„Love, Rosie” Cecelia Ahern

Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?

(lubimyczytac.pl)

Książka leżała na mojej półce chyba z dobry rok, a może i więcej. Dwa miesiące temu byłam bardzo bliska jej przeczytania, ale kiedy otworzyłam książkę i zobaczyłam tę dziwną formę, lekko się przeraziłam i odłożyłam ją. Love, Rosie wyróżnia się tym, że jest napisana w formie listów, e maili, SMS-ów i innych treści zapisanych na papierze. Czyli kompletnie odejście od tradycyjnej formy, czy zwyczajnej narracji.

Mnie, niestety, ten sposób prowadzenia historii zupełnie nie przypadł do gustu. Myślałam, że będę musiała się po prostu przyzwyczaić i "przestawić'', ale aż do ostatniej strony moje zdanie na ten temat pozostało niezmienione. I nie wiem czasem, czy właśnie ta forma tak bardzo zepsuła tę książkę. Przez te całe pięćset stron w żaden sposób ani nie przywiązałam się do bohaterów, ani nie zdążyłam ich znienawidzić. Nie wiedziałam, jak się zachowują, co dokładnie mówią podczas zwykłej wymiany zdań (chyba każdy potwierdzi, że zupełnie inaczej odbywa się rozmowa twarzą w twarz od telefonicznej). Wszystko wiedziałam z relacji kartek i listów. Przez cały czas mnie to męczyło i utrudniało czytanie. Nie wspominając o zbędnych wymianach zdań albo fragmentach przebywania na czacie dla rozwodników...

Nie wiem, czy to wina kiepskiego warsztatu pisarskiego autorki, czy tego, że książka to powieść po części epistolarna, ale bohaterowie są po prostu nieciekawi. Każda postać od początku do końca całego swojego życia wydaje się mieć przypisane konkretne cechy, nie mówiąc nawet o tym, że popełnia te same błędy. Bohaterowie są po prostu w moim odbiorze niezwykle płytcy i jednowarstwowi. Ruby, Sally, Beth, Greg... Ci wszyscy ludzie byli przedstawieni bardzo schematycznie: Ruby jako szalona i niezwykle śmieszna (zależy w czyim odczuciu) przyjaciółka, Sally i Beth jako te złe i okropne wybranki Alexa, Greg jako typowy nudny mąż. Mogłabym tak w kółko z każdą postacią w tej książce. Kolejna rzecz, która była naprawdę źle zrealizowana to cały proces dorastania, dojrzewania bohaterów. W Love, Rosie mamy przedstawione niezbyt szczegółowo, ale jednak, całe życie Rosie, Alexa i wszystkich ich bliskich. Powieść zawiera całe pięćdziesiąt lat kilku, a nawet kilkunastu (!) ludzi, a zupełnie tego nie odczułam, jakby te wszystkie emaile i wiadomości dalej były pisane przez szesnastolatków.

Love, Rosie jest też niezwykle rozczarowująca pod względem fabularnym. Mogę przysiąc z ręką na sercu, że domyśliłam się każdego, pojedynczego "zaskakującego" wydarzenia w życiu bohaterów. No, może dwóch incydentów się nie spodziewałam, ale nie zmienia to faktu, że książka jest niesamowicie przewidywalna. Do tego dochodzą decyzje bohaterów, które bardzo mnie irytowały i momentami były strasznie nieracjonalne, a z drugiej strony szablonowe. Postaci w tej książce zachowywały się, jak te z komedii romantycznych, gdzie niezwykle trudno jest powiedzieć drugiej osobie, co się czuje i najlepiej odwlekać ze szczerą rozmową i bawić się w kotka i myszkę - w niektórych przypadkach trwało to (sic!) przez całe życie. To zachowanie nie było po prostu naturalne. Rozumiem, że zawartość książek i filmów często są oderwane od rzeczywistości, ale myślę, że bohaterowie powinni zachowywać się i myśleć jak normalni ludzie.

