„Smak ciemności” C.J. Roberts

Piszę to, bo błagaliście. A wiecie, jak ja kocham, gdy błagacie. Właściwie to już za dużo o mnie wiecie. Kim jestem? Cóż, odpowiedź na to pytanie dopiero próbuję poznać. W dzieciństwie byłem dziwką, jako młody chłopak zostałem zabójcą, a w dorosłym życiu potworem. To ja porwałem Livvie. To ja trzymałem ją w ciemnym pokoju przez kilka tygodni. Jednak najważniejsze jest to, że jestem też mężczyzną, w którym się zakochała. Którego kocha. To trochę chore, prawda? Oczywiście naszej historii nie da się streścić w kilku krótkich zdaniach, jednak nie potrafię wytłumaczyć mojego zachowania z tamtego okresu. Zakładam, że jeśli to czytacie, nie muszę już nic tłumaczyć. Zdążyliście już mnie ocenić. Czytacie to, ponieważ pragniecie poznać zakończenie tej historii. Chcecie dowiedzieć się, co się wydarzyło tamtego ciepłego wrześniowego wieczora, kiedy to spotkałem Livvie w Barcelonie. Tamtej nocy moje życie znowu zupełnie się zmieniło. Nie przebiegło to jednak dokładnie tak, jak opisała to Livvie. Bardzo łaskawie potraktowała mnie w swojej opowieści. Prawda jest o wiele bardziej… skomplikowana.

(lubimyczytac.pl)

Zasiadam do tej recenzji przepełniona smutkiem. Jednak nie dlatego, że Smak ciemności mnie poruszył, a dlatego, że mnie wyjątkowo rozczarował.

Jak wielu z Was wie, pokochałam serię Dark duet, pomimo kilku mankamentów. Coś, co miało być zwykłym erotykiem, okazało się przerażającym obrazem wykorzystywania kobiet i mężczyzn, nie tylko seksualnie. Przed lekturą trzeciego tomu miałam świadomość, że będzie on zdecydowanie bardziej spokojniejszy, stonowany. Nie wiedziałam, jednak, że autorka poświęci tej części najmniej uwagi; przez to jest niedopracowana, wypełniona błędami logicznymi i po prostu nieciekawa.

Przemoc jest niezbędna, kiedy się żyje w pełnym przemocy świecie.

Narracja. Niezbyt zaskakujące posunięcie – dla niektórych serii to coś interesującego, a dla innych znowuż cios w serce. Tym razem widzimy świat oczami Caleba - płatnego zabójcy, mordercy, gwałciciela. I wiecie co? Chyba wolałabym, żeby nim pozostał. Ten cały świat spędzania wspólnych świąt, obchodzenia urodzin, grania na konsoli, spotykania się ze znajomymi... W ogóle nie pasowało mi to do Caleba. Oczywiście on też czuł się nieswojo, źle z tym wszystkim. Z czasem jednak próbował się przystosować. Autorka, moim zdaniem, zupełnie nie poradziła sobie z przedstawieniem tego aspektu życia bohatera. Pomimo swego rodzaju postępu, dla mnie ciągle było to niezbyt autentyczne i mnie nie przekonało.

To samo dotyczy się samego uczucia Livvie. Chociaż miłość Caleba do dziewczyny była do przetrawienia i wręcz przyjemnie czytało mi się o trosce jaką ją obdarza, w drugą stronę nie było tak dobrze. Tak samo, jak Caleb, nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego osoba, którą więził i wykorzystywał seksualnie przez wiele miesięcy darzy go uczuciem. W tym przypadku całkowicie się zawiodłam. Co więcej, uczucia Livvie wobec oprawcy były dla mnie bardziej autentyczne w przypadku, kiedy ją więził niż wtedy, kiedy próbowała pokazać mu normalne życie. Myślę, że jest to też kwestia samej realizacji pomysłu. Oczekiwałam, że bohaterowie będą starali się poznać bardziej - w końcu wiedzieli o sobie bardzo mało i to raczej okoliczności i tragiczne wydarzenia zbliżyły ich do siebie. W rezultacie otrzymałam niezwykle szczęśliwą, odważną i niezbyt bezpośrednią Livvie, która skakała podekscytowana wokół Caleba, nazywając go Sexy. O ile do Kotka z czasem się przyzwyczaiłam to ten cały Sexy... Nie, nie i jeszcze raz nie.

