„Światło, którego nie widać” Anthony Doerr

Marie-Laure mieszka wraz z ojcem w Paryżu, jako sześciolatka traci wzrok i odtąd uczy się poznawać świat przez dotyk i słuch. 
Pięćset kilometrów na północny wschód od Paryża w Zagłębiu Ruhry mieszka Werner Pfennig, który jako mały chłopiec stracił rodziców. Podczas jednej z zabaw Werner znajduje zepsute radio, naprawia je i wkrótce staje się ekspertem w budowaniu i naprawianiu radioodbiorników. Odtąd Werner poznaje świat, słuchając radia.
Kiedy hitlerowcy wkraczają do Paryża, dwunastoletnia Marie-Laure i jej ojciec uciekają do miasteczka Saint-Malo w Bretanii.
Werner Pfennig trafia tam kilka lat później. Służy w elitarnym oddziale żołnierzy, który zajmuje się namierzaniem wrogich transmisji radiowych. Podczas nalotu aliantów na Saint-Malo losy tej dwójki splatają się…

(lubimyczytac.pl)

Światło, którego nie widać to książka, która wywołała niezły szum w blogowym (i nie tylko) świecie. Czekałam na ten tytuł, odkąd zobaczyłam go w zapowiedziach, dlatego wszystkie pozytywne recenzje jeszcze bardziej podsyciły moje zainteresowanie tą opowieścią. Czy było tak jednak w moim przypadku?

Jak to ja - przed sięgnięciem po książkę nie czytałam jej opisu, chociaż czytając niektóre recenzje nie mogłam nie natknąć się na bardziej szczegółowe informacje z fabuły. Pomimo to, nie wiedziałam tak naprawdę czego spodziewać się po tym tytule. Ku mojemu zdziwieniu, akcja została osadzona w latach 1934-1944 głównie we Francji oraz Niemczech. Autor na zmianę opowiadania perypetie niewidomej Marie-Laure oraz Wernera, zdolnego Niemca wychowującego się w domu dziecka. 

Czekasz przez całe życie, ale czy jesteś gotowy, gdy wreszcie nadchodzi ten moment?

Chyba pierwszy raz spotkałam się z tym, że rozdziały (poza kilkoma wyjątkami) są niezwykle krótkie i składają się na nie zazwyczaj dwie lub trzy strony. Autor "przeskakuje" z jednego bohatera na drugiego, ale robi to w sposób niezwykle umiejętny. Mnie te przeskoki w zupełności nie przeszkadzały; wręcz przeciwnie – dodawały całej historii napięcia oraz tajemniczości i zmuszały mnie do przewracania kolejnej kartki, żeby nie tylko dowiedzieć się, co wydarzy się w świecie jednej postaci, ale też drugiej. Dodatkowo, poza ciągłą zmianą miejsca wydarzeń, Athony Doerr przedstawia również historię z perspektywy różnego czasu. Na jednej stronie czytałam o sześcioletniej Marie-Laure w Paryżu, a już na drugiej śledziłam losy czternastoletniego Wernera w elitarnej, niemieckiej szkole. Ale tak, jak powiedziałam – mnie ten zabieg niezwykle się podobał i autor naprawdę się spisał.

Światło, którego nie widać od początku cieszyło moje oczy bardzo dobrym i wyjątkowym stylem pisania. Każde pojedyncze słowo, wyrażenie, a następnie zdanie wydawało się być najpierw przeanalizowane, później rozłożone na czynniki pierwsze, a następnie złożone w jedną, bardzo pasującą do siebie całość. Historię czytało się dzięki nie tylko płynnie, ale naprawdę przyjemnie. Styl w tej książce w cale nie należy do tych opisywanych zazwyczaj jako "lekkich", ale jest jednak bardzo zrozumiały, przemyślany i pomimo swojej interesującej konstrukcji – pozostaje nieskomplikowany i ujmujący w odbiorze. Bardzo cieszę się, że pomimo, iż widać ewidentnie, jak każde zdanie zostało dogłębnie przeanalizowanie przed ostateczną publikacją, powieść nie jest w żadnym wypadku sztuczna, czy też sztampowa. Język to z całą pewnością jedna z większych zalet tej książki; całe Saint-Malo, nawet z perspektywy niewidomej dziewczyny oraz okoliczności wojny – zwyczajnie żyło na każdych stronach książki.

