PREMIEROWO: „Sekrety francuskiej kuchareczki” Marie-Morgane Le Moel

Kiedy Marie, odważna francuska dziennikarka, wyjeżdża na inny kontynent jako zagraniczna korespondentka, zaczyna się jej wielka przygoda życia. W krótkim czasie musi się nauczyć, jak otrzymać zaproszenie na najważniejsze wydarzenia polityczno-kulturalne, jak wtrącić słówko na konferencji prasowej, kiedy wciąż przerywa ci namolny australijski pisarz, a także jak nawiązać nowe znajomości – zwłaszcza w sytuacji, kiedy Urząd Imigracyjny stanowczo sugeruje, że twój francusko-kanadyjski narzeczony musi wrócić do domu.


Na szczęście Marie ma przy sobie przepisy swojej ukochanej mamy. Stanowią one remedium na tęsknotę za domem, a także okazują się nieocenioną pomocą w nawiązywaniu kolejnych znajomości z aroganckimi Australijczykami… Czy Marie uda się zintegrować z australijską społecznością? Jak poradzi sobie w obcym kraju, na obcym kontynencie, wśród obcych sobie ludzi? I jaką rolę w tym wszystkim odegrają sekrety francuskiej kuchni?

(wydawnictwokobiecie.pl)

Zabierając się do przeczytania Sekretów francuskiej kuchareczki miałam świadomość, że będzie to lektura raczej luźna, na jeden wieczór. Pomimo początkowego oporu, świat przedstawiony przez główna bohaterkę, Marie, zupełnie mnie zauroczył.


- Dlaczego znalazłeś kota w internecie? - zapytałam całkowicie zaskoczona. - Wysłał ci zaproszenie do znajomych na Facebooku?

Na czym polegał mój opór? Powieść rozpoczyna się rozmową dorosłej Marie z przyjaciółmi, ale już w kolejnym rozdziale przenosimy się prawie trzydzieści lat wstecz. Bohaterka opowiada o swoim dzieciństwie, stosunkach z bratem bliźniakiem, kilku zabawnych przewinieniach oraz o kuchni - przede wszystkim swojej mamy Madelaine. Chociaż perypetie bohaterki dotyczące dzieciństwa oraz jej nastoletniego życia czytało się przyjemnie, nie było w nich niczego nadzwyczajnego. Dlatego odłożyłam powieść na kilka dni na półkę po to, aby przy kolejnej próbie świat Marie jednak mnie zaczarował.

Dlaczego? Sama nie wiem, jednak kiedy powieść zaczęła dotyczyć dorosłego życia Marie, stała się dla mnie znacznie bardziej atrakcyjniejsza. Już same wydarzenia, w jakich brała udział dorastająca dziewczyna wydawały się dla mnie ciekawsze. Dlatego o ile wcześniej czytałam, bo czytałam to po przebrnięciu przez okres dzieciństwa bohaterki, czytałam, bo chciałam wiedzieć więcej.

Do jednych z lepszych aspektów książki należy zdecydowanie narracja. Pomimo, że sytuacje nie obfitują w dużą ilość szczegółów, sposób w jaki Marie postrzega otaczający ją świat jest interesujący, a jej obserwacje tylko wywołują uśmiech na twarzy. Nie wiem, jak dokładniej to wyjaśnić - autorka po prostu świetnie prowadzi historię. Bezpośrednio związany z narracją jest humor. Nie sądziłam, że znajdę w tej książce aż taką dawkę humoru. Dotyczy głównie to zabawnych spostrzeżeń Marie, ale też różnych dialogów pomiędzy nią, a jej znajomymi. Nie były to wprawdzie salwy śmiechu, jednak sporo razu uśmiechałam się w trakcie lektury. I cieszę się, że również to w niej znalazłam.