Byłem piękny na zewnątrz i brzydki wewnątrz.

Z jednej strony autorka często nawiązuje do przeszłości, wspomina ją, a z drugiej strony, jakby jej nie ma. Wolałabym otrzymać więcej wyjaśnień, co do tego, gdzie przebywał Caleb przez ten cały czas, co robił, w jaki sposób FBI obserwowało Livvie po wydarzeniach z drugiej części, a następnie jak udaremniło jej czyny. Niby są jakieś wzmianki, ale nie są one w żaden sposób satysfakcjonujące.

Jeśli chodzi o techniczną stronę powieści, niestety wyraźnie kuleje w porównaniu do poprzednich części. Opisy otoczenia, sytuacji są szczątkowe, cała powieść jakaś rozlazła, a dialogi... Ile ja bym dała, żeby Caleb i Livvie na spokojnie usiedli i pozmawiali o przeszłości, swoim związku. Miałam wrażenie, że pomimo ciągłego spędzania czasu ze sobą, są osobno. Gdzieś tam się mijali, uprawiali seks, ale na poważną rozmowę jakby nie było czasu. Chociaż takich konwersacji jest kilka, mnie nie zadowoliły w stu procentach, a co dopiero osoby, które brałyby w niej udział. Poza tym w książce pojawia się kilka błędów logicznych. Kiedy dziewczyna ma usta pomalowane czerwoną szminką i całuje chłopaka – czy na jego policzku nie powinien zostać ślad? Czy dorosły mężczyzna na pewno wie, jaki to jest hebanowy kolor? Bo nawet ja musiałam go sobie wygooglować. Błędy nie są byt rażące, ale gdyby autorka przeczytała fragment dwa razy, to łatwo zwróciłaby na to uwagę. Ale widocznie tego nie zrobiła.

Jestem dokładnie tam, gdzie chcę być.

Jedyną naprawdę mocną stroną Smaku ciemności są sceny erotyczne. Podobało mi się, jak ewoluowały zainteresowania seksualne nie tylko Caleba, ale przede wszystkim wcześniej nieśmiałej Livvie. Wyjątkowo ciekawy był finalny fragment kończący powieść oraz wcześniejsze próby bohaterów zrekonstruowania wydarzeń, w których brali udział. Czytało się to naprawdę dobrze, momentami zapominałam o tym, że zaraz znowu dostanę kolejny dialog i sytuację o niczym.

Przed lekturą cieszyłam się na myśl o tym, że znowu będę miała wgląd do pokręconego świata Livvie i Caleba. Niestety, po jej zakończeniu czuję ogromny niedosyt; czuję, że jednak odrobinę zmarnowałam czas. Autorka nie musiała pisać tej części. Jeśli jednak już zdecydowała się to zrobić, mogła się zdecydowanie bardziej postarać. Książka nie odpowiada na pytania pozostawione po ukończeniu poprzedniej części, a wręcz przeciwnie – pozostawia wiele niedopowiedzeń oraz duży niedosyt. Relacja bohaterów nie wydawała mi się autentyczna, a ja nie odczułam, żeby Caleb chociaż przez chwilę pasował do świata swojej dziewczyny. Smak ciemności nie wniósł nic nowego do serii, poza ciekawymi scenami erotycznymi. Jak dla mnie, lepiej by było gdyby ta część nie powstała. Jest niedopracowana, niezbyt realistyczna i ujawnia wiele mankamentów pióra C.J. Roberts.