O ile nie mam żadnych zarzutów do powieści pod względem technicznym, chyba nie zadowoliła mnie ona pod względem fabularnym. Owszem, Światło, którego nie widać jest niezwykle wyjątkową historią. Nigdy nie spotkałam się z takim spojrzeniem na wojnę. Z jednej strony przypomina trochę Złodziejkę książek – mamy nie tylko elementy standardowe dla tego tematu, ale też problemy bardziej społeczne i indywidualne dla poszczególnych osób. A z drugiej same wydarzenia są bardzo wyjątkowe i sprawiające, że Światło, którego nie widać nie jest podobne do niczego, co dotąd czytałam. 

Pomimo to, zabrakło mi czegoś. Czegoś, co mnie pochłonie bez reszty, wbije mnie w fotel (w moim przypadku łóżko) i sprawi, że książka zajmie szczególne miejsce w moim sercu. Bohaterów polubiłam, śledziłam ich losy z zainteresowaniem, a jednak momentami bywali dla mnie bezosobowi. Zawiodłam się trochę na relacji Ethienna i Marie-Laure. Miała chwytać za serce, a jednak... Tak, jak napisałam, zabrakło mi po prostu jakiegoś magnetyzmu w całej historii. 

Nie mogę pod koniec nie wspomnieć o zakończeniu Światła, którego nie widać. Myślę, że każdy z Was przynajmniej jeden raz spotkał się z tym, że finał historii zrujnował książkę całkowicie i zostawił Was z rozdziawionymi ustami... ale z powodu złości i rozczarowania. Na całe szczęście zakończenie w tej książce jest po prostu... perfekcyjne. Bardzo dobrze przeprowadzone, przede wszystkim satysfakcjonujące dla czytelnika - autor nie pozostawia nas bez żadnych niedopowiedzeń, a każda, nawet mniej ważna postać, otrzymuje takie zakończenie, na jakie zasłużyła. Ślę wielkie podziękowania w stronę Anthony'ego Doerra, który w bardzo dobry sposób potrafił zakończyć tę historię i nie zepsuć jej jakimś bezmyślnym, ostatecznym epizodem.

Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze.

Światło, którego nie widać to bardzo dobrze przeprowadzona i przemyślana powieść, chociaż oczekiwałam po niej czegoś znacznie więcej. Niezwykły styl autora bardzo dobrze wprowadza czytelnika w świat nie tylko drugiej wojny światowej, ale też czasu poprzedzającego tragiczne wydarzenia w takich miastach jak Paryż czy Saint-Malo. Książka opowiada nie tylko o okrucieństwach wojny, ale przede wszystkim daje bardziej intymny wgląd w życie zwykłych obywateli państw, które czynnie brały udział w wojnie. Pomimo, że nie pokochałam bez granic bohaterów, trzymałam za nich kciuki i chętnie śledziłam ich losy. Światło, którego nie widać to książka, która z całą pewnością jest warta uwagi. Jeśli Anthony Doerr postanowi jeszcze coś wydać w przyszłości, z wielką chęcią przeczytam jego kolejne książki.

Po około dwóch tygodniach od napisania tej recenzji dodam coś więcej: książka po tym czasie straciła dla mnie na wartości, bo... w ogóle nie zapadła mi w pamięć. Te pięćset stron gdzieś mi uleciało, jakbym nigdy ich nie przeczytała. Także w tej chwili, jednak trzymam się zdania, że nie ma się czym zbytnio zachwycać. 

7/10

28 komentarzy:

  1. Kocham całym sercem, Wernera najbardziej na świecie <3
    Buziaki! <3
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że czegoś Ci zabrakło w tej książce. Mnie się podobałam mimo iż liczyłam na inne zakończenie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj oj oj, mam nadzieję, że ja odbiorę tę książkę nieco bardziej pozytywnie i że zostanie mi w głowie coś po zakończeniu czytania :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie czytałam, ale jestem ogromnie ciekawa tej historii! Mam zamiar niedługo się za nią zabrać, więc zobaczymy jak mi się spodoba:) Pozdrawiam!
    Ich perspektywy

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pomimo uplywu czasu ciągle ją pamiętam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka już czeka na mojej półce na swoją kolej.