Nie rozumiem zachwytu nad tą książką i źle się czuję wystawiając taką, a nie inną ocenę, biorąc pod uwagę jej rewelacyjne (naprawdę się natrudziłam, żeby znaleźć te negatywne) opinie. Love, Rosie dłużyła mi się niemiłosiernie i przyznaję, że zdarzało mi się omijać kilka linijek tekstu, żeby jak najszybciej przez nią przebrnąć. Bohaterowie kompletnie bez wyrazu, a to, że do ani jednego nie czułam kompletnie żadnego przywiązania nie pomagało mi w szybszym przewracaniu kartek. Przewidywalna do bólu, włączając w to pseudo–ckliwe zakończenie. Jak dla mnie niestety jedno wielkie rozczarowanie. Od siebie szczerzę polecam Jeden dzień – książkę o podobnej fabule (przyjaźń damsko-męska), a jest sto razy lepsza od recenzowanego przeze mnie dzisiaj tytułu.

4/10

54 komentarze:

  1. Szkoda, że tak słabo ją oceniasz, ale przecież nie każdemu musi się podobać :D Ja uwielbiam tą historię - zarówno w wydaniu książkowym, jak i filmowym :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zobaczyłam te listy i esemesy, kiedy byłam w księgarni również zniechęciłam się do tej książki. A po tej recenzji, wręcz cieszę się, że zamiast ,,Love, Rosie" wzięłam książkę Kinga.
    Truth of Thunder | Heaven in Black

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czułam już po tytule, że coś z tą książką będzie nie tak. A kiedy zobaczyłam w księgarni jak wygląda treść (sms-y itp.) to stwierdziłam, że podziękuję. I chyba dobrze zrobiłam, bo z tego co piszesz, to książka nie jest w moim stylu. Chociaż dość sporo osób się nią zachwyca ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama już nie wiem, czy przeczytać. Myślę, że mogłaby mi się spodobać forma epistolarna, ale twoja recenzja i tak mnie zniechęciła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby miałam po nią sięgać, ale zrezygnowałam. I chyba tak już zostanie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przy całej mojej sympatii dla Ahern, to jest jej najsłabsza książka.
    I jesteś chyba jedyną osobą na tym świecie, która podziela moje zdanie!:) Dlatego radzę konkurs zrobić - na pewno znajdzie się dużo chętnych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skoro nie widziałaś negatywnej recenzji, to nie czytałaś mojej:P

      Usuń
  7. Nie czytałam, choć parę razy zastanowiłam się, czy może jednak nie byłoby warto - trochę pozytywnych recenzji czytałam, a te zwykle kuszą. Mimo wszystko nie jest to gatunek, po który chętnie sięgam i nie sądzę, by to się zmieniło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zachwyciła mnie podobnie jak Ciebie choć spodobała mi się trochę bardziej. Sama historia, choć naiwna, na swój sposób mi się spodobała, nie podobała mi się za to narracja i wątek córki Rosie i jej historii, tak bardzo podobnej do historii matki. Rzeczywiście "Love, Rosie" jest bardzo schematyczne (naprawdę bardzo!) ale mimo wszystko przyjemnie się czytało. Takie są te moje mieszane odczucia ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nigdy jeszcze nie spotkalam sie z negatywna opinia o tej ksiazce, pomijajac oczywisce Twoja :p Moim zdaniem ksiazka jest niesamowita, a forma w jakiej zostala napisana tylko te niesamowitosc zwieksza. Bohaterow bardzo polubilam, a zwlaszcza dialogi miedzy nimi. Zakonczenie tez bylo dla mnie idealnym dopelnieniem calej historii :p

