„Wbrew sobie” Katarzyna Kołczewska

Ewelina pragnie tylko jednego – dziecka. Jest skupiona na sobie i własnych przejściach, egoistycznie manipuluje bliskimi, nie dostrzega problemów innych ludzi, liczy się tylko ona i jej sprawy. Zachowuje się jak rozkapryszony, rozpieszczony bachor.
Zraża do siebie kochającego i oddanego męża, matkę, która za wszelką cenę chce chronić córkę przed problemami i siostrę – tę, która poświęciła dla Eweliny najwięcej.
Kiedy ujawnienie skrywanej rodzinnej przeszłości i konsekwencje własnych zaskakujących decyzji zachwieją wiarą Eweliny w siebie i zburzą wygodne życie, zrozumie, jak bardzo musi się zmienić.
Ale czy nie będzie już za późno?
(lubimyczytac.pl)

Wbrew sobie to kolejna książka z nowości, na którą zdecydowałam się przede wszystkim ze względu na pozytywne opinie oraz recenzje na innych blogach. Bardzo lubię powieści obyczajowe, ale niestety ostatnio zdarzało mi się czytać co raz mniej książek w tym gatunku, więc postanowiłam to zmienić. Niestety, nie wypadła tak dobrze, ja się tego spodziewałam.

Pomimo wielkiej chęci przeczytania książki, przed samą lekturą miałam wielkie obawy ze względu na jej obszerność. Zazwyczaj nie przerażają mnie opasłe tomiska, jednak ponad siedemset stron w przypadku powieści obyczajowej budziły we mnie niepokój. I chociaż do połowy książki czytałam rozdział za rozdziałem i szło mi naprawdę szybko, później było co raz ciężej.

Wbrew sobie nie jest napisana ciekawie, jednak przekonałam się już nie raz, że sam styl autora (nawet jeśli jest przeciętny) nie wpływa znacząco na całą powieść, jeśli sama fabuła oraz jej rozwój jest wystarczająco interesujący. W przypadku tej książki właśnie tak nie było. Po opisie książki oczekiwałam refleksyjnej historii o życiu, ale skupiającej się na problemach jakim są bezpłodność, nieudane próby zajścia w ciążę i jak to wszystko ma wpływ na tych ludzi, którzy o dziecko się starają. I chociaż na początku autorka skupia się właśnie na Ewelinie i Adamie, po kilkuset stronach książka przybiera dziwny obrót. Życie dwójki bohaterów, które w moim odczuciu miało być na pierwszym planie, jakby stapia się z życiem pozostałych postaci, których jest naprawdę dużo. Aż za dużo. Mamy siostrę Eweliny, Justynę oraz ich matkę i problemy tej trójki, które miały swój początek jeszcze w dzieciństwie sióstr, Majdana (w pakiecie z rodziną), wspólnika Adama oraz losy ich firmy oraz kilka innych osób (głównie z rodziny). Każdemu z tych bohaterów poświęcana jest taka ilość uwagi, że kończąc książkę nie umiałam zbytnio sprecyzować, kogo tak naprawdę dotyczyła.

Bardzo lubię wielowątkowość, jednak wydaje mi się, że Katarzyna Kołczewska nie sprostała z temu zadaniu. Pomimo obszerności powieści, nie zdążyłam zżyć się z żadnym bohaterem i co więcej, żaden nie wzbudził mojej sympatii. Myślę, że autorka chciała pokazać różne oblicza problemów w rodzinie i to w jaki sposób odbierają je inni członkowie, jednak wyszedł z tego swego rodzaju misz-masz. Ponadto, pomimo takiej ilości stron, nie wiedziałam do końca jak bohaterowie wyglądali. Owszem, autorka wspomina o tuszy Majdana albo o szczupłej sylwetce Eweliny, ale odniosłam wrażenie, że zostały pokazane tylko i wyłącznie cechy charakterystyczne, pomijając te inne.

Z przykrością muszę również stwierdzić, że brakowało mi w tej powieści odrobinę realizmu. Z definicji jest to książka obyczajowa i rozumiem, że jednak w tej fikcyjnej historii musi się coś wydarzyć. Niestety niektóre incydenty były z jednej strony przerysowane, a z drugiej schematyczne. O! Wiem, jak to wytłumaczyć. To tak samo, jak w głupich serialach mamy mnóstwo "niespodziewanych" wydarzeń w krótkim czasie w życiu bohaterów.

Co więcej, pojawiło się kilka elementów, przez które wątpiłam w to, czy autorka przed opisaniem danej sytuacji, naprawdę się nad nią zastanowiła od strony technicznej. Co dziwne, większość przykładów, które zapamiętałam dotyczą Eweliny Rajskiej. Bohaterka jest chirurgiem, ale zarabia zaskakująco mało. Na tyle, że kiedy jej mąż "zabiera" wszystkie swoje pieniądze, ona panikuje i wszystkim na około opowiada, jaka to nie jest spłukana. Z drugiej strony udaje się w wolny wieczór do kawiarni i zamawia (!) sześć kieliszków musującego wina. Nie chciałabym wiedzieć, ile to kosztuje. Ewelina jest lekarzem, ale nie wie, kim jest rzecznik szpitala i nierzadko nadużywa swojej władzy w szpitalu, którym pracuje. Te wątki wydawały mi się nadzwyczajnie naciągane. Myślę, że przystanę na tych kilku przykładach, bo widzę, że już trochę mi ta recenzja zajęła...

