bardziej znane lub mniej, aczkolwiek na pewno nie było to tak przerysowane jak jest pokazane w książkach.
    Zgadzam się, że te motywy są bardzo oklepane, ale czasami lubię takie pierdołowate książki poczytać po to, aby się zrelaksować i wtedy te irytujące motywy nie denerwują.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie powyższe schematy denerwują w filmach, w książkach natomiast nie robi to na mnie ani żadnego wrażenia ani szczególnie mnie nie wprawia w negatywne odczucia. Po prostu przymykam na to oczy, jedynie powiem o tym w recenzji, ale przy czytaniu nie rzucam talerzami i nie trzaskam piorunami z oczu! :D


    www.zksiazkadolozka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Faktycznie, taki natłok złych wydarzeń powoduje, że książka traci na realizmie. Trójkąty miłosne również potrafią być naprawdę irytujące, szczególnie kiedy bohaterka przez całą książkę zastanawia się, którego z adoratorów wybrać. Swoją drogą, czy istnieje w ogóle książka, w której trójkąt miłosny stanowią dwie dziewczyny i jeden chłopak? To byłaby bardzo miła odmiana :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Mnie najbardziej irytuje powielanie schematu playboy + sierotka Marysia (tak ja ich nazywam). Widziałam go już w całej masie książek i zastanawiam się, kto jeszcze wpadnie na pomysł użycia go... Ciekawe, jak wyglądałaby sytuacja na odwrót - on cichy i spokojny, a ona seksbomba?

    Pozdrawiam
    Przygody mola książkowego

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja akurat lubię w literaturze motyw trójkąta miłosnego oraz ON - BAD BOY, ONA - CICHA MYSZKA. Po prostu mnie to kręci i nie mam jak na razie dość :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Miłość od pierwszego wejrzenia mnie strasznie denerwuje! Masz świętą rację, tak się nie dzieje... w książkach lubię, gdy opisany jest sam proces zakochiwania się, a nie nagłe BUM i 'kocham cię nad życie'.
    Wiedziałam, że pojawi się tu amerykańska szkoła :D Ja też do takich nie chodziłam, więc szczerze mówiąc, to nie wiem, skąd ten stereotyp. Może w Ameryce faktycznie tak jest? No nie wiem. To nawet dość ciekawe. xD
    Przyjaciele od zaraz to również denerwujący motyw. Szczególnie dla mnie, bo mam problemy z zaufaniem ludziom, a jak czytam w książce, że ludzie znają się tydzień i już zwierzają się sobie z największych sekretów, to mam takie UGHH.
    Trójkąty za to mnie jakoś bardzo nie irytują :D Tylko czasami... kiedy jest NAPRAWDĘ kiepsko napisany :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Fajny post :) Też mam swoją listę motywów, które albo mnie irytują, albo bawią. Wśród nich jest kilka tych, które Ty opisałaś :) Mogę dopisać jeszcze jedną rzecz, jeśli książka ma kontynuację, a główni bohaterowie, to para, która w cudownych okolicznościach zakochała się w poprzednim tomie (pokonali przeciwności losu jak wredna była żona, inna pozycja społeczna, wredne ufoludki itp), to w drugiej części pojawi się ktoś trzeci (dawna miłość, koleżanka z pracy, mechanik), przez kogo cudowny związek zawiśnie na włosku. Schemat do bólu wykorzystywany również w serialach. Druga seria czegokolwiek obyczajopodobnego to najczęściej dno...


    W książkach denerwuje mnie też postać, którą nazywam "dobra wróżka". Mamy szarą myszkę, której właśnie złamał się świat (z dowolnie wybranego powodu) i kiedy ona sądzi, że już nigdy nie zazna szczęścia, to pojawia się "dobra wróżka" w postaci starszej sąsiadki, przypadkowo poznanej osoby w piekarni. Ta właśnie dobra wróżka ma wiedzę wszystkich mędrców świata i staje się mentorem zagubionej szarej myszki. Dzięki tej znajomości szara myszka nabiera sił, poznaje miłość swojego życia i jest cudownie :)


    Większość tych motywów spotkałam w słabych książkach adresowanych dla kobiet, które lubię, ale niestety ze względu na ich popularność i ilość, czasami niestety trafia się na jakiś badziew... smutne ale prawdziwe :(

    Pozdrawiam reniferczyta.pl

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.