„Obietnica pod jemiołą” Richard Paul Evans

Największe podarunki od losu często dostajemy w najcięższych chwilach życia.
Gdyby można było wymazać jeden dzień ze swojego życia, Elise wiedziałaby doskonale, który wybrać.
Błąd popełniony w przeszłości sprawił, że dziewczyna zamyka się w swoim cierpieniu. Do chwili, kiedy tajemniczy nieznajomy składa jej niezwykłą obietnicę… Elise ze zdumieniem odkrywa, iż Nicolas ma własny klucz do jej serca.

Za ciemną stroną księżyca może kryć się światło. Choć czasem wydaje się, że to miłość jest źródłem wszystkich lęków, nie ma takiego błędu, którego nie może przezwyciężyć siła przebaczenia.


(lubimyczytac.pl)

Zdecydowałam się na tę książkę z trzech powodów; już od dawna chciałam przeczytać coś spod pióra Richarda Paula Evansa (który jest porównywany do lubianego przeze mnie pisarza - Nicholasa Sparksa), przyciągnęła mnie zimowo-świąteczna okładka i tytuł oraz cena. Powieść nie jest długa (około dwieście pięćdziesiąt stron) więc myślałam, że otrzymam nieskomplikowaną, ale dość ciekawą historię miłosną. I całkowicie się przeliczyłam.

Zacznę może od tego, że w okolicach dwudziestej strony dowiadujemy się jaką to obietnicę składa nowo poznany Nicholas naszej bohaterce. Kiedy o tym przeczytałam, miałam ochotę odłożyć tę książkę. Nie powiem, na czym polegała obietnica, czy też raczej umowa pomiędzy bohaterami (być może ktoś chce doświadczyć tego fałszywego zaskoczenia) ale podpowiem, że jest to tak częsty motyw powielany w komediach romantycznych, jak zamiana ról głównych postaci albo cofnięcie się w czasie.

Każdy człowiek z czymś się zmaga. Każdy wycierpiał więcej, niż jesteśmy sobie w stanie domyślić.

Obietnica pod jemiołą nie tylko pod tym względem przypomina niezbyt lubiany przeze mnie gatunek filmowy. Historia jest przede wszystkim przewidywalna do bólu. Już od pierwszego rozdziału można domyślić się dalszego rozwoju sytuacji, ale też kilku "przerywników" w stylu: główni bohaterowie w pewnym momencie kłócą się i rozstają z jakiegoś błahego powodu albo niedopowiedzenia, które można wyjaśnić zwykłą rozmową. Zwłaszcza jedna sytuacja była na tyle denerwująca, że pomimo tego, że była do przewidzenia, miałam ponownie ochotę na to, żeby książkę zwyczajnie odłożyć na półkę.

Jeżeli chodzi o stronę techniczną książki, również nie jest dobrze. Dialogi są niezwykle drętwe, a rozmowy pomiędzy bohaterami płaskie, denerwujące i męczące; najbardziej w momentach, kiedy wymiana zdań jest bardzo zbliżona do tej z poprzedniego dnia (- jak minął dzień? - w porządku). Pomimo, że liczba bohaterów w książce jest dość wąska (przede wszystkim dwójka, a w porywach piątka) autor nawet im nie poświęcił dużo uwagi. Ich kreacja jest naprawdę średnia i chociaż narracja jest pierwszoosobowa, nie jestem w stanie po zakończeniu książki powiedzieć nic o charakterze głównej bohaterki. Brakowało mi również swego rodzaju... opisów (to już naprawdę źle się dzieje, że mnie tego brakowało) nie tylko otoczenia, ale też samych postaci. Wszystko wydawało mi się bardzo nijakie i niewyróżniające się. Przez cały czas miałam problem z wyobrażeniem sobie głównych bohaterów, których nawet wiek (lub jakiegokolwiek jego oznaki?) nie został przedstawiony.

Obietnica pod jemiołą składa się tak naprawdę tylko i wyłącznie z tych często nic nie wnoszących dialogów oraz tego, że bohaterowie cały czas jedzą, zwiedzają i jedzą. A nawet, jeśli gdzieś już wychodzili to i tak nie potrafiłam sobie ani tylko miejsca, czy też nawet zwykłej sztuki wyobrazić. No, bo w sumie po co czytelnikowi takie szczegóły.

Wydaje mi się też, że przegapiłam moment zakochiwania się głównych postaci. W pewnym momencie jedna wyznaje drugiej miłość (oczywiście robi to w tak pseudoromantyczny sposób, że aż zaczęło padać cukrem, a nie śniegiem) a ja zastanawiałam się: kiedy to się stało? Czyżbym miała wadliwą książkę, której brakuje kilka ważnych wydarzeń, a może i nawet rozdziałów? Podobnie, jak w przypadku słabej kreacji bohaterów, proces zakochiwania się dla mnie w tej książce nie istnieje. Jak dla mnie Nicholas i Elise mogliby w pewnym momencie powiedzieć sobie do widzenia i już nigdy się do siebie nie odezwać. Bo z jakiego powodu mieliby to robić, skoro nie było pomiędzy nimi żadnej chemii, powiązań?