    Pozdrawiam
    secretsofbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że ta książka nie przypadła Ci do gustu. Ja jestem nią zachwycona do tej pory, mimo że czytałam ją już jakiś czas temu ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Mi "Love, Rosie" bardzo się spodobało, ale każdy ma swoje gusta i oczekiwania :D pozostałych dzieł Ahern jeszcze nie czytałam, wiec wszystko przede mną ;)

    http://zaczarowana-me.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę, że przynajmniej jesteś szczera. Ja nie czytałam nic tej autorki, ale miałam ochotę na tę pozycję. Szczególnie, że widziałam film i mi się spodobał, jednak oceniam go w gatunku komedii romantycznej, czyli właśnie tego banału, kiedy ludzie nie potrafią wyznać sobie uczuć :P No, cóż, przynajmniej wiem, że powinnam obniżyć oczekiwania co do niej.
    A Jeden dzień mam w planach, nawet czeka na półce już!
    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam ją na początku roku i mnie akurat bardzo się podobała :) Ale ja lubię takie historie, więc nie ma się czemu dziwić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie bardzo podobała się epistolarna forma tej książki. I ogólnie cały jej pozytywny wydźwięk. Jestem ciekawa, czy film by Ci się spodobał?

    OdpowiedzUsuń
  15. Szczerze? Nie czytałam. Po obejrzeniu filmu stwierdziłam, że to i tak będzie kompletna strata czasu. Dodatkowo, wtedy nie miałam pojęcia, że to powieść pseudoepistolarna, gdybym o tym wiedziała, to skreśliłabym ją od razu jeszcze szybciej.
    Cieszę się, że ktoś spojrzał na tę historię chłodnym okiem i że nie jestem sama w złej opinii o niej. No ale jeśli "masy" mają nie czytać nic, albo czytać to, to chyba wolę, żeby czytały cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  16. To chyba pierwsza negatywna recenzja na temat tej książi. Mnie osobiście bardzo podobało się, ze pisana jest w formie epistolarnej. Nadaje to jej charakteru. I dość łatwo i szybko zżyłam się z bohatermi, ale szanuję twoją opinie :)

    bookocholic.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Książkę czytałam już jakiś czas temu. Fakt, książka w której zamiast "zwykłych" rozmów są maile i SMSy na początku może wydać się dziwna. Mi jednak bardzo się taka nietypowa forma podobała i nie miałam problemów, żeby się "przestawić".
    Wiadomo, każdy ma różne gusta i może wszystko inaczej odebrać
    Pozdrawiam ;)
    Blondie in Wonderland

    OdpowiedzUsuń
  18. ja bym chętnie przeczytała i tak, bo zbieram się i zbieram..
    film mi się podobał, ciekawe jak by było z książką, a taka inna forma -smsy itd to coś dla mnie, szybko mi się czyta wtedy :))

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam ją zamiar przeczytać i sprawdzić jaka będzie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja tam chętnie wzięłabym udział w takim konkursie, Twoja recenzja mnie nie zraziła :) Nadal jestem bardzo ciekawa tej książki, a przecież każdy ma prawo do własnej opinii, podoba mi się, że wprost mówisz, co Ci się nie podoba. Jeśli powieść jest pod jakimś względem niewypałem, to raczej nie obwiniałabym tutaj stylu Cecelii Ahern - czytałam jej "PS. Kocham cię" i warsztatowo była dobra, fabularnie zresztą też. Może po prostu "Love, Rosie" nie trafiło w Twój gust, to normalne :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie ukrywałam, że Twoja ocena trochę mnie zszokowała. Mam w planach tę książkę, ale nie znajduje się na mojej liście must read ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Naprawdę szkoda, że tak słabiutko oceniasz tę książkę. Osobiście nie miałam swojej Love, Rosie w łapkach, bo koleżanki i bardzo mi się spodobała. Co do konkursu, to ja chętnie wzięłabym udział!
    Pozdrawiam, Allison // Papierowe Recenzje

    OdpowiedzUsuń
  23. Oglądałam film i bardzo mi się spodobał, twoja opinia mnie nie zraziła i nadał planuję sięgnąć po tę książkę - sama chcę sprawdzić o co tyle szumu :)