5/10

Zapach ciemności | Dotyk ciemności | Smak ciemności

17 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brakuje mi około 50 stron do skończenia Zapachu ciemności i szczerze mówiąc, wciąż myślałam o tym, co w takim razie będzie w tomie trzecim, nie mogąc się doczekać, aż znajdzie się w moim posiadaniu... Teraz już nie jestem taka pewna.
    Szkoda, że taka słaba ocena, bo pierwsze dwa tomy to mieszanka wybuchowa. c: Myślę, że moja przygoda z Dark Duet skończy się właśnie na nich.

    Przepraszam, za tamten pierwszy komentarz, ale blogger mi sfiksował i dodał zanim zdążyłam napisać do końca... ;___;

    Pozdrawiam, Koneko
    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem ciekawa tych scen erotycznych, o których piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielka szkoda, że autorka nie postarała się o wyjaśnienie niektórych wątków z pierwszej części. Mimo wszystko, serię chciałabym przeczytać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam tej serii i jakoś nie pali mi się by ją poznać :)

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    Rav http://swiatraven.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam poprzednich tomów, ale jakoś nie czuję potrzeby i ochoty, żeby to zmieniać :)

    Pozdrawiam :*
    ksiazki-mitchelii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie, nie czytam całej twojej recenzji.... będę dalej karmić się nadzieją, że ta książka spodoba mi się równie mocno co poprzednie tomy, a zaczynam ją właśnie za chwilę!!!
    Przekonam się osobiście :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Raczej nie sięgnę po tę serię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że historia nie jest dopracowana tak, jak powinna. Niemniej na pewno sięgnę po tę serię, bo bardzo mnie intryguje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam jeszcze tej serii, ale dzięki za ostrzeżenie, nieco odhaczę ją w czasie. ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Najgorzej, kiedy po dobrym początku serii, kolejny tom przynosi takie rozczarowania. O ile o poprzednie dwa może bym sięgnął, to po Twojej recenzji trzeci bym sobie definitywnie darował :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zdziwiona, że Twoja recenzja jest jednak dość negatywna, bo wszystkie poprzednie recenzje "Smaku" były tylko pozytywne. Cóż, ja nie czytałam, ale przyznaję, że okładki serii "The Dark Duet" są pięknie i bardzo chcę poznać tę historię. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też jestem lekko rozczarowana tą trzecią częścią. Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie, jednak cieszę się z happy endu, bo takie zakończenia lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdziwiłam się Twoją oceną 5/10, bo pamiętam, że bardzo zachwalałaś poprzednią część... Szkoda, że kontynuacje bardzo często przynoszą tak wielkie rozczarowania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Najgorsze, co może spotkać czytelnika, to zła ostatnia część serii/trylogii... na szczęście nie zdarza się to aż tak często. Seria raczej nie dla mnie, wolę dobre zakończenia ;)
    "Tak samo, jak Caleb, nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego osoba, którą więził i wykorzystywał seksualnie przez wiele miesięcy darzy go uczuciem." jeśli pamięć mnie nie myli, jest to tak zwany "syndrom sztokholmski". Ofiara porwania zakochuje się w swoim porywaczu, bo jest on często jej jedynym towarzyszem i siłą rzeczy, to wielu godzinach/dniach/tygodniach staje się obiektem westchnień ofiary. Spotkałam się z tym w "Black ice", ale autorka nawet tego nie potrafiła dobrze poprowadzić xD

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie czytam erotyków i na razie czytać nie zamierzam. Ale jedną uwagę mam - książka była naprawdę polecana. Dzięki, że wyraziłaś własne zdanie i podzieliłaś się skromnym 5/10.
    Niewiele ludzi tak robi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Och, przykro, że tak kiepsko :( Ja lubię erotyki, ale do tej serii stanowczo mnie nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.