Ach, powiązania. Już pod koniec koniec powieści dowiadujemy się o tajemnicy skrywanej przez Nicholasa. Oczywiście nie mogło zabraknąć odrobinę przewidywalności, bo części sekretu się domyśliłam. I chociaż mogłabym uznać przeszłość Nicholasa za bardzo dobry punkt książki, w kombinacji z innymi tragicznymi wydarzeniami, które miały miejsce w życiu innego bohatera tworzy się zbiór nierealistycznych i nieprawdopodobnych wydarzeń, w które ciężko uwierzyć. Owszem, w książkach występują czasem takie sytuacje, które być może dzieją się na prawdę, ale zazwyczaj nie w życiu czytelnika. Ale tutaj... wszystko wydawało mi się zrobione na siłę. Co więcej, pomimo autentycznej tragiczności niektórych wydarzeń opisywanych w książce, ja nie poczułam nic. Żadnych większych emocji, czy też głębszych refleksji nie doświadczyłam, a chyba powinnam.

Każdy człowiek ma swoją jasną i ciemną stronę. To, którą z tych stron dostrzegamy, zwykle zależy mniej od pozycji Księżyca, a bardziej od miejsca, w którym stoimy.

Podsumowując, Obietnica pod jemiołą okazała się niezwykle płaską wersją komedii romantycznej w postaci książki, którą chciałam jak najszybciej ukończyć. Lektura nie sprawiła, że doświadczyłam jakichś większych doznań, emocji. Chociaż nie, emocje były: w postaci irytacji, zdenerwowania i niedowierzania nad przewidywalnością tej historii. Bohaterów nie zdążyłam ani polubić, a nie znienawidzić, ponieważ ich kreacja po prostu nie istnieje. Są niby jakieś dialogi pomiędzy nimi, ale w większości nie opierają się na niczym fascynującym. Więc jak tutaj w kimś się zakochać? Nie pytajcie mnie, bo sama tego nie wiem. Książkę ukończyłam tylko po to, żeby napisać tę recenzję i być może ocalić jedną lub dwie osoby przed tym, czego ja sama doświadczyłam podczas czytania te schematycznej i przewidywalnej historii.

I w ten sposób moja lista książek do przeczytania trochę się zmniejszyła, ponieważ będę potrzebowała naprawdę czegoś lub kogoś bardzo przekonującego, żeby w przyszłości przeczytać jakąkolwiek książkę tego autora.

2/10

31 komentarzy:

  1. Czytam same negatywne opinie o tej książce, ale mimo to okładka strasznie kusi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czytałam kilka pozytywów i chyba mimo wszystko skuszę się i zobaczę jak mi się spodoba :)

    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że zawiodłaś się i autor tą ksiązką nie spełnił Twoich oczekiwań. Ciekawa jestem jak ja odbiorę tę powieść. Czy spodoba się a może będę miała podobne zdanie na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aż takiej dramatycznie niskiej oceny się nie spodziewałam. I potwierdzasz moje obawy, kiedyś czytałam jedną książkę tego pana i nie mogłam zrozumieć, czym inni się zachwycają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może po prostu trafiłaś na gorszą książkę?
    Mam w planach Evansa, nawet jakiś ebook jego książki sobie siedzi w telefonie i czeka na przeczytanie, ale jakoś nie mogę się za niego zabrać. Boję się, że za często porównywałabym go do Sparksa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się, że ta historia właśnie ma być przewidywalna i pokrzepiająca serce. ;) To tak jak w przypadku komedii romantycznych -niby cały czas to samo, a jednak chce się je oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  7. O kurczę, bardzo oceniłaś nisko tą powieść.. Jednak mnie nie zniechęciłaś. Ja na pewno po nią sięgnę. I zobaczymy, czy i mnie nie przypadnie do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skoro jest tak przewidywalna i drętwa, to po nią nie sięgnę, choć na pierwszy rzut oka wygląda na ciepłą i przyjemną książkę. Eh, szkoda!

    Pozdrawiam,
    Przerwa na książkę

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie slyszalam o tej książce i teraz juz wiem, że jeżeli ja gdzies zobacze pewnie ominę ja szerokim łukiem:>
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Hm, nigdy mnie nawet nie ciągnęło do książek Evansa i widzę, że raczej niczego nie tracę. :P Ale jeśli już zechcę spróbować jego twórczości, będę pamiętać, by tej książki raczej unikać... Ta przewidywalność i bardzo słaba kreacja bohaterów mnie skutecznie odstrasza. :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ha, a ja znowu z tych, które wprost uwielbiają od czasu do czasu sięgnąć po Evansa i mimo tej jego przewidywalności, dobrze się bawią przy jego książkach:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę wreszcie zapoznać się z autorem

    OdpowiedzUsuń
  13. A widzisz, a mi ta książka może pomóc w realizacji jednego wyzwania, poszukuję bowiem książki na raz, którą warto później zapomnieć. Coś czuję, że ta niska ocena nie jest przypadkowa :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam większość książek tego autora. Mogę polecić dwie Kolory tamtego lata oraz Bliżej słońca. Moim zdaniem najgorszą jego powieścią jest Obiecaj mi.
    Też zabrakło mi opisów, pod koniec zorientowałam się, że nawet nie wiem jak wyglądają główni bohaterowie .