    Weronika z lubieduzoczytac.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. U... to chyba pierwsza tak krytyczna recenzja tej książki jaką czytam :) Powieść mam na półce od grudnia, ale jeszcze nie miałam do niej weny :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja nie czytałam tej książki. I się zastanowię czy przeczytam.
    Pozdrawiam.
    http://miedzy--stronami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  26. mam podobne odczucia. chyba ze względu na formę rzuciłam tą książkę po jakichś 60 stronach, irytował mnie też dziecinny język bohaterów na początku, ale byli wtedy dziećmi, więc chyba nie powinnam się do tego czepiać. to jedna z niewielu książek o jakiej mogę powiedzieć, że ekranizacja bardziej mi się podobała od pierwowzoru.

    OdpowiedzUsuń
  27. "Love, Rosie" leżakuje u mnie na półce też już spory czas, jednak taka forma narracji nie odstrasza mnie, a wręcz przeciwnie - przyciąga. Czy to dobrze Nie wiem. Naczytałam się pozytywnych recenzji, ale również i takich jak Twoja, więc pozostaje mi tylko sprawdzić na swojej skórze czy warto :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  28. Kiedy książka ta była bardzo mocno promowana, zaciekawiła mnie niezmiernie i dostałam ją od kolegi w prezencie na mikołajki. Szybko wzięłam się za jej czytanie, lecz w połowie opowieści główni bohaterowie zaczęli mnie strasznie denerwować. Nie przeczytałam "Love Rosie" do końca, ale może kiedyś to się zmieni ;)

    Pozdrawiam,
    http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Czytałam dużo pozytywnych recenzji tej książki, ale podskórnie czułam, że to historia nie dla mnie. Widocznie miałam rację, bo Twoja recenzja potwierdza, że ta książka nie przypadłaby mi do gustu. Nie lubię, gdy autor nie potrafi zaskoczyć czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
  30. Do dziś pamiętam bte wszystkie pozytywne emocje jakie towarzyszyły mi podczas czytania tej książki. W ten oto sposób Love Rosie stało się jedną z moich ulubionych powieści :*

    OdpowiedzUsuń
  31. W mojej biblioteczce książka ta leży już od marca, kiedy dostałam ją na urodziny. Jednak zawsze znajdzie się lepsza powieść do przeczytania. Napiszę, iż nie jesteś jedyną osobą, która odebrała książkę bardziej negatywnie, aniżeli pozytywnie, tak więc nie jesteś odosobniona :) Aczkolwiek czytałam inne książki ten autorki i byłam zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  32. Oglądałam tylko film i średnio przypadł mi do gustu. Nie planuję sięgnąć po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  33. Już myślałam, ze to ze mną jest coś nie tak, ponieważ wszyscy wokół zachwycają się tą książką, a mnie się ona wcale nie spodobała. W sumie podpisuje się pod Twoją recenzją w zupełności.

    OdpowiedzUsuń
  34. Mi się książka podobała, lekka i przyjemna ot tak dla poczytania :)
    Pozdrawiam Justyna z książkomiłościmoja.blogspot

    OdpowiedzUsuń
  35. Mi książka całkiem się spodobała, chociaż przyznam rację niektórym wadom wyszczególnionym przez Ciebie. Tak to już jest, że niektóre książki zyskujące wysokie oceny nam się nie podobają. Ja miałam tak samo przy wzbudzającej zachwyty "Powód by oddychać", która totalnie mnie rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie powiedziałabym, że coś jest nie tak. Po prostu wydawnictwo rzuciło egzemplarzami i ot, taki skutek.