    OdpowiedzUsuń
  7. O, czyli jednak nie wszyscy wpadają w zachwyty i peany - dobrze wiedzieć. ;) Sama chętnie się przekonam, jak przyjmę tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że książka jednak nie okazała się być aż tak zachwycająca i zapadająca w pamięć. Ja planuję po nią sięgnąć i mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  9. Do tej pory czytałam same wychwalające recenzje, przez co mimo początkowej niechęci zapragnęłam przeczytać Światło, którego nie widać. Teraz mój dylemat ponownie powrócił, jedna sądzę, że i tak sięgnę po tę pozycje, bo jestem jej aż nazbyt ciekawa :D
    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam same pochlebne opinie o tej książce, troche zmartwiłaś mnie tym, że brak "tego czegoś" w niej. Bo nie jeden raz przekonałams ię na własnej skórze własnie o tym, że kiedy wszyscy się zachwycają (patrz: "Gwiazd naszych wina") ja nie widze niczego nadzwyczajnego...

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. No właśnie... nie. Do każdej książki, czy to jestem mniej lub bardziej podekscytowana, podchodzę jednak bez żadnych większych oczekiwań ;) Bo wiele razy się przez to zawiodłam.

      Usuń
  12. Niedawno ją sobie kupiłam i mam nadzieję że mnie zachwyci :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam ją w planach i już nie mogę się doczekać, kiedy ją dorwę ;) Miłego weekendu ;*
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Niekoniecznie mnie ta książka fascynuje. I w zasadzie o niej nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Też bardzo dużo słyszałam o tej książce i jestem jej niesamowicie ciekawa. Oczywiście rozumiem Twoje odczucia po jej przeczytaniu i to dobrze, że się nimi z nami podzieliłaś, bo przecież każdy ma inny gust - niemniej ja czuję, że ta powieść do mnie przemówi, mam względem niej dobre przeczucia :D Nie wiem co prawda, kiedy będę miała okazję przeczytać, ale zrobię to na pewno. Jestem ciekawa, jaka będzie moja opinia :) Bo mimo wszystko Twoja recenzja zachęca, nawet z tymi mankamentami, które wymieniłaś.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Ahh nie mogę się doczekać aż do mnie przyjdzie! <3


    bookocholic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Twoja recenzja jest pierwszą, jaką czytam, w której słychać nutę rozczarowania. Ale to dobrze, bo coś, co jest naprawdę nie może zbierać jedynie samych zachwytów - wydaje mi się wtedy nierzeczywiste. Jednak mam nadzieję, że mnie pochłonie w stu procentach ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Książkę mam zapisaną na swojej liście, więc jak tylko będzie okazja zapoznam się z nią.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytałam już tyle różnych opinii, że koniecznie muszę sama wyrobić sobie zdanie. :D Książkę mam na liście, więc liczę, iż szybko wpadnie w moje ręce. :)

    Erna

    OdpowiedzUsuń
  20. Wciąż czaję się na tę powieść ^^ Boję się jednak troszkę, że okaże się ona dla mnie za ciężka, szczególnie przez motyw wojny, choć niby jest to tylko tło. Bardzo cieszą mnie jednak krótkie rozdziały, bo wtedy książkę czyta mi się o wiele przyjemniej i jakby szybciej, a przy takich cegiełkach to chyba dość ważne ^^ Przede wszystkim oczekuję od tej książki, że mnie poruszy i chwyci za serce, oby w moim przypadku nie brakło "tego czegoś" ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Do tej pory czytałam same pozytywne opinie o tej pozycji, jestem ciekawa, czy ja również poczułabym brak magnetyzmu, o którym piszesz. Zapewne kiedyś się przekonam. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Szkoda, że zachwyt tak szybko opadł.
    Sporo osób kusi tą książką, więc w końcu i ja pewnie po nią sięgnę, bo jestem jej bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  23. Do książki od początku nie byłam przekonana. Nie zainteresował mnie opis, nawet pozytywne opinie, które przeczytałam nie były w stanie mnie przekonać. Czasami, po prostu od początku wiem, że coś nie jest dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oho, a ja pierwszy raz słyszę o tej książce... Ale fabuła wydaje mi się bardzo ciekawa. ;) Nie czytam książek w tym temacie na co dzień, ale bardzo lubię II wojnę światową. ;) Muszę się przyjrzeć tej książce i mam nadzieję, że na mnie zrobi większe wrażenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ciekawa jestem tego stylu i przemyślanych zdań, a i sama fabuła mnie intryguje, ale trochę szkoda, że książka nie zapada w pamięć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Słyszałam wiele pozytywnych przeważnie opinii na temat tej książki. Jednak po Twojej.. wydaje mi się, że nie przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  27. Czytałam i moim zdaniem jest naprawdę bardzo dobra:)
    Pozdrawiam books--my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.