Ciekawym dodatkiem są przepisy w książce. Nigdy się z tym nie spotkałam, zwłaszcza, że ich forma również jest ciekawa. Po każdym rozdziale jest przepis kucharski na danie, które jest bezpośrednio związane ze wcześniej opisanymi wydarzeniami. Przygotowane danie, czy to przez Madelaine, czy Marie, zostaje nie tylko opisane. Przed każdym przepisem znajdziemy informację o tym, gdzie dana potrawa miała swoje początki i z jakiego powodu została przyrządzana. Poza tradycyjną rozpiską składników oraz czynności, jakie trzeba wykonać, autorka załączyła również swoje wskazówki. Poza tym jest też informacja, jaki trunek najlepiej sprawdzi się przy poszczególnej potrawie. Kucharka ze mnie żadna i nie wiem, czy wykorzystam te przepisy w swojej kuchni. (Może pokuszę się na mus czekoladowy, na którego myśl cieknie mi ślinka!) Myślę, że nawet dla osoby nie gotującej ten dodatek jest naprawdę ciekawym urozmaiceniem. Aż momentami robiłam się głodna!

Już w połowie książki czułam naprawdę wielką zazdrość. Ale nie taką niezdrową. Pomimo, że jestem raczej osobą, która planuje i lubi stabilizację, zazdrościłam głównej bohaterce jej życia. Dlatego, że było zwyczajnie ciekawe. Nie zawsze usłane różami, ale barwne. Nie tylko zwiedziła, ale mieszkała na stałe w swojej ojczyźnie, ale też w Kanadzie i przede wszystkim - Australii. Dzięki temu w powieści jest dużo akcentów z każdego tego kraju z osobna. Bardzo cieszę się, że zostały pokazane nie tylko dobre strony mieszkania poza granicami swojego kraju, ale też wady. Marie parała się różnymi zajęciami i nie można by było powiedzieć, że jej życiu towarzyszyła nuda. Co więcej, po przeczytaniu Posłowia podejrzewam, że wszystkie wydarzenia rzeczywiście miały miejsce w życiu autorki; nie zmieniła ona nawet imion niektórych osób.

Wydawało się, że to raj na ziemi.

Pomimo, że Sekrety francuskiej kuchareczki to książka należąca do tej luźniejszych, nie czuję, że zmarnowałam przy niej czas. Początkowo nie potrafiłam się porwać opisywanym wydarzeniom, jednak po jakimś czasie nie potrafiłam się oderwać od lektury. Największą jej zaletą jest zdecydowanie sposób opowiadania historii - narracja z perspektywy Marie. Chociaż w ogóle się tego nie spodziewałam, powieść okazała się niezwykle zabawna; niezmiernie się z tego cieszę, bo od dawna szukałam książki, która będzie zawierała dobry humor. Sekrety francuskiej kuchareczki to ciekawa podróż przez życie nietuzinkowej Francuzki, której wszędzie towarzyszy jedzenie. Jeśli szukasz czegoś lekkiego, zabawnego, ale w cale nie głupiego - ta książka idealnie się sprawdzi.

7/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu

27 komentarzy:

  1. Mnie zachęca już sama okładka, naprawdę bardzo mi się podoba i przy najbliższej możliwej okazji zamierzam zakupić tą książkę :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam identyczne wrażenia jak Ty. :-)) Też ciężko mi było przebrnąć przez okres dzieciństwa Marie. Opisy jej zabaw i kłótni z bratem były nużące i już bałam się, że będę męczyła tak całą książkę. Na szczęście dorosłość autorki jest już bardzo ciekawie - i tak jak wspominałaś - humorystycznie opisana. Ogólnie całość ocenię chyba na 6/10 - właśnie przez ten słaby początek. PS. Podobała mi się chyba najbardziej jej rozmowa z kotem, to było naprawdę zabawne. :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Lekka, w sam raz na jedne raz. Mnie się podobała, poczułam się przy niej rozluźniona. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Również miło wspominam tę książkę. Mam na oku nawet kilka przepisów, które mam nadzieję, że niedługo wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ją chcemy! Oczarowała nas sama okładka. Ostatnio polujemy na lekkie lektury :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszamy do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie czytam tę książkę i mam podobne odczucia :) To bardzo lekka i przyjemna lektura. Dodatkowo chyba pokuszę się o wypróbowanie kilku z przepisów tam zawartych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie słyszałam o tej książce, ale skutecznie mnie przekonałaś :) Lubię pozycje, w których zwyczajne życie miesza się z kuchnią i gotowaniem. Nie wiem czemu, ale zwykle takie książki działają na mnie uspokajająco ;)
    Na pewno sięgnę po "Sekrety.." i mam nadzieję, że mnie zachwycą <3
    Pozdrawiam
    Charlotte z In Bookland