    OdpowiedzUsuń
  37. Hura! W końcu ktoś, kto podziela moje zdanie :) nie rozumiem tych wszystkich zachwytów, podobnie jak nie rozumiałam zachwytów nad "Hopeless" :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Hej kochana :3
    Matko dobija mnie ta super wykwintna, sławna książka. Nie czytałam!!! Jezu ale czy wszyscy muszą ją tak polecać jakoś mnie nie przekonuje. O chociaż ty nie uważasz że jest genialna.. To samo mówiłam o "Hopeless" że do kitu a po przeczytaniu kocham tą książkę.
    Chciałam obejrzeć film "Love Rosie" ale ostatecznie stwierdziłam że romans filmowy jest jeszcze nudniejszy. Nigdy nie przeczytam "Love Rosie" nudne to.
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie dla mnie taka książka :/
    Jakoś tak podświadomie nie jestem przekonana do twórczości Ahern :/

    OdpowiedzUsuń
  40. Chciałabym przeczytać ta książkę. Od dawna widnieje na mojej książkowej liście. Twoja ocena skłoniła mnie jednak do myślenia. Czy aby na pewno sposób w jaki autorka przedstawia tę historie mi się spodoba? Zobaczymy. Myślę, że niedługo się tego dowiem. Na razie jednak wracam do lektury "Kroku do szczescia" :)
    Ps. Obie nawiązujemy w nazwach naszych blogów do herbaty :)
    Ewelina z bloga talkandgreentea.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  41. Zaskoczyłaś mnie swoją oceną. Mnie "Love, Rosie" niesamowicie urzekła i bardzo miło wspominam czas spędzony z tą książką. Szkoda że Ciebie tak zawiodła, ale przecież nie każdemu musi się podobać to samo ;).

    OdpowiedzUsuń
  42. Faktycznie w blogosferze trudno znaleźć jakieś negatywne opinie tej książki, chyba twoja jest pierwsza, z jaką się zetknęłam do tej pory. "Love, Rosie" jest wciąż przede mną i chociaż do tej pory byłam optymistycznie nastawiona do lektury, teraz sama już nie jestem taka pewna, co powinnam myśleć. Przeczytamy, zobaczymy :)

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  43. Dostałam tę książkę na urodzinki, ale wcześniej obejrzałam film :) jakoś mnie do niej nie ciągnie, ale może przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  44. Halo, moja recenzja też nie należała do tych zachwalających. XD Ktoś tu o mnie zapomniał. ;P
    Koneko
    recenzje-koneko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  45. Książka jest jedną z moich ulubionych. Na początku sceptycznie do niej podchodziłam ze względu na formę epistolarną, ale nie żałuję. Pochłonęłam dosłownie w dwa dni :)
    Pozdrawiam,
    isareadsbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  46. Pomimo Twojej opinii, ja i tak chciałabym przeczytać książkę. ^_^ ta forma epistolarna właśnie bardzo mi się podoba i... lubię książki o takiej tematyce. ;) Muszę przeczytać koniecznie. ^_^

    OdpowiedzUsuń
  47. Mi osobiście spodobała się ta książka !
    Zapraszam do mnie,
    http://modnaksiazka.blogspot.com/2015/10/czy-prawdziwa-przyjazn-miedzy-kobieta-i.html

    OdpowiedzUsuń
  48. Zgadzam się z tobą. Przeczytałam kilkanaście stron, ale sposób narracji mi nie przypadł do gustu. Obejrzałam film i był bardzo przyjemny, ale do książki na pewno nie wrócę :)

    http://bookhypeslayer.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  49. Miałam przeczytać tą książkę i chyba dobrze, że tego nie zrobiłam.
    Pozdrawiam
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  50. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  51. Prawdę mówiąc mam ją na liście do kupienia. Ale od obejrzenia filmu zastanawiam się nad tym. Bo film mnie troszeczku zawiódł. Co do formy lubię fragmenty w książkach tego typu. Ale nie wiedziałam że jest ona napisana całościowo w ten sposób. ciekawe. Wydaje mi się, że jednak może nie być warta kupna po twojej recenzji. chyba po prostu będę chciała ją pożyczyć i przeczytać. Sama nie wiem. Ja coś takiego jak ty z Love Rosie miałam z zanim się pojawiłeś w internecie wielkie wow, rewelacja, a dla mnie była po prostu dobra. Zapraszam do mnie www.zaczytanav.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.