Jeżeli chodzi o postaci, to z jednej strony są oni w pewien sposób charakterystyczni, a z drugiej ich czas nie zajmuje nic poza pracą oraz codziennymi zajęciami. Rozumiem, że bohaterami książki są głównie ludzie dorośli, ale myślę, że warto byłoby dodać powieści jakiegoś koloru. Zdecydowanie wolałabym czytać opis zwyczajnego robienia na drutach matki Adama niż kolejnych, nic nie wnoszących do książki przemyśleń. I tutaj kolejna rzecz. Opisy, opisy i jeszcze raz opisy. Przyznaję się bez bicia, że niektóre kilkustronicowe opisy dojazdu w dane miejsce zwyczajnie omijałam.

Nie chciałam oceniać Wbrew sobie tak nisko, ale zbierając swoje odczucia po lekturze nie pozostaje mi nic innego. Przede wszystkim spodziewałam się historii główniej poświęconej trudnościami z zajściem w ciąże albo chociaż okresem tuż po takowych przeżyciach. Otrzymałam jednak książkę wielowątkową, ale w złym tego słowa znaczeniu. Autorka przeskakiwała z jednej postaci na drugą, co stało się przyczyną wielkiego chaosu w książce. Główny temat poszedł gdzieś w niepamięć i niestety nie jestem w stanie stwierdzić, czego ta książka dotyczyła. Może najwyżej relacji w rodzinie, ale to mogłoby się powiedzieć o każdej powieści.

Katarzyna Kołczewska nie pisze porywająco, co jeszcze bardziej utrudniło mi czytanie tego tytułu. Moim zdaniem, Wbrew sobie to książka przegadana i niedopracowana. Gdyby bardziej się do niej przyłożyć i wyrzucić zbędne dialogi i nic nie wnoszące do historii informacje (czyli połowię książki) to nie byłoby tak źle. I chociaż z całą pewnością nie jest to książka najgorsza, ja zwyczajnie się przy niej wynudziłam i tylko czekałam, aż się skończy. A kończy się tak schematycznie, że każdy mógłby się tego domyślić już po przeczytaniu opisu.

5/10

34 komentarze:

  1. Już po opisie widzę, że to nie dla mnie, a Twoja ocena tym bardziej nie zachęca. Dlatego z całą pewnością sobie odpuszczę. Swoją drogą, nie rozumiem, czemu tak często zdarza się, że autorzy na siłę próbują stworzyć wielowątkowe powieści. Bo +500 stron tak super wygląda? Bo gruby grzbiet będzie bardziej zwracał uwagę na półce? Już wolę 300 stron wartkiej akcji niż prawie 800 rozwlekania nie wiadomo czego...

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim jakoś mnie do tej książki nigdy nie ciągnęło, a po Twojej recenzji mam pewność, że raczej nie trafi do mojej biblioteczki. Po takiej powieści również oczekiwałabym głębszych rozważań, a jak wspomniałaś o zachowaniach Eweliny, byłam pewna, że po nią nie sięgnę ;). Dziękuję za ostrzeżenie :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że książka wypada przeciętnie. Po fabule widzę, że bohaterka doprowadziła by mnie do białej gorączki.Nie skusze się.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie kusi mnie ani fabuła, ani bohaterowie, a po przeczytaniu Twojej recenzji nie czuję się zachęcona do sięgnięcia po tę książkę, więc chyba sobie odpuszczę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Już po przeczytaniu opisu wiedziałam, ze to książka nie dla mnie bo nie przepadam za obyczajówkami. Po przeczytaniu Twojej recenzji tym bardziej upewniłam się by omijać tę książkę szerokim łukiem.
    Pozdrawiam serdecznie :)
    Dagmara

    OdpowiedzUsuń
  7. Opis jakoś nie zachęca mnie specjalnie, a w połączeniu z Twoją opinią wręcz mnie odpycha. To zdecydowanie powieść nie dla mnie. Lubię kiedy coś się dzieje, ale nawał opisów i postaci niekoniecznie do mnie przemawia. Po przeczytaniu Twojej recenzji odnoszę wrażenie, że jest to taka meksykańska telenowela, dużo tych "niespodziewanych" zdarzeń na raz i nieciekawy styl. Podziękuję za taką obyczajówkę ;)
    Pozdrawiam!
    NiczymSzeherezada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Zdecydowanie zmieniam zdanie, co do tego, czy chcę przeczytać tę książkę. Przebolałabym tę niedopracowaną wielowątkowość, ale te błędy z postacią Eweliny, w jej rozumowaniu, są gorzej niż niewybaczalne. Avada to za mało!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za recenzję, w tym wypadku bardzo przydatną. Właśnie uratowałaś mnie od czasu straconego na szukanie i czytanie tej książki :)
    Zapraszam do mnie,
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam, że już po przeczytaniu opisu stwierdziłam, że nie jest to książka dla mnie. A jeśli jest to nieciekawie napisana powieść, to raczej nie będę tracić na nią czasu :D
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  11. Brak realizmu mnie zupełnie odstrasza...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ech, nigdy jakoś specjalnie nie miałam ochoty na tę książkę, a po twojej recenzji to już w ogóle nie chcę jej czytać...