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajna okładka, to przede wszystkim, a to, że jest dość luźna i nieprzejmująca jeszcze dodaje jej uroku :)
    Buziaki!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  9. Od czasu do czasu lubię sięgać po lekkie i zabawne książki, więc ta może bardzo dobrze się sprawdzić. Poza tym, bardzo spodobała mi się okładka :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie książki nie są dla mnie, niestety. Zdecydowanie bardziej wolę młodzieżówki i fantasy :)

    Pozdrawiam :*
    ksiazki-mitchelii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. TO chyba dość mocno inspirująca książka. Chętnie się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakoś nie trafia w moje oczekiwania. Nie zachęca mnie do siebie, wręcz jak słyszę słowo kuchnia, gotowanie czy coś podobnego.. nie , stanowcze nie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem ciekawa tej pozycji, szczególnie, że czytałam już "Całą prawdę o Francuzkach" i autorka ma bardzo dobry styl pisania :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że mogłabym się na nią skusić ;) Czasami potrzebna mi taka lekka i zabawna książka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przepisy w książce? Super. Czytałam już kiedyś jakąś książkę z przepisami między rozdziałami i uważam to za świetny pomysł :)
    I okładka jest śliczna.
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja z chęcią sięgam po luźne historie, można się przy nich zrelaksować. Po tę pozycję również sięgnę z przyjemnością. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapowiedź była bardzo obiecująca, więc cieszę się, że książka jest udana, obawiałam się, ze będzie trochę infantylna, ale lekka literatura chyba tego nie przeskoczy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jakoś nie jestem przekonana do tej książki. Raczej jej nie przeczytam.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nieco mnie pocieszyłaś, bo trwam właśnie w fazie początkowego oporu - mam jakieś wewnętrzne przeświadczenie (po przeczytaniu kilku rozdziałów),że to będzie kompletna klapa. Muszę się jednak przemóc, a nuż zaskoczy:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zdecydowanie nie dla mnie - twierdzę po przeczytaniu fragmentu o przepisach. Aktualnie sama męczę Tylko dzięki miłości, która zawiera wpisy do pamiętnika i wciąż się pojawiają nudnawe przepisy, które omijam szerokim łukiem.
    No i - co tu więcej powiedzieć - nie przepadam za typowymi obyczajówkami, a Sekrety francuskiej kuchareczki po Twojej recenzji na takie mi wyglądają. ;c
    Chociaż Twoje recenzje są tak magiczne, że wręcz mam ochotę zajrzeć do opisywanych przez Ciebie książek. O, chociażby wczoraj sprawdzałam w katalogu, czy w mojej bibliotece znajduje się Zabłądziłam. c:
    Pozdrawiam! x

    OdpowiedzUsuń
  21. Przepisy mogą być fajnym dodatkiem, ale nie wydaje mi się, aby książka była dla mnie. Czuję, że i ja miałabym trudność w wciągnięciu się w powieść, oczarowania się akcją, a w zwalczeniu kryzysu czytelniczego by mi nie pomogła :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wydaje mi się, że to lekka, ciekawa książka na wieczór. Cieszę się, że nie zmarnowałaś przy niej czasu, a przepisy faktycznie są ciekawym urozmaiceniem książki (także słyszę o powieści z nimi po raz pierwszy).
    Pozdrawiam ciepło,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  23. Miałam możliwość zrecenzowania tej książki, ale jakoś nie przekonała mnie zbyt mocno do siebie...

    OdpowiedzUsuń
  24. Wydaje się taka lekka i przyjemna, a ten tytuł też zachęca :D
    Może się na nią skuszę!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nową recenzję,
    Przerwa na książkę
    Snapchat: przerwa_ksiazke

    OdpowiedzUsuń
  25. Hm, tym razem chyba nie jestem zainteresowana, ale nie mówię nie ostatecznie, bo może kiedyś sięgnę. Jednak na chwilę obecną nie jestem przekonana. ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Już ta Australia mnie przekonała, więc koniecznie muszę przeczytać. Kucharką nie jestem, ale może przepisy obudzą we mnie jakieś umiejętności kulinarne :)

    OdpowiedzUsuń
  27. To raczej nie moja tematyka, ale ta książka mnie zaintrygowała :D Szczególnie ta Australia... i humor... i te przepisy! ^_^

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.