    OdpowiedzUsuń
  15. A to ciekawe, że do tej pory spotkałam się jedynie z pozytywnymi recenzjami tej książki bądź z takimi, które mimo wad, ukazywały ją w bardziej hm, pozytywnym świetle. A tutaj Twoja recenzja tak zniechęca... No nic - tak czy siak, póki co ta książka nie była moim "must read", ale może kiedyś sama się przekonam jak to z nią jest. :)
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Kompletnie nie mój typ książek. Dlatego od razu podziękuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chciałam sięgnąć po tę książkę w święta, ale chyba dobrze, że tego nie zrobiłam. Jeśli jest tak bardzo przewidywalna, a kreacja bohaterów wręcz nie istnieje, to chyba nie będę poświęcać na nią czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedyś też próbowałam czytać Evansa, nie pamiętam już jaki tytuł, ale też coś z zimą związanego, i przyznam szczerze, że po ok. 30 stronach na zawsze podziękowałam Evansowi, i więcej nie tknę nic, co wyszło spod jego pióra. Także Twoja recenzja wcale mnie nie dziwi. ;)

    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. O, bardzo dużo pozytywnych słów słyszałam o Evansie, tak jak o Sparksie, więc nie spodizewałam się że twoja recenzja będzie taka negatywna. Mimo wsyzstko w przyszłości na pewno zapoznam się chociaż z jedną jego książką żeby przekonać się na własnej skórze , ale na pewno nie będzie to Obietnica po jemiołą. Nie warto tracić na takie straszydła czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Aż taka słaba jest ta książka? Oh, to nie muszę jej czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Naprawdę tylko 2/10? :( Kurczę myślałam, że ta książka będzie lepsza :/

    OdpowiedzUsuń
  22. Rzadko sięgam po książki o miłości. Jeśli już to robię, to staram się wybierać dobre pozycje, by całkowicie nie zrazić się do tego gatunku. Dobrze wiedzieć co mam omijać, by nie psuć sobie nerwów nad schematycznymi wydarzeniami i książką przypominającą komedię romantyczną, których szczerze nie znoszę. :)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&serials&films

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja właśnie zawsze słyszałam same zachwyty o tym autorze i chciałam wreszcie przeczytać którąś z jego książek. Tę dla młodzieży bodajże czytałam i była słaba, ale liczyłam na to, że dla dorosłych są lepsze...

    OdpowiedzUsuń
  24. Dosłownie przed chwilą czytałam zachwalającą recenzję tej książki i już naprawdę nie wiem, co o tym sądzić. Uwielbiam Evansa i chociaż każda jego książka jest podobna do poprzedniej, to klimat jest wprost niepowtarzalny i... trochę boję się sięgać po "Obietnicę...", ale kiedyś na pewno to zrobię.
    U mnie jest na odwrót - nie przepadam za panem Sparksem :D Ale o gustach się nie dyskutuje :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Teraz już wiem po jaką książkę na pewno nie sięgać. :) Poza tym to nie mój klimat więc wszystko przemawia za tym, że nigdy nie będzie mi dane jej przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Słyszałam o tej książce, nie raz ją widziałam, ale nigdy nie miałam zamiaru po nią sięgnąć. Tematyka nie dla mnie, nie lubię takich "romansideł". Pozdrawiam, ksiazkowa-przystan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak ja lubię te Twoje kąśliwe recenzje. :-) Szkoda, że około 20 strony już właściwie wiadomo, jaka jest dana obietnica i jak zakończy się książka. Płaskie dialogi bohaterów zapewne też zrobiły swoje, stąd Twoja ocena 2/10. Zastanawia mnie, dlaczego autorzy nie kładą większego nacisku na stworzenie ciekawego otoczenia i przestrzeni bohaterów. Piszesz, że cały czas jedzą, zwiedzają i jedzą. A co z pracą? Pasjami? Hobby? Rodziną? Znajomymi? Skutecznie zniechęciłaś mnie do Evansa, a okładka była taka przekonująca... Mimo to cieszę się, że trafiłam na Twoją opinię - jest naprawdę genialna. :-))

    OdpowiedzUsuń
  28. Och... jak ja nienawidzę takich dialogów :/ Zbyt płytkich, prostych i denerwujących!
    Ach i ta miłość, która nie wiadomo kiedy się narodziła...
    Nie, powieść do mnie nie przemawia :/
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
  29. bardzo fajna recenzja, też mam ochotę sięgnąć po tą książkę :-). W wolnej chwili zapraszam do mnie, może znajdziesz coś dla siebie :) https://szeptamozeszelestduszy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.