    OdpowiedzUsuń
  13. Okładka urocza, tytuł intrygujący, lecz jak widać po recenzji nie jest to mistrzostwo świata. Będę szeroko omijać powieści tej autorki.
    Buziaki!
    Juliet

    OdpowiedzUsuń
  14. A myślałam nad tą książką, ale teraz to chyba sobie odpuszczę :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Troszkę szkoda, bo byłam zainteresowana tą książką - uwielbiam wszystko, co należy do tej serii...

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ładna okładka, ale treść chyba nie dla mnie. Ja raczej nie gustuję w obyczajówkach, no chyba, że znajdę coś na promocji. :)
    pozdrawiam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  17. Przykro mi, że książka Cię zawiodła. Kiedyś może ją przeczytam. Z naciskiem na może:) teraz mam przeogromną chęć na opowiadania świąteczne;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mi książka się podobała. Przy czym na pewno nie jest moim numerem jeden. Szczerze powiedziawszy, już zapomniałam trochę o czym była. A to chyba nie świadczy o niej najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Na książkę raczej się nie skuszę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam mieszane uczucia, ale jeśli wpadnie w moje ręce - zaryzykuję

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytałam, podobała mi się, jednak postać Eweliny nie do zniesienia...

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgadzam się z tym co napisałaś :) Sama miałam mieszane uczucia aczkolwiek książka bardziej przypadła mi do gustu

    OdpowiedzUsuń
  23. Szkoda, że taka niedopracowana.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kochana, zostałaś nominowana do "Albo Albo TAG 2.0" na moim blogu! <3
    SZCZEGÓŁY TUTAJ

    OdpowiedzUsuń
  25. Rzadko sięgam po takie książki, a jeśli już to muszą mnie czymś zaciekawić. Tę pozycje sobie zdecydowanie odpuszczę, nie szukam przewidywalnych lektur, które mnie niczym nie zaskoczą ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Za każdym razem kiedy tutaj wejdę, to na blogu jest inny szablon. Czasami zastanawiam się, czy na dobry blog weszłam, hahah :D Lubię książki obyczajowe, ale nie jestem pewna czy po tę sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, taki jakiś mój nałóg: szukanie szablonu idealnego. Obiecuję, że tym razem ten zostanie na zawsze. Wyjątkowo mi się podoba i stworzyłam go po części samodzielnie :)

      Usuń
  27. Z jednej strony nie lubię takich klimatów, ale z drugiej aż mnie do niej ciągnie po przeczytaniu opisu. Mimo tej nienajlepszej oceny i wszystkich wad mam ochotę teraz pójść do biblioteki i ją wypożyczyć, tylko po to, by w końcu przestać się przejmować swoimi problemami...
    Świetna recenzja :*
    Zapraszam do mnie na recenzję "Co, jeśli"!

    OdpowiedzUsuń
  28. Hmm, nie spodziewałem się, że Prószyński wyda taką średnią powieść w tak fenomenalnej serii.

    OdpowiedzUsuń
  29. A opis w połączeniu z okładką zapowiadał się tak fajnie... Niestety, nie czuję się ani trochę zachęcona do przeczytania tej książki. Bo też co miałoby mnie zainteresować? Widzę, że "Wbrew sobie" jest typowym przykładem "przeładowania" w powieści - tak jakby autorka początkowo chciała się zająć problemem bezpłodności, a później dołączała coraz więcej wątków, o których przypominała sobie w trakcie czytania. Wydaje mi się, że próby zajścia w ciążę i związane z tym problemy dostarczyłyby wystarczającego materiału do powieści obyczajowej. A skoro tej nie ratuje także styl autorki... Raczej podziękuję.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, no ale chyba na razie podziękuję :)

    Pozdrawiam
    Książkomania

    OdpowiedzUsuń
  31. Szkoda, że zbrakło realizmu, bo opis fabuły brzmi interesująco, a że też od jakiegoś czasu nie miałam okazji czytać obyczajówki, pewnie dałabym się namówić, ale teraz widzę, że lepiej byłoby poszukać czegoś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Za chwilę będę publikować swoją recenzję tej książki, choć dosyć mocno różni się ona od Twojej. Mnie przekonała ta wielowątkowość, polubiłam styl autorki i jej charakterystyki bohaterów- nikogo specjalnie nie polubiłam, ale nie pozostałam obojętna. Zakończenie faktycznie banalne, jednak chyba najlepsze z możliwych.

    OdpowiedzUsuń
  33. Lubię czytać obyczajówki,ale sądząc po Twojej recenzji nie jest to raczej